sobota, 8 sierpnia 2015

Dahab -nie taki Egipt zły jak go malują



O nurkowaniu w Egipcie ale także o Egipcie i Muzułmanach trochę z innej beczki. W związku z ostatnim napadem na turystów w Tunezji, czy zamachami w Egipcie i ogólnie rosnącym strachem oraz rezerwą zakrawającą na nienawiść przed ludźmi krajów muzułmańskich przyda się trochę odświeżyć spojrzenie na tych ludzi i ich kulturę. Nie można generalizować. Może nawet pojedziecie na wakacje następnym razem do tych „niebezpiecznych” krajów. O Egipcie bez resortów, bez ochroniarzy, wojska a ze wspaniałymi ludźmi. Dodatkowo przekonamy się ze w Ramadan także podróżować się da! (a do dalszej części przygód przy brzegach Borneo jeszcze wrócę )

Do Egiptu postanowiłam pojechać w ostatniej chwili kiedy odwołano mi wyjazd jako obstawa medyczna w Alpy. W pierwszym momencie panika! Co ja zrobię z wolnym czasem! Jak wyjechać na tydzień z Polski by miało to finansowy sens? Było jeszcze egzotycznie i pełne atrakcji? Za nurkowaniem tęskniłam strasznie. Mówili że Morze Czerwone lepsze od Wielkiej Rafy w Australii, ale jechać tam w środku upalnego czerwca, w Ramadan bez przygotowania? Wystarczył tylko pomysł, chwila wifi w jednym z tunezyjskich hotelii (bo akurat byłam w Tunezji)  i okazało się ze loty wcale nie są drogie.  Zostało jeszcze znalezienie hotelu i miejsca nurkowania. Jak gdzie za ile. O Egipcie nie wiedziałam nic! Proste zapytanie na Lonely Planet Forum i odpowiedz była jedna: DAHAB! Dwa dni po powrocie z Tunezji leciałam do Sharm El Sheik  gdzie czekal już na mnie kierowca. Chwila niepewności, transfer jechał prze ciemną pustynie. Jak to będzie w tym Egipcie. Wszyscy w arafatkach i z karabinami, albo żebrzący i pokryci w rudym pyle? Pokój wzięłam budget oczywiście. Jeszcze mnie się pytano czy nie podwyższyć standardu. … A w pokoj nowy, łazienka świeżo wyremontowana z ciepłą wodą, klimatyzacja a nawet sejf. Czego chcieć więcej. I za co ludzie płacą fortuny jak w moim budżet-pokoju mam wszystko? Hotel ma dodatkowo basen, bar i agencje nurkową gdzie wszyscy mowią po polsku. Szybko wyszłam na główny deptak przy którym mieścił się mój hotelik. Wokoło kolorowe restauracyjki z poduchami i widokiem na morze czyli to co lubie najbardziej. Minus jeden i poważny to jedzenie bardzo zeuropenizowane L czyli tak samo jak wszędzie na świecie, żeby zjeść coś typowego trzeba odejść od bardziej popularnych terenów. Główny deptak ciągnął się hen daleko w prawo i lewo. Mój hotel Planet Divers i agencja nurkowa w jednym znajdował się przy samej rafie o nazwie Lighthouse. Pierwszy spacer odbyłam w prawo Sklepiki z naganiaczami i restauracyjki. Każdy naganiacz do perfekcji doprowadzi sztuke manipulacji. Nie ze mna te numery. Idąc tak przed siebie przysiadłam się w końcu do MEdo-lokalnego sprzedawca, który siedział z miłą Szwajcarką. Zaprosili mnie do picia herbaty z hibiskusa. Pycha! Zagadaliśmy się dłuższą chwile. Zasłuchiwałam się w ciekawostkach lokalnego życia. Już wiedziałam co ile kosztuje gdzie jeść i itp. Ja zawsze znajde się w centrum wydarzeń. Medo zaprosił nas na drugi dzień na śniadanie czyli o godzinie 18:45 bo przecież dopiero po zachodzie słońca mogą jeść.(w Egipcie słońce zachodzi wcześniej niż w Polsce) I tak moje życie zaczęło się toczyć w Dahab. Rano nurkowania, popołudniami i wieczorem spotkania z nowymi znajomymi. Do MEdo wróciłam dni następnego z Jenifer , szwajcarką która wyszła za egipcjanina. Siedzieliśmy na matach pod jego sklepem wraz z jego znajomymi i rodziną. Chłopaki upiekli pysznego kurczaka, ryż i warzywa zapiekane w sosie. Już pierwszego dnia udało mi się spróbować Egipskiej kuchni. Kobiet nie było . Większośc tutejszych mężczyzn jest samotna albo posiadają rodziny w miastach a sami pracują w Dahab. Tylko niewielki odsetek jest tutaj z rodziną. Po kolacji paliliśmy Shishe i plotkowaliśmy i życiu. Kolejnego dnia po ciężkich nurkowaniach zasiadłam z książką w pobliskim swojemu hotelowi barze. Tutaj zaczepił mnie właściciel owej restauracji i wielu okolicznych biznesów Sabri i na drugi dzień miałam kolejne zaproszenie na kolacje do jego hotelu. Tym razem pomagałąm gotować. Osobiście przygotowałam sałatkę na sposób egipski której głównym składnikiem przeciwnie do naszych polskich sałatek jest nie sałata ale tona ziół: kolendra, koperek, pietruszka i inne z odrobiną pomidora i ogórka. Przy okazji uczyłam się jak chłopaki przygotowywali pare kiogramów ryb na dwa sposoby. Zrobilismy także owocowy napój. Podziwam jak oni przed cały dzień nie piją! Starałam się tez nie pić zwłaszcza w tych ostatnich minutach długiego dnia choć gospodarze mówili żebym się nie przejmowała :)Poznałam jeszcze wielu lokalnych którzy przybliżyli mi miejscowe życie i kulture. Wieczorami siedzieliśmy przy shishy rozprawiając na tematy kulturowe, polityczne oraz inne te mniej lub bardziej kontrowersyjne. Jak się okazło to bardzo otwarci i tolerancyjni ludzie. Głownym tematem był jednah krach turystyczny zaczynający się od rozuchów rewolucyjnych. Spacerując po miasteczku zwłaszcza w stronę laguny zobaczymy niszczejącą promenadę i opustoszale hotele zasypane już częściowo przez pustynie. Widok nostalgiczno-tragiczny. Według opowiadań wiele osób straciło rozwijając swoje biznesy które później musieli zamknąć z powodu braku turystów. Jeszcze nie napisałam ale Dahab jest szczególnym miejscem na nurkowym szlaku Morza Czerwonego. Tutaj nie ma wielu odciętych od świata resortów i mieszczą się one daleko od miasteczka. Dahab był niewielką wioska z rafą do której można wejść z brzegu. Początkowo baza dla nurków niskobudżetowych zwłaszcza hipisów. Obecnie Dahab wciąż utrzymuje kolorowy wychilowany klimat Ja nie mogłam się nadziwić jak ludzie tu są przyjacielsko nastawieni. Także naganiacze choć zdesperowani wcale nie sa bardziej nachalni od Azjatyckich. Od czasu do czasu jedynie zdarzali się napaleńcy na pograniczu chamstwa. Mimo wszystko w moim odczuciu jest tutaj mniej naciągania. Jak mnie jednak uświadomiono w innych częściach Egiptu może być inaczej. Nie spotkałam się z nazbyt wygórowanymi cenami i w większości różniły się niewiele. Nawet w tej mniej turystycznej strefie w restauracji cenę dostałam taką jak lokalni o co w Azji trzeba było nieraz ostro walczyć :) Taksówkarze za to są dziwnie inni.. żądają nazbyt wygórowanych cen.  Zaprzyjaźniłam się także z moją polską instruktorką i rodziną jej egipskiego męża, który okazał się poza nurkiem także rewelacyjnym fryzjerem. Pierwszy raz w życiu miałam zrobione profesjonalnie brwi nitką : ) Przypomniałam sobie także jak to się jeździ w trójkę na motorze. Miałam okazje nawet poćwiczyć jazdę ciężkim motorem… oczywiście pozwolono mi pojeździć ale tylko na lądowisku dla helikopterów. Każdego wieczoru coś się działo ciekawego. Wiele przegadanych tematów z miejscowymi, także tych trudnych jak bieda i wojna. Im także niepodoba się zachowanie fanatyków, nikomu tu nie zależy na krzywdzeniu i walki z naszą kulturą. Dahab i Egipt się rozwijał dzięki turystyce i turysta jest na wage złota. Po co mieliby ich napadać. Od rozruchów jest coraz gorzęj z pracą ludzie którzy inwestowali w wielkie biznesy bankrutują bez możliwości zbytu. Hotele pustoszeją. Promenada którą spacerowałam do pobliskiej laguny świeci pustkami. Po obu stronach zapadające się puste hotele i zasypane przez pustynie  restauracje. Mimo coraz gorszych warunków ludzie starają się nie poddać i nie tracą też wiary w tę inną strone islamu którego my po tym co nam pokazuje telewizja nie znamy. W każdej rozmowie słysze jaki w tuteszej kulturze jest nacisk na pomoc innym, wsparcie, dzielenie się. Nikt się nie rozlicza. Ciężko szukać takich nawyków  w Polsce, gdzie każdy na coś liczy w zamian.  Jeden z wieczorów był jeszcze bardziej szczególny. Trzy miejscowe restauracje zorganizowały śniadanie dla chętnych gości. Wieści rozniesiono po całym mieście. Wzdłuż promenady rozstawiono stoliki. Ludzie z restauracji oraz chętni ludzie zakupili potrzebne jedzenie by nakarmić prawie 300 osób!!! Ot tak! Nikt nie liczył na zysk, nie zbierano datków, nie była to impreza charytatywna. Osobiście obserwowałam zapał grupy organizującej wydarzenie. Cieszyli się samym rozmachem wydarzenia oraz żyli satysfakcją jego organizacji a jedynym  zmartwieniem było to by jedzenie się nie zmarnowało ani go nie zabrakło. Śniadanie czyli pierwszy posiłek po długim dniu głodówki przebiegł zadziwiająco sprawnie. Około 6 rozniesiono napoje i sałatki i zaraz przed zachodem słońca zaczęto wydawać pysznego kurczaka i ryż. Każdy pomagał. Usiąść można było wszędzie, nieznajomi miło zapraszali do stolików. Zasiadłam z Agnieszką Nabilem i jego rodziną. Wszystko było zjedzone chwile po zachodzie. Sprzątanie przebiegło równie sprawnie jak jedzenie. Beduinskie i egipskie dzieci biegały z workami po resztki. Jeden zbierał ryż drugi kości po kurczakach. Nic się tu nie marnuje. Nie zorientowałam się nawet kiedy już zniknęła połowa stołów pochowana do restauracji. Każdy chętnie pomagał nikt nikomu nie musiał mówić co ma robić Godzinka i po kolacji na 300 osób nie było śladu…tylko miłe wspomnienia i mnóstwo satysfakcji. Jedzenia było w sam raz! 

 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz