piątek, 1 czerwca 2012

Vilcabamba - miejsce, które wciąga


Vilcabamba to kolejna kolorowa, plastikowa wioska turystyczna zapełniona w głównej mierze amerykanami starszego pokolenia prowadzącymi sobie beztroskie życie utrzymując się z przyjemnych jadłodajni czy ekologicznych sokopijalni. Dodatkowo mnóstwo współczesnych hippy, sprzedawców szmacianej biżuterii i innych kolorowych osobistości w każdym wieku, których miasteczko wciągnęło już na parę miesięcy albo lat. Zaskakująca jest także niesamowita ilość blond dzieci biegających po ulicach. Jak nie przepadam za sztucznymi rajami tego typu, to to miejsce wciągnęło nas. Zwłaszcza z powodu wyśmienitej, relatywnie taniej kuchni i otwartych ciekawych ludzi.
Wystarczył jeden lunch u Charliego w Charlitos na ul. De la vega i poznaliśmy większość ciekawych osobistości miasteczka. Czuję się* jakbym mieszkala w Vilcabambie juz przez dluzsza chwile. Musicie sprobowac Buritos u Charliego i innych potraw. Rewelacja! Wlasciciel jest bardzo poczciwym czlowiekiem ze stanow i mieszka tu juz 7 lat. Ktos moze powiedziec ze trzy dolary to duzo i choc w Peru mozna bylo znalezc tansze jedzenie to jednak za jedzenie takiej jakosci jak tutaj w Peru trzebaby bylo zaplacic nawet wiecej niz 5 $. Rozbestwilismy sie! Zwlaszcza po tej trzydniowej przeprawie przez nieturystyczne pogranicze chcielismy zaznac odrobine cywilizacji. Polecamy wiec takze restauracje Katarina na ul Sucre: menu 2,50 lub 3 $ a w cenie pyszna zupa krem z mnostwem warzyw a na drugie na przyklad krewetki w panierce z ryzem i salatka. Mniam! Nigdy wiecej juz kurczaka z ryzem-w zyciu! Na sniadanie i podwieczorek polecamy jogurty i nalesniki w Natural Yogur na Bolivar albo w sokopijalni na placu glownym. Miasteczko nie jest duze wiec bardzo latwo je ogarnac i sie w nim odnalezc. Zycie toczy sie tu leniwie. W okolicy plaza de armas znajduja sie lokale prowdzone glownie przez bialych z turystycznym ale nie przesadnie drogim standardem i o dziwo zawsze rewelacyjnym klimatem. Tutaj rozne osobistosci lokalne przesiaduja prawie caly dzien. Zmieniajc tylko czasem lokal. Bo w sumie piwko tanie, soki wysmienite a w okolicy duzo do roboty nie ma. Uslyszelismy tutaj wiele historii zycia od ludzi ktorzy tu sie wprowadzili. Jedne mniej drugie bardziej ciekawe. Bardziej ekwadorskie miejscowki znajduja sie w okolicy dworca dwie ulice od plaza de armas. Tam tez znajduje sie market z kuchnia od 2 $. Co do okolicy: jest calkiem ladna ale niebezpieczna. Czesto zdarzaja sie napady na turystow. Wiec samemu nie warto sie platac. Jednodniowa wyprawa z przewodnikiem dla dwoch osob to kolo 25$. Konie sa jakas alternatywa ale ceny niektorych agencji zabijaja. Jeden dzien w najbardziej polecanej agencji jednego Nowozelandczyka kosztuje od 40$. Ktos nam polecal dwudniowa przejazdzke mowiac ze rewelacja ale jednak za drogo. Mozna cos znalezc za 35$ ale po nudnej jezdzie konnej w Tupizie nie bardzo nam sie chcialo placic tyle kasy za kolejne polzywe leniwe szkapy. Wybralismy sie za to do pobliskiego malutkiego rezerwatu Rumi-Wilko jedynego miejsca gdzie turysta poleca sie platac samemu. Spacerem to tylko 10 minut z centrum. Po przejsciu zapadnietego mostu (foto) doszlismy do bramy gdzie trzeba sie bylo zarejestrowac i mozna bylo otrzymac takze mape i przewodnik po okolicy. Kawalek dalej byla skrzyneczka na darowizne. W rezerwacie jest pare sciezek edukacyjnych. Wszystkie bardzo dobrze oznaczone z podpisanymi roslinami. Wybralismy szlak SP1 ktory pozwalil nam podziwiac panorame okolicy. Takze nie byl zbyt latwy co zawsze jest ciekawsze. Po drodze mijalismy wiele tutejszych roslim leczniczych lub swietych miedzy innymi: San Pedro (wielki kaktus na zdjeciu) i bardzo popularne tu drzewa Mimozy zwane takze Wilko. Caly spacer zajal nam niecale dwie godziny. Po drodze do miasteczka znalezlismy wielkiego przerazajacego pajaka. Bardzo nam sie tu podoba w Vilcabambie.
Info:
Nocleg: Valle Sagrado na ul. Juventud. OK dwójkę z łazienką(ciepła woda) i wifi utargowaliśmy za 16$/2os;
Wyżywienie: market przy dworcu: menu za 2$ ale warto jednak spróbować smakołyków w lokalnych restauracyjkach. Polecamy: Charlitos na ul. De la Vega i restaurację Katarina na Sucre. Posiłki od 2,5$
Konie: dzień od 35$; trekkingi  przewodnikiem: 25$/2os
Warto: spacer do rezerwatu Rumi-Wilko niedaleko miasteczka; wstęp: darowizna do skrzyneczki



 Takie maja mosty w Ekwadorze :)

1 komentarz: