wtorek, 12 czerwca 2012

Quito: stolica jak stolica


Oprócz centrum historycznego, którego nie można nie zobaczyć, stolica nie ma wiele do zaoferowania. Ale centru... centrum monumentalnie przygniata do chodnika. Kolory, kształty, kamienice, kościoły. Uliczki małe i te wielkie aleje. Warto zagłębić się w jedne i drugie. Dodatkowo zwiedzanie szczęśliwie trafiło nam się w niedzielę więc większość ulic była przeznaczona tylko dla ruchu rowerowego a na każdym placu odbywały się jakieś ciekawe przedstawienia lub koncerty. Typowa południowoamerykańska niedziela.
Bardzo ciekawa i kolorowa ulica jest La Ronda odchodzaca od wielekiej Alei Morales. Ostatnio ordestaurowana mala uliczka w niedziele byla pelna gier i zabaw podworkowych dla dzieci oraz tablic edukacyjnych o poetach politykach itp. Poza tym mnostwo restauracji z typowym ekwadorskim jedzeniem o nieco wyzszych cenach. Tafilismy nawet na darmowe przedstawienia z okazji dwusetlecia konstytucji Ekwadoru w 1812. Bylo to bardzo pouczajace i zabawne show. Obiadek zjedlismy na mercado central. Dosc ubogim jak na stolice ale z dobra kuchnia. Okolica tutaj robi sie juz mniej ciekawa. Na Mariscal gdzie zatrzymalismy sie w tanim hostelu Centro del Mundo wrocilismy na nozkach. Jakos tak wyszlo. Doszlismy najpierw do Bazyliki –imponujacego kosciola gotykiego, ktory juz stoi poza centrum historycznym i dalej zeszlismy do dwoch obszernych parkow gdzie odbywaly sie oczywiscie niedzielne imprezy. Tutaj, w przeciwienstwie do pustych ulic miasta, sa wrecz tlumy. Wokolo mozna znalezc stoiska z tanim jedzeniem. W sam raz dla nas, gdyz na Mariscal wszystko jest drogie i turystyczne. Kolejnym wielkim wydazeniem tej niedzieli byly eliminacje do mundialu w Brazylii 2014: Columbia-Ekwador. Mecz odbywal sie na lokalnym stadionie wiec miasto przed meczem szalalo. Na Mariscal wszystkie restauracje i bary byly pelne. O dziwo wszystko odbylo sie bardzo spokojnie i nad wymiar nudnawo. Mimo ze ekwadorczycy wygrali wszyscy rozeszli sie bez specjalnego imprezowania i radosci do domow. Identycznie jak po przegranej z Argentyna 4-0. A mowi sie ze Ameryka strasznie przezywa pilke nozna. Chyba nie Ekwador. O 9pm szukalismy baru z poznanymi w hostelu ludzmi i nic nie moglismy  znalezc. Wszystko sie zamykalo oprocz smiesznie drogich barow w centrum Mariscal.  Dnia poprzedniego w sobote ta dzielnica byla opanowana przez szalenstwo. Wszedzie swiatla muzyka. Impreza trwala do pozna w nocy. Tylko nie dla nas. Bylismy swierzo po Corpus Christi, zdazylismy juz tego dnia miec rowniez kaca. W koncu wstalismy o 3 am wiec ten dzien byl wystarczajaco dlugi i mimo ogolnego imprezowego klimatu padlismy w sobote w lozka przed 23.  Mariscal to bar za barem przplatany hostelami. Czyli tzw. Gringoland. Ogolnie nic ciekawego ale latwo mozna znalezc tani nocleg. Gozej jednak z jedzeniem. Wszystko zaczyna sie od 3 $ za glupia bulke. Dlatego chodzimy na glowna ulice 6 de Decembre i troche w strone centrum historico a podrodze mozna cos tanszego juz znalezc.
Z quito mozna zorganizowac wiele wycieczek do okolicznych parkow Narodowych i dzungli. MOzna sie wybrac takze na polozony prawie w miescie wulkan Pichincha. To taka naga gora nad miastem. Wyjezdzaja na nia kolejka-jakos nam sie nie chcialo zwlaszcza ze w weekend byly tam straszliwe tlumy. Ludzie jezdza czesto do Mindo czy Cotopaxi. Mindo nas nie interesuje a do Cotopaxi dostac sie samemu jest ciezko. Trzeba isc 9 km do wejscia albo wynajac ciezarowke za ok 20$ (info nie z pierwszej reki) zeby sie wyrwac na chwile z miasta a Max chcial zdjecie na rowniku wiec pojechalismy do Mitad del mundo. Jest to najwieksza turystyczna bzdura Ekwadoru. Dziecko zrobilo sobie zdjecie na nieprawdziwej lini rownikowej i poszlismy na piwko do pobliskiego rownikowego Baru. O dziwo calkiem taniego z wysmienitymi lodami i salatka owocowa. Cale miejsce jest napakowane turystycznymi atrakcjami za ktore trzeba placic z osobna. Mimo ze zaplacilo sie wstep, wszedzie placict rzeba jeszcze raz wiec ogolnie wystawilismy na wszystko pupy. Nawet rownik nie jest tutaj tylko jakies 250 metrow dalej no ale ze Ekwador nie ma wiele do zaoferowania w porownaniu z sasiednimi krajami to musial sobie takie dziwadlo rownikowe stworzyc. Eh. Tak czy siak wycieczka nie droga bo ransport w jedna strone tylko 0,40, po drodze zwiedzilismy kupe Quito i okolic a zimne piwko na rowniku i lody super. Obserwowanie ludzi robiacych sobie dziwaczne zdjecia z falszywa linia rownikowa: bezcenne
Info 
nocleg: Centro del Mundo. Mariscal ul Garcia; 5,60 $ z prostym sniadaniem; wifi; w okolicy wiele hosteli
transport: z dworca glownego wez czerwona linie metrobusa ktora jedze kolo centro historico (Plaza Marin) albo do Mariscal -przystanek Manuela Canizales; cena: 0,25$ placi sie przy wejsciu na stacje lub przystanek.
do midat del Mundo: wysiadz na ostatnim przystanku lini niebieskiej: Ofelia i zlap bus do midat del mundo (0,15$)
Z glownego terminalu co pol godziny busy do Tulcan (granica z Columbia) 5,70 $
liczne odjazdy do Ambato (Latacunga) i inne
wyzywienie: na Mariscal drogo: od 3$ za kanapke czy burgera; nieco dalej np na av. 6 de Decembre w strone centrum nieco taniej. Duzo tanich opcji w centro historico: dania od 1,5$; mercado central: od 1,50$ 


















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz