środa, 27 czerwca 2012

Villa de Leyva - dinozaury i ser w czekoladzie


Villa de Leyva to urocza mała wioseczka o typowych białych kolonialnych zabudowaniach. Miejsce w sam raz na relaks, rozkoszowanie się gorącą czekolada z serem w uroczych kawiarenkach i leniwe spacery po okolicy. Tam pośród uroczych hacjend i zielonych pol skamienieliny dinozaurów, ruiny Muisca i malownicze jeziorka. Był weekend więc miasteczko było pełne kolumbijskich turystów i zaczęliśmy się obawiać że nie znajdziemy taniego lokum. Jednak jakimś cudem natknęliśmy się na panią u której Max utargował pokój dwuosobowy za 25tys.
Po oplaceniu pokoju godpodyni zniknela i wiecej juz jej nie zobaczylismy a caly w sumie przybytek zostawila nam. Po rewelacyjnym obiedzie w lokalnej stolowce na przeciw dworca dolaczylismy do Cassandry z Australii ktora poznalismy w Salento. Spotkalismy w umowianym miejscu o trzeciej i poszlismy na spacer wokol wioski. -sielankowy raj. Pozniej oddalismy sie w objecia tutejszego lenistwa i obzarstwa. Liczne pastelarie i kawiarenki kusza pysznymi tortami, kawkami i czekoladami. Znalezlismy sobie uroczy zakatek z widokiem na ulice i rozkoszujac sie serem leniwie maczanym w czekoladzie obserwowalismy toczace sie wokol nas zycie. Mniam. Wieczorkiem cala mlodziez zebrala sie na schodach przed katedra z piwkami, aguardiente i innymi trunkami. W kolumbii knajpki sa czesto puste a piwko zakupione w monopolowym pije sie na chodniku, placu czy schodach. Jedna wielka miedzynarodowa integracja. Czesto i taniej, przyjemniej i latwiej nawiazac kontakt z innymi.
Nastepnego dnia z samego rana wybralismy sie z Cassandra na spacer do pobliskich atrakcji. Na poczatek zaraz za miasteczkiem jest Casa de Terracota (zdjecie tytulowe)-uroczy budyneczek caly z czerwonej gliny. Wstep to 3tys wiec zrobilismy tylko zdjecia z zewnatrz. Ponad godzine dalej odnalezlismy Obserwatorio Astronomico Muisca. Nic szczegolnego, tylko pare kamieni jak dla mnie rozstawionych z zametem a majacych sluzych plemionom Muisca do oznaczen astronomicznych. Wstep znow 4 tys wiec zdjecia  z za plota i idziemy dalej. Co jakis czas pytamy o droge bo mozna sie latwo zgubic na tych polnych drozkach ale spacer jest bardzo przyjemny a ludzie bardzo pomocni. Aha w Lonely Planet jest napisane ze droga do tego osrodka zajmuje 25 min-otoz to ponad godzine. To normalne ze ten przewodnik sie myli-coz. Do kolejnej atrakcji czyli muzeum Paleontologicznego doszlismy po okolo polgodziny. Wstep 4tys ale zdecydowalismy sie wejsc i nie zaluje. W srodku znajduje sie szkielet wielkiego cronozaurusa i paru ichtiozaurusow oraz inne skamienieliny. Podobno na swiecie sa tylko dwa tak dobrze zachowane cronozaury a drugi jest w Australii. To taka duza krokodylo-ryba. Z muzeum do miasteczka prowadzi juz droga asfaltowa a podrodze zatrzymalismy sie jeszcze zeby zobaczyc malownicze Pozos Azules. Kolejna oplata za wstep 3tys ale znow warto. Kawaleczek od drogi znajduje sie pare malych zbiornikow wodnych o glebokich zielono-niebieskawych kolorach. Z powodu duzego zachmurzenia nie widac jednak tego na zdjeciach. Zabarwienie jest wynikiem zawartosci w wodzie pewnych mineralow o  czym poinformowala nas pani przy jeziorkach. Teren jest bardzo przyjemny. Mozna sobie wynajac koniki albo po prostu sie zrelaksowac i posiedziec przez chwile. Nie mozna jednak plywac. Z jeziorek do miasteczka dostaliemy sie zlapanym na kciuka samochodem. Cala trasa zajela nam prawie cztery godziny i bardzo polecam. Oczywiscie placenie za kazda atrakcje to szalenstwo i przy paru punktach wedlug mnie strata pieniedzy ale spacer poprzez wioskowe tereny to sama przyjemnosc.
W samej Villa de Leyva nie zostajemy jednak dlugo i po obiedzie wraz z Cassandra idziemy na nasze busy. Ona jedzie do Bogoty na samolot a my do Arcabuco i dalej do San Gil. Jest to szybsza i nieco tansza droga niz przez Tunja.
Info:
Nocleg: bogata baza noclegowa; srednio 20tys za osobe. Bardzo przyjemnie jest w Hostelu Rana na calle 10. Mysmy utargowali 25tys/2 osoby w Villa Real za rogiem. W miasteczku jest takze camping ok 5tys za osobe.
Transport: dworzec jest niedaleko centrum. Jest pare bezposrednich polaczen do Bogoty, bardzo czeste odjazdy do Tunja (6 tys; 1 godz) i pare odjazdow do Acarbuco (6 tys;1 godz; np: o 1:30 pm; 3 pm) skad mozna lapac busy do San Gil (kolejne 3-4 godzin) i Bucamaranga.
Wyzywienie: polecam stolowke lokalna na przeciwko dworca. Zaraz kolo internetu. Jest tam pare mniejszych knajpek ale ta jedna ma wielka sale zastawiona malymi stolikami. Dania sa duze i wysmienite. 5 500-zestaw obiadowy; 4600 bez zupy. W samym miasteczku same pysznosci ale w turystycznych cenach: kawalek lokalnego torta: 3 tys; rogalik nadziewany kurczakiem: 1700


 Muzeum Paleontologiczne:
 







 Rybka po kolumbijsku

3 komentarze:

  1. Budyneczek ciekawy - może by taki u nas postawił?
    I my też byśmy pobierali opłatę za zwiedzanie.
    Pozdrowienia z kraju!!

    OdpowiedzUsuń
  2. piekne miejsce i ciekawy obiad szczegolnie ta ryba z jajkiem czy to co jest :) smacznego

    OdpowiedzUsuń
  3. to jest ziemniak. Tak juz tu maja. Na jednym talerzu ziemniak, makaron i ryz :)

    OdpowiedzUsuń