sobota, 7 lipca 2012

Cali - duże miasto, żar tropików i salsa ;-)

Trudno bylo mi wyjechac z San Agustin,bo i przepiekna okolica,swietni ludzie i wygodny hamak :-), ale coz dalej do przodu. Odjazdow do Popayan jest  wiele i dobrze kupic bilet dzien wczesniej,busy szybko sie zapelniaja ,a cena jest nie co wyzsza-30000 cop i nie ma targowania. Chcesz jechac to plac ehh.Z powrotem jakos dluzej sie jechalo ,bo okolo 6,5 godziny,tak wiec na terminalu bylam okolo w pol do piatej i na szczescie od razu przeskoczylam do busa jadacego do Cali ( 10 000 cop).Koniec koncow na dworcu bylam o poznej porze ,o 20 ,nie lubie przyjezdzac o takiej godzinie ,ale czasami tak wychodzi.


Moj hostel Casa Cafe znajduje sie w dzielnicy San Antonio,nie co na poludnie od plazy.Myslalam ,ze wezme taxi ,ale 8 000 cop to za drogo dla mnie samej  .I wtedy pojawil sie mlody Kolumbijczyk,ktory,ok,jechal w innym kierunku,ale pomogl m znalezc wlasciwa bussete i wyjasnil kierowcy gdzie ma mnie wysadzic.Bilet 1500 cop.I  za to tez uwielbiam Kolumbie :-)


W Casa okazalo sie ,ze maja komplet,ale i z tej sytuacji jest wyjscie. Paola,przesympatyczna wlascicielka hostelu, zaproponowala  mi na te noc sofe w salonie,a pozniej przeniose sie do dormu :-). 10 000 cop za sofe,a lozkow dormie 15 00. Dla mnie bomba!
W miedzy czasie ponalam dwie dziewczyny ze USA  iiiiii wyciagnely mnie do klubu salsa -Tin tin deo- tzn stwierdzily :nie mozesz powiedziec nie,wiec co mi pozostalo ....tylko tak :-).Ci co mnie znaja to wiedza ,ze ja za bardzo nie tancze i mam dwie lewe nogi ,ale raz sie zyje.Nie wiadomo skad zrobilo nas sie calkiem sporo tzn pojechal caly hostel wlacznie z szefowa Paola :-) Zapakowalismy sie w dwie taxi ( 6000 cop za jedna ,cala) i w droge.Wejscie do klubu kosztuje dla kobiet 5 000 cop.a dla panow 10 000 cop.to co zamowilo sie do picia odlicza i rozlicza sie od biletu.Mimo ,ze to byl czwartek to ludzi bylo mnostwo .Znajomy Paoli ,Lucas probowal nauczyc mnie kilku krokow i generalnie bylo fajnie.
Wszystkie stopy sa cale :-) Parkiet tez.


Cali nie jest jakims super ladnym miastem: mieszanka architektury kolonialnej i wspolczesnej,ale jest niesamowicie zywe ,szybkie i kolorowe.I gorace,doslownie zar sie leje z nieba uffff
Na carrera 6 blizej plazy jest kilka barow i obiad mozna juz zjesc za 3500 cop ,w tym spory dzbanek soku :-)












A dzis trafilam na uliczny market :sredni ananas 1000,papaya podobnie,a kubek soku z trzciny cukrowej z limonka 1000.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz