czwartek, 29 marca 2018

Treking wokół Anapurny- dni 1-4: jeszcze ciepło

Dzień pierwszy.
Taksòwke na dworzec Gongabu znalazłam zaraz za rogiem: 250Rp ok 15 minut. Dworzec to jak zwykle klepisko pełne busików i naganiaczy. Jeden krzyczy głośniej od drugiego. Najwięcej busów do Pokhary. Gdzies na końcu zostałam złapana w sidła jednego z naganiaczy i juz siedziałam w busie do Basi Sahar.
Bus 550Rp i startuje za chwilę więc nie będę wybrzydzać. Początkowo jechało sie komgortowo. Otwarte okno, wiatr we włosach, czuje powiew przygody, czyli kurz i piach.  Pozniej na moim miejscu, czyli na moich kolanach chcial siedziec jeszcze jeden pan-còż. W busie jechalam miedzyinnymi z amerykaninem Dru: zaangażowanym szeroko w ochronę środowiska oraz z rosyjskim wspinaczem oraz inzynierem przemysłu nuklearnego który w Nepalu jest już poraz 11. Piękne połączenie :)  Po niespełna 6 h z przerwami na jedzonko, dojechaliśmy do Besi Sahar. Tutaj było trochę zamieszania bo sama nie wiedziałam, czy iść, czy jechać i jak daleko jechać, więc doszłam do wniosku ze los zadecyduje i tak po pierozkach i piwku w przydrożnej knajpie, płynne znalazłam się w jeepie do Syange na tak zwanej pace z małym tłumkiem nepalijczykow.  Po niepełna 3 godzinach walki z barierkami, oponami, czyimiś  łokciami  lub innymi konczynami dojechalam na miejsce. Po drodze poznałam młoda podrozujaca tylko z przewodnikiem australijske. Na miejscu w Syange udało mi się dołączyć do pokoju z dziewczyną z Izraela za straszna kwotę 150 od osoby ;) (1,5 $)  Wiele osób właśnie tu zaczyna swą przygodę. Pierwsze emocje! Każdy porownuje swoj plecak z innymi. Niewiele jest osob bez tragarzy. I moze 1 lub 2 osoby samotnie podrozujace jak ja. Yeah!!!

Taxi z Thamel na dworzec Gongabu 250 RP -15 min
bus do Besi Sahar 550Rp -6h
Jeep Besi sahar-  Syange  1000 RP- 2,5 h



Dzień drugi
Syange 1100 mnpm – Dharapani 1943 mnpm. W sumie 8 godzin z przerwami na lunch, gorace zrodla i herbate. Ok 6 i 30 min samego chodzenia.

Wyruszam z Syange  pełna zapału i obaw. Mierze każdy krok by nie potknąć się na początku drogi. Za Jagat znalazłam gorące źródła. W sumie jak mam dziś iść tylko 5 godzin (planowalam tylko do Tal)  to gdzie mi się spieszy.  Zaczelam schodzic stromo w dół co gwarantowalo pozniej strome wyjście do góry.  Ale w końcu jestem na początku przygody i trzeba otworzyć drzwi dla nie oczekiwanego niż iść za tłumem.  Na dole nie było zywego ducha. Nie ma to jak prywatna impreza.
W Chyamje zatrzymałam się na herbatę z poznanymi po drodze Andreasem.  Większość ludzi zatrzymywała się tu na lunch ale mnie się szło dobrze i poszłam dalej. Zgubilam się! A moze moja podswiadomosc tak wybrala. Poszłam glowną drogą zamiast ścieżka trekingowe, ale szybko polubiłam swoj wybór.  Droga szła wyżej, co gwarantowało rewelacyjne widoki! Jeep przyjeżdżał jeden na 15 minut , poza tym pusto, a po drugiej tronie doliny widzę kolejke prawie jak na rysy. Dodatkowo przed Tal miałam cudowny widok na dolinę i wioskę z góry.  Zatrzymałam się na lunch z tym widokiem. Planowo tu miałam się zatrzymać ale idzie mi się dobrze więc mogę jeszcze pocisnac 2 godziny. Ostatecznie na nic zatrzymałam się w Dharapani. Z miejscami było już kiepsko. Wszystko porezerwowane przez wycieczki. Mialam pecha. Wiele wycieczek startowało razem ze mną zaraz po zakończeniu Divali bo w końcu otworzyli bióra wydajace pozwolenia ACAP i TIMS.
Jest tak tłoczno że zasada: nocleg za darmo i płac tylko za jedzenie; jak to przeważnie miało być nie istnieje.  Na szczęście na końcu wioski spotkałam młoda dzielna australijke.  Tez nie mogła znaleźć noclegu. Jej pokój choć zarezerwowany przez przewodnika oddano ot tak komuś innemu. Spędziliśmy razem miły wieczór.

Pokój 2 os. 500; jedzenie pancake, owsianka, curry, dal bath 250-350 RP. Woda mineralna 1 litr -120 Rp




















Dzień trzeci
Dharapani 1943 – Chame 2630mnpm 4 h i 30 min samego chodzenia

Znowu okazało się że wybrałam trudniejsze szlaki. Robi się stromo, zmienia się roślinność, pojawiają się powoli białe szczyty. Zaraz przed miasteczkiem docelowym usłyszałam: O!!! może pogramy wieczorem na gitarze będzie miło usiąść razem. W sekundzie obrucilam głowę i poznałam Andrew z Alaski i dwie Niemki  Johane i Dizy podrozujace z przewodnikiem i uroczym porterem . Zatrzymalismy sie w Potala guesthous z polecenia ich przewodnika. Bylo to urocze miejsce. Na zawiązanie lepszych więzi poszliśmy do lokalnego kompielisk szumnie zwanego gorącymi źródłami.  Wieczór rzadzilismy w kuchni przy palenisku a następnie w salonie grając i śpiewając. Dołączyła do nas także urocza Filo ze Szwajcarii. Tak się zaczęła nasza wspólna przygoda!

Nocleg: Potala guesthouse- pokój darmo za jedzenie na miejscu. Prysznic - cieply. Jedzenie pycha. Ceny przystępne.
W mieście woda pitna 45 Rp/litr

















Dzień czwarty.
Chame 2630 mnpm - Upper Pisang 3300 mnpm: 5 godzin z postojem na zupę i setkę zdjęć.
Nocleg: hotel Hilltop: 100Rp + jedzenie na miejscu vide cennik na foto na dole strony.
Obowiązkowo spacer po miasteczku i do swiatyni

Wciaz ide w podkoszulku ale długi rękaw na postojach juz obowiazkowo. Za miasteczkiem Dhikur pokhari odbiłam w prawo z głównej drogi na szlak oznaczony do Upper pisang. Troche dzis sie spieszylam bo nie chcialam miec problemu ze znalezieniem noclegu. Chwilę później zorientowałam się ze w sumie to jestem na szlaku sama. Przekroczyłam niepewnie mostek i wspinalam się w górę.  Tlumek szedł już daleko daleko po drugiej stronie rzeki.  Hmmm.... może to jakiś nieczynny szlak? W końcu ktoś napotkany po drodze potwierdził kierunek. Oczywiście ze dwa razy jeszcze zeszlam że szlaku ale w terenie pokrytym nielicznymi drzewami łatwo mozna bylo zobaczyc prawidlowy szlak z odleglosci. Właśnie się zorientowałam że zniknęły już lasy.  Wciaz jednak pusto! Tylko widoki przepiękne na prawo i lewo. Wspaniała dolina i widok na masyw anapurna II. Po około godzinie dotarłam do bramy, za którą stał czerwono biały hotelik- Hilltop . Pani pokazała mi pokój, a widok z pokoiku tak cudny że przez 20 min siedziałam w drzwiach i się nie mogłam nadziwić jak tu ładnie.  Zaraz też przyszły kolezanki Niemki. Dostały pokój zaraz koło mnie. Również zachwycone widokiem zaginęły w swoich 20 minutach zadumy.
Korzystając z ciepłej wody i ładnej pogody zrobiłam kompletne pranie siebie i ciuchów.  Była jeszcze druga. Ludzie powoli zaczęli się schodzić.  Widać po prostu przecierałam szlak a ja się martwię, że  idę powoli.  Większość dużych wycieczek poszła dołem konczac w Lower pisang (lub jak to woli Pisang) Małe grupki zapaleńców wstapily na górny wariant szlaku.
Zaraz powedrowalam jak najwyżej w miasteczko po zagrodach, polach, przez domy, minęłam rząd modlitewnych mlynkow i dalej przez zagrody i w górę na przełaj. Widoki aż nie da się opisać. Na samej górze stadko jakow. Po chwili zadumy zeszlam do widocznej w dole świątyni i dalej w dół by napełnić brzuszek. Zaszalalam i zamówiłam rolki z ciasta nadziewane marsami. Myslalam o piwie ale w sumie to pierwsza miekscowka powyzej 3 tys – trzeba zaczac uwazac na chorobe wysokogorska.  Napotykając ekipę z ostatniego wieczoru po drodze, zaprowadziła ich do świątyni bo kluczyli i nie mogli znaleźć.  Do piękna całego tego dnia trafiliśmy na modlitwy mnichów.  Spełnieni w każdym calu zeszlismy do naszego lokom na kolacje przy ciepłym kominku, gitarze i doborowym towarzystwie. Zaczyna się robić zimno! Bardzo zimno, dziś pierwszy raz wzięłam koc pomimo ciepłego śpiwora. Wszyscy czujemy że to najważniejsze zbliża się wielkimi krokami. Lekka droga już za nami. Na razie kolana całe, plecy przestały dawać o sobie znać po 2 dniu o dziwo. Ramiona bez oznak bólu i napięcia- jak ktoś powie coś złego na temat Korrimora wejdę w kłótnie.  Nie miałam lepszego plecaka w dodatku za 45 funtow. Po pryszyciu nowych zamków do bocznych kieszeni służy mi już 7 8rok w każdych warunkach. Był juz dookoła świata raz i pół. Podsumowując: idę do przodu i jest dobrze. Przy kominku nawet powoli listy sobie na lokalne piwo :) całkiem niezłe.











Taki pokoik ale widok mega!

Cennik w upper pisang. Ceny są standaryzowane, jedna wioska ma przeważnie jedno menu. Im wyżej tym drożej.  Cena wody mineralnej dochodziła do 200$ a np dał bhat do 650 rp




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz