czwartek, 2 sierpnia 2012

W błotnym wulkanie

Doswiadczenie jedno w swoim rodzaju. Należy do tych wycieczek które mało warte sa swoej ceny ale jakby się ich nie odbyło to by człowiek zawsze zastanawiał sie: a jak to się pływa w wulkanie? A więc wybraliśmy się i otóz nie pływa się ale unosi się. W gestej mazi czulismy sie jak w stanie nieważkości. Wystarczy ze ktoś delikatnie traci i sie obracamy. Trzeba przyznać że paskudna maż jest na prawde paskudna i mogłabym kłocić sie z tym leczniczym zasosowaniem a poruszyłabym jednak kiestie higieny kiedy cały tłum moczy sie w tym samym świnstwie. Tak czy owak było wesoło. Nieważkość, obrzucanie sie mazia, tracanie dla stracenia równowagi i oskarzanie sie nawzajem za puszczanie baków gdy wulkan bulgotał wypuszczając swoje śmierdzące siarką gazy. Przygoda dośc krótka ale doświdczenie zostaje na zawsze.
Wybraliśmy sie z wycieczka zakupiona w hostelu na przeciwko naszego hotelu Espaniola. Zapewne transportem publicznym byłoby taniej ale zajełoby to dużo czasu. Godzina na dworzec i dwie godziny do wulkanu. Z agencja wszystko było szybko i sprawnie a bus klimatyzowany. Na dodatek w drodze powrotnej zatrzymaliśmy sie na plaży poł godziny od Cartageny. 
Wulkan na miejscu przedstawił nam sie jako szpiczasty błotnisty stożek. Wokoło sale do przebrania sie i stoiska z jedzeniem. Każda pomoc lokalnego w tym miejscu kosztuje. Bedac upackanym po czubek głowy jest aż trudno o pomoc nie poprosic ale nam sie jakoś udało. Innym jednak nie. Potrzymanie aparatu i robienie zdjec, masaż w błocie, pomoc w opłukaniu sie. Wszystko ma swoja stawke. Z czubku stożka mieliśmy widok na okolice i pobliska zatoke. Do bajora wprowadzono nas i ściskano jak sledzie w beczce eeh. Zabawnie było czuć sie jak piłka na wodzie. W gore i w dół odbijalismy sie w naszym niewazkim stanie. Spłukanie z siebie całego błota to kolejna zabawa. Oczywiscie zadnych prysznicy. Zaprowadzono nas nad rzeke i tyle. Woda była aż czarna a czesto uzywane do zmywania błota miejsce pokrylo sie przy dnie gruba warstwą mazi.
Dokładnie obmyliśmy sie dopiero jednak na plazy na ktora nas później zawieziono. Czesć grupy miała tutaj obiad a my wskoczyliśmy w fale. Miejsce było całkiem przyjemne. Woda jednak juz nie tak czysta jak w okolicach  Tagangii. Wokolo rozstawione były małe szałasy które dawały cien kolumbijskim rodzinom. To juz jeden z ostatnich dni podrózowania wiec ze smutkiem rzucam ostatnie spojrzenie na morze i jedno z ostatnich na otaczajacych mnie ludzi.
Info:
Wycieczka do blotnego wulkanu i na lokalna plaże: 30 tys z hostelów na media luna; transportem publicznym nieco taniej ale trzeba godzine jechac na dworzec i pożniej dwie godziny do wioski pod wulkanem. Kapiel w wulkanie (zawarta w cenie wycieczki): 8 tys COP. Uwaga!: za wszelkie usługi na miejscu pobierane sa ustalone opłaty: potrzymanie aparatu i fotografowanie; masaż; pomoc z myciem-każde 2-3 tyś ekstra
Obiad na plaży: 20 tyś.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz