poniedziałek, 10 września 2012

Kierunek... Australia


Zostało postanowione…. Jeszcze w Peru pod ośnieżonymi szczytami Cordyllera Blanca zakupiliśmy z Maxem bilety do Australii…przez Europe. Tak po prostu wyszło o dziwo najtaniej, a przy okazji odwiedzę rodzinę i znajomych po ponad roku rozłąki. Nie zastanawialiśmy się co dokładnie będziemy w Australii robić ani gdzie pojedziemy poza rodzinnym miastem Maxa czyli Melbourne.... była to po prostu decyzja jak każda inna podczas ostatniej ponad rocznej podróży dookoła świata. Spontan tak jak lubimy. Coś jak: czy jechać do peruwiańskiej dżungli czy nie, tylko odległości większe no i bilety droższe...... Czytaj więcej na: some-simple-stories.blogspot.com -Trochę spóźniona relacja o tym jak Australia mnie nie chciała :) czyli zamęt na francuskim lotnisku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz