sobota, 5 sierpnia 2017

Kerman-o miłosci zakazanej

(...ciag dalszy zwiedzania Iranu... poźno lecz nie ma w życiu czasu na pisanie) Do Kerman trafiliśmy bo był daleko na wschód…bo inna kultura… bo pustynia ..bo góry…ma być jakis ogród...bo prawie pod afganistanem...w sumie to nie byłam przekonana. Dobrej przygody nie tworzą jednak góry, pustynie czy długość geograficzna ale ludzie. W tym przypadku ludzie zupełnie w sumie zwyczajni, tacy jak my (gdy byliśmy nieco młodsi ☺), którzy chcą poznawać świat, imprezować do rana przy piwku, żyć blisko ze swoją druga połówka, chodzić na randki. Tanczyc, spiewac. Oczywiście nauczyć się przeklinać w obcym języku hihi i tak dalej…. Tylko tu jest Iran! Ani przekleństw, ani piwa, ani imprez….no dobrze można przeżyć. Ale bez tańca śpiewów muzyki i randek? Bliskości? (W Iranie muzyka rozrywkowa i tance  są niepoprawne
Zaraz po przyjeździe do Kerman poznaliśmy przemiłą młodą parę, których rodziny nie zgodziły się na ich
związek. Nie mogą w sumie przebywać razem. Pomimo tego spędzili z nami prawie cały czas naszego pobytu w Kerman. Bawiliśmy się wyśmienicie, Nazi chłonęła jak gąbka wszystkie historie z europejskiego stylu zycia. Obiecywała sobie że kiedyś będzie wolna, zdobędzie wize, pieniądze I zrzuci chuste, która i tak swobodnie spływała po jej włosach gdzieś na wysokość dolnej połowy potylicy  nieraz nieco niżej. Będzie mogła publicznie chodzic za rekę ze swoim chłopcem itp. Czas nam płynął bardzo wesoło. Po wieczornytm zwiedzaniu wielkiego bazaru był czas na
wyśmienita kolacje i sishe z naszymi znajomym. Szkoda, że z wiadomych przyczyn nie moge umieścić
naszych wspólnych radosnych zdjęć. NAstepnego dnia wszyscy w czwórke wybralismy sie przez pustynie za miasto do Mahan i ogrodów Shazdeh. W upalny dzień miło było ułożyć się na poduszkach w pałacowym ogrodze, przy orzeźwiających fontannach. Cały kompleks sprawia tym wieksze wrażenie ze znajduje się gdzies w środku pustyni, a w oddali majaczą wysokie gór, których woda zasila ogrody. Za murem pałacu zauwazylismy grupke młodziezy i dołaczylismy do nich zwawo. Grali w cos co przypomina nasze dwa ognie. Oczywiście kto mógł (czyli nie ja-ze względu na zwichnięta kostkę) dołaczył do zabawy. Wesoło.
 
W dalszej kolejności zwiedzalismy pobliskie Mahan z pełnym nostalgi miejscem pochówku wielkieg Sufi Shah Bur-eddin Nematollah Vali. Wieczorem w Kerman ponownie spożywaliśmy lokalne specjały w tradycyjnej restauracji. Nasi przyjaciele opowiadali o tym, jak potrafia się w Iranie bawić pomimo tylu zakazów i ograniczeń. Poznalismy ich
wesołych znajomych. Co się działo, pozostaje tajemnica

W trakcie naszej włóczęgi przez uliczki zatłoczonego miasta zwiedziliśmy także lokalną bibliotekę oraz muzeum sztuki współczesnej. Irańczycy jak zwykle byli bardzo pomocni.


Info praktyczne:

Shazdeh Garden: ogrody połozone są w poblizu Mahan, wiekszy kawałek od Kerman. Z Kerman mozna dojechań busem do Mahan a nastepnie wziąć dośc drogie taxi. W Iranie działa jednak dośc dobrze stop. Wejscie ok 15 tyś tomanów.

Nocleg: zatrzymalisly się w taniutkim hotelu, który znajdował się anprzeciw wielkiego hotelu poleconego przez taksówkarza i lonely planet... nie pamiętam nazwy ale poszukam i uzupełnie. Nie jakoś luksusowo, raczej coś w rodzaju hoteliku robotniczego dla lokalnych ale na low cost trip w sam raz 

Posiłki: w centrum mnóstwo lokalnego rodzaju fast foodów: kebaby, kanapki, falafele, zupy, pizze itp. w przystepn6ych cenach. Polecam także bazar. Tam mnóstwo smakołyków które warto spróbować zwłaszcza lokalnej produkcji słodyczy.

Kawa: w hotelowych kawiarniach, sporadycznie w mieście  (ceny jak w polsce ok 8-10 zł)

Piwa: brak

Dla mężczyzn :( na bazarze pare ciemno dziwnych herbaciarni... dla ciekawych lokalnych barowych zwyczajów (nie ma tu piwa bary to raczej herbaciarnio-shishownie) ja wolałam oczu panów nie draznić swa ciekawską bądz co bądz kobieco-osobą.







 Piknik lokalnej młodzieży i gra w cos z rodzaju dwa ognie:

 Shazdeh Garden

 w drodze do ogrodów:





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz