poniedziałek, 3 marca 2014

Salam Iran :-)



Czyli Witaj Iranie :-)
Jechałam do tego kraju od wielu lat ,chyba ponad 10ciu czy jakoś tak. No i w końcu udało się.Miało być inaczej, a wyszło tak jak to opisze dalej.
Od razu chciałabym podziękować wrocławskiej ekipie ,w składzie : Jola, Justyna, Żaneta,  Mateusz i Rafał , za to ,że w momencie ostrego zawirowania organizacyjnego związanego z tym  wyjazdem, ustawili mnie do pionu.
Jesteście the best. Dzięki :-)






A było tak, Kraków -Wrocław -Berlin- Stambuł- Tehran.W samolocie poznalam aż 9 osób z Polski, 6stka z Warszawy i 3osobowa rodzina z Wrocławia. Nasi są wszędzie. Na lotnisku IKIA dostałam wize VOA, potrzebowali mój paszport , wypełniony formularz i 60 euro, w zanadrzu mialam wydrukowany mail z hostelu Mashhad ,potwierdzający moja  rezerwacje, bo niestety zdarza sie ,że imigracyjni dzwonia i sprawdzaja. Pieniądze polecam wymieniać w hali odlotów, lepszy kurs niz na przylotach :-) Taxi do hostelu 40 000 Riali, zapakowałam się do dormu, mają damski i męski , i spałam do południa.


Tehran


No cóz stolica  Iranu nie jest najładniejsza  stolicą na Świecie , tak bywa, chaos architektoniczny, powietrze  bardzo zanieczyszczone, ruch na ulicy taki ,że cięzko przejść, najlepiej podczepić się pod kogoś lokalnego :-)



trafiłam na bazar :-) jak nie mercado to bazar :-)





sok z marchwi to niebo w gębie, jak pożniej się okazało to był mój ulubiony


czas na obiad, obok hostelu sa dwie jadłodajnie, jedzenie jest bardzo proste, bez szału , po prostu Ok


przeszłam się do parku Shahr, sympatycznie,





troche ptasiej menażerii :-)


plac Khomeiniego za dnia i wieczorową porą



A wieczorem była ormianska wódeczka , w towarzystwie , Irańczyków, Japończyków i  dziewczyny z Hong  Kongu ,jak to określił recepcjonista - Galimallah, dar od Ormian co by Irańczycy bardziej cieszyli się życiem.
Kolejny dzień przywitał mnie chmurami i deszczem. Wybrałam sie do Azadi Tower, metrem, 1 przejazd 5000 Riali. Niby jest anglojęzyczne oznakowanie ,ale jakoś nie mogłam sie zorientować w kierunkach, więc spytałam sie dziewczyn na peronie ,te nie za bardzo kumały ,ale popytały sie i przypilnowały ,żebym wysiadła na właściwej stacji. Własnie tacy są Irańczycy, w większości, pomocni, przyjazni :-)
Uwaga metro , autobusy maja część dla kobiet z tyłu i częśc dla mężczyzn z przodu.


A popołudniu zwiedziłam Muzeum Biżuterii z czasów Szachów. Znajduje sie w podziemiach Banku Centralnego na ul. Ferdowsi.Świetna kolekcja, a bilet śmiesznie tani tylko 50 000 Riali.Zakaz robienia zdjęć , wszystko zostawia sie w depozycie. Polecam. Było to w sumie jedyne muzeum jakie zwiedziłam.
I w droge. Panowie z recepcji zarezerwowali mi bilet na VIP autobus do Shiraz, odjazd z dworca Arzhantin.
Autobus super,  fotele lotnicze, ciepła kolacja , 13 godzin za 395 000  Riali  czyli 40 PLN 



 W poczekalni i w autobusie zagaiły do mnie dwie dziewczyny, tak po prostu, na zasadzie  skad jestem , czy podoba mi sie Iran, co zwiedziłam.Byly to studentki, jedna urbanistyki , a druga architektury. Kobiety w Iranie są  dobrze wykształacone, znaja angielski, sa otwarte ,zaradne ale cóz z tego jak nie mogą znależc pracy. Dlaczego ? Bo są kobietami.

Shiraz

 Na 9 rano byłam w Shiraz. Okazało się ,że nie ma publicznego transportu między dworcem a Placem Shohada, blisko ,którego miałam hotel Zand.Więc wzięłam taxi, śmiesznie tanie tylko 30 000 Riali  czyli nie co ponad 3 PLN. Póżniej okazało się ,ze bardzo często korzystałam z taksówek, jak nigdy dotąd. 
Hotel Zand jest na Dehnady street, prosty i czysty, dostałam dwójke z łazienką 300 000 Riali, jedynek nie mają. Ciężko sie targuje w Iranie, na 2 noclegach urwałam 50 000 Riali , dobre i tyle.
Shiraz jest ...przyjemne tak po prostu :-)


Cytadela


A ta para zaczepiła mnie po to żebym zrobiła im zdjęcie :-)


Czas zacząć zwiedzanie :-)

Hammam Vakil, 100 000 Riali




Zaraz obok Meczet Vakil, , 15 000 Riali









Bazar Vakil






Cztery Gracje z Shiraz w szale zakupów  :-) 
Iranki uwielbiają zakupy, troche tego nie rozumiem, bo nie przepadam za tym :-)



Jedni kupują, jeszcze inni zadumaja się,albo  coś wyklepią ,  :-)



Lody dla ochłody :-)



Ekipa z lodziarni,fajne chłopaki, angielski taki sobie, ale jakoś sie dogadaliśmy.Wypytywali sie co widziałam w Shiraz, czy mi sie podoba, sympatycznie



A co po drugiej stronie, co za rzeką ?






Murale



 Wieczorową porą



Do  Persepolis.

Polecam transport kombinowany , share taxi do Marvdasht, kolejne share taxi do Persepolis, wstep 150 000 Riali.


Brama Narodów




Ogólny pogląd



 i troche szczegółów



  




 :-)


Grobowiec Artaxerxesa II



Po powrocie do Shiraz , zrobiłam drugie podejście do Mauzoleum Króla Światła, przy pierwszym kręcili nosem. Dostałam kolorowy czador, ciężko to okiełznać :-)
To jedno z najpiękniejszych miejsc jakie widziałam ,byłam w czasie modlitwy , więc zdjęcia robiłam cichaczem, udało mi sie wejść do częsci dla kobiet , a tam lustrzane mozaiki, na ścianach i sklepieniu , cos jak na portalu nad wejściem .






Zjazd do Yazd :-)

Yazd oddalone jest od Shiraz około 6 godzin jazdy . Tu zainwestowałam w VIP bus, cale 200 000 Riali :-)

takie widoki po drodze




Uwaga nowy dworzec w Yazd jest na obwodnicy, bardzo daleko od centrum.Wzięłam taxi do Placu Beheshti ,a stamtąd z buta do Hotelu Kohan, jak się okazało ciężko go znależć.Ale jak się wreszcie znajdzie ...
                                    


Krótki rekonesans ...


Meczet Jameh





Kolejny dzień spędziłam szwędając sie po starym mieście zbudowanym z glinianych cegiel, suszonych na słońcu





A, że to był piątek i Yazd jest bardzo konserwatywnym miastem to kanapkownie czy knajpki były zamknięte na głucho, tak więc skończylo się jedzeniu w restauracji hotelu Kohan, to było najlepsze jedzenie jakie jadłam w całym Iranie, i tanie bo tylko 100 000 Riali


póznym popołudniem otworzyły się cukiernie


i zjawiła sie warszawska ekipa ,która pozdrawiam. Troche pogadaliśmy, fajnie.

Yazd jest dobrym miejscem na zatrzymanie sie, połażenie wśród glinianej zabudowy, zjedzeni mega słodkich łakoci na dziedzińcu hotelu , ale niestety tu  najwięcej doświadczyłam zaczepek ze strony Irańczyków. OK nie rozumiem perskiego ,ale z tonu głosu jestem w stanie wywnioskować ,kiedy ktoś dla mnie uprzejmy i miły , a kiedy  ktoś jest chamski. Tak więc  uważam , że lepiej jest dla kobiet z Zachodu podróżować z kimś ,w ekipie.

Toudeshk

Zachciało mi sie homestayu , dowiedzieć się czegoś wiecej o Irańczykach w domowych warunkach. Tak więc znalazłam wioske Toudeshk i Taku Tak Gusethouse prowadzony prze Mohammada , polecana przez Lonely Planet.Wioska fajna, otoczona górami, ale miejscówka, ten guesthouse ,nie moge go polecić. Czułam sie niechcianym gościem, na zasadzie " kolejny turysta, trzeba opękać i już" Potraktowano mnie z dużym dystansem, a rano ,jeszcze przed śniadaniem poproszono mnie w dość obcesowy sposób o paszport i pieniądze ( nie mało 600 000 Riali) Nie wiem czy chodziło o to ,że jestem kobieta , podrózujacą w pojedynke i nie wiadomo jak rozmawiac czy od tej ilości turytów ( z rekomendacji jakie czytałam w zeszytach wynikało ,że bardzo dużo ludzi tu przyjeżdża) poprzewracało sie w głowie.Potem ,kiedy rozmawiałam z Hoi ro, dziewczyna poznana w Tehranie i pózniej spotkałysmy sie w Kashan, dowiedzialam sie ,że ona tez ma nieprzyjemne wspomnienia z tego miejsca.Była, można powiedzieć napastowana, Mohammad co troche ją ściskał ,przytulał ,że niby ludzie z Zachodu tak witają czy żegnaja, ale ile można , a poza tym chciał się wprosić do jej pokoju na "prywatna rozmowe  ".  Hoi ro znalazła wśród reokomendacji wzmianke- ostrzeżenie  napisana po chińsku, że facet bardzo klei się do kobiet, aż za bardzo.
Rano przespacerowałam sie po wiosce, i zaraz po 10 tej zabrałam sie z Mohammadem do Esfahanu, co sam zaproponował.Podrzucił mnie do Amir Kabir Hostelu.








Esfahan , jest boski :-)

Meczet Jameh










 Przez Bazar Bozorg do Placu Naqsh -e Jahan




Plac  Naqsh -e Jahan





I tu pojawił się zonk. Spacerując sobie po placu zagaił do mnie  młody facet, po angielsku, a także po polsku -okazało się ,ze znał  kilka słów . Zaprosił mnie do herbaciarni, żeby porozmawiać, Why not? publiczne miejsce. No to poszliśmy. Gadu gadu, w międzyczasie do herbaciarni weszlis turyści.Okazało sie ,że wpadliśmy na siebie w Yazd w hotelu Kohan. Przesympatyczna rodzina z Ljubljany w Słowenii. Chwile porozmawialiśmy ,a potem  poszli dalej zwiedzać Esfahan. A Irańczyk do mnie z tekstem ,że zapłacił tylko częsć za herbate , że zapomniał portfela i czy moge dopłacić ,a on mi odda, potem .
 No troche sie zagotowałam i powiedziałam sorry ,ale to Ty mnie zaprosiłeś i nie zamierzam płacić, a on na to ,że tak w zasadzie to jest OK. dopiłam herbate i się zmyłam.
Chwile póżniej natknęłam sie na Słoweńców. Vlad stwierdził ,facet szukał jakieś naiwnej turystki, napewno nie byłam  pierwsza i nie ostatnia. A z Vladem, Mojca - jego żoną i ich córka Kaja spędziłam ten dzień i kolejny


Vlad robił furore swoim zarostem :-)


Most 33 łuków



Była sobie rzeka...ktoś zakręcił kurek


I tu spotkała Nas niezbyt przyjemna historia ze starszym panem w tle, a w zasadzie w głownej roli .Siedzieliśmy  nad "rzeką" ot taka  przerwa, ile można chodzić :-) A tu podchodzi  do Nas  starszy pan, zagaja skąd jesteśmy,  jak sie dowiedział ,że jestem z Polski no to ,że na jednym cmentarzu można znależc groby polskich żołnierzy z czasów II Wojny Światowej, a potem zacząl opowiadać o Esfahanie. Ciekawie. A na koniec wyskoczył z tekstem ,że on jest przewodnikiem i musimy mu zapłacić. Szczęki  Nam opadły i ręce, tez. Stwierdziliśmy ,że sorry ,ale nie powiedział wcześniej nic a nic o tym ,że to jest "biznes". Vlad wygrzebał 1 euro w bilonie, a Irańczyk zacząl wykrzykiwac ,że mało ,że turyści płaca mu 5 euro, Tak wiec zabraliśmy zabawki i sobie poszliśmy w sina dal. Mojca stwierdziła ,że dostaliśmy lekcje. No tak , ma racje ,ale przecież nie będziemy sie wypytywać każdego Irańczyka, który Nas zagai czy przypadkiem nie jest przewodnikiem.Ehhhhh

I tak sobie  się zakręciliśmy w strone Jolfy- ormiańskiej dzielnicy

Polecam wejśc do katedry Vank




 Vlad w akcji foto :-)



Zachód słońca :-)




Następnego dnia Słoweńcy jechali do Tehranu, tak więc wypiliśmy ostatnią wspólną herbate i wypaliliśmy fajkę wodną

Troche standardowego zwiedzania

Pałac Chehel Sotun










I niestandardowego :-)





Z ryżowym pudingiem w polewie daktylowej  w ręce  :-)


Po prawie 3 dniach spędzonych w Esfahanie pojechałam do Kashan. Nocleg znalazłam w Ehsan guesthouse, poleconym przez nowych znajomych z Warszawy.


Kashan znane jest z tradycyjnych domów. Wybrałam dwa do zwiedzania.

Abbasian Traditional House






Tabatabei Traditional House






Inna atrakcją w Kashan, a raczej w okolicy jest wioska Abyaneh zbudowana z glinianych cegieł, położona u podnóza góry Karkas. Można dostać sie tylko taxi. Miałam sporo szczęścia, do hostelu przyjechał Jason z Taiwanu i też był zainteresowany tym wypadem. Tak więc postanowiliśmy wspólnie pojechć do Abyaneh.

Droga jest bardzo ładna .


 Troche pustawo, cisza i spokój








Kobiety ubierają sie bardzo kolorowo






Góry, góry



A popołudniu był mały szał zakupowy na bazarze, gdzie wpadłam na Hoi ro ,dziewczyne z Hong Kongu.Świat jest mały :-) Tak się złozyło ,że Nasze samoloty miały wylot o świcie i  doszłyśmy do wniosku,że jedziemy razem do Tehranu i dalej na lotnisko,postanowiłyśmy spotkać sie dworcu w  Kashan.

Z Kashan do Tehranu jedzie się tylko 3 godziny, chciałyśmy dotrzeć na lotnisko transportem publicznym.
Z dworca Jonub przeszłyśmy do stacji metra, w wagonie Iranki od razu zainteresowały nami, a skąd ,
a dokąd, zaoferowały pomoc w znalezieniu busika.Wysiadłyśmy na stacji Shahed , Iranki niemal Nas wzięły za ręke co byśmy sie nie zgubiły, tak przypadkiem  :-), wyszłyśmy przed budynek metra , i zapakowały do ostatniego busa po lewej. Kierowca zmienił odrobine trase i wysadził Nas na parkingu przy hali odłotów.
 I za to lubie Iran , bezinteresowna pomoc,uśmiech.
Okazało sie ,że najlepszym miejscem na przekimanie do rana jest sala modlitewna, dla kobiet, oczywiście .Przy check in spotkałam zwarta i gotową grupe z Warszawy :-)

Iran? Mili ,przyjażni, uśmiechnięci ludzie, w większości , piękna archtektura, a  dzięki znacznemu osłabnięciu Riala to tani kraj  w sam raz na kieszeń plecakowca . Jechać ,jechac jak najszybciej,póki masowa turystyka nie zaleje i nie zepsuje tego wciąż niezwykłego miejsca na Ziemi.
I tak jak wcześniej pisałam wg mnie dla kobiet lepiej jest jechać z kimś .Nie pisze ,że powinny ,bo każdy podrózuje jak lubi, to  moje skromne zdanie.

2 komentarze: