piątek, 29 czerwca 2012

Na hamaku w San Agustin :-)

I przyszedl czas co by sie ruszyc dalej,do San Agustin.Trudno bylo mi sie rozstac Popayan, z Luiza i Boya,wlascicielami hostalu Park Life,przemili ludzie,tworzacy swietna atmosfere ,a takze  z szefowa mojej  garkuchnii na mercado,fantastyczna miejscowka.Plecak na ramie i na terminal.Nie ma zbyt wielu polaczen ,ale nie jest tak zle.Kursy sa np.  o 6,7 8,9,a bilet kosztuje 25 000 cop.Szesc godzin jazdy po glownie nie asfaltowej drodze,w mzawce i z postojem na posterunku zandarmerii wojskowej,co by sprawdzili czy ktos nie przemyca kokainy lub broni albo jedno i drugie.To tez jest oblicze Kolumbii.



Popoludniu dotarlam do malego miasteczka otoczonego zielonymi wzgorzami,plantacjami kawy,wsrod ,ktorych jest wiele parkow archeologicznych z unikatowymi statuami,na skale calej  Ameryki Poludniowej.
W informacji turystycznej chcialam tylko sie spytac jak dojsc do Posada del Japones (polecanego mi  hostalu przez wiele osob) i tak sie zlozylo, ze natknelam sie na wlasciciela posady i chwile pozniej juz siedzialam na motorze.w miedzyczasie mialam wycieczke krajoznawcza po San Agustin.

Swietne miejsce!!!! Rewelacja.dostalam 1-dynke za cale  10000 cop czyli okolo 5.5 $.Bomba .Mozna dokupic sniadanie za 5000,ale za tyle to ja mam duzo owocow na 3 dnii.

Jest weranda z hamakami z ladnym widokiem, chyba pomieszkam tu nie co  dluzej.








Gdzie ja moge pojsc zaraz po rozpakowaniu plecaka ? Na mercado-tanie owoce np papaya za 1000,10 bananow takze za 1000 ,ananas za 1500-2000.Bary dzialaja do okolo 14,obiad za 3000,a za 4000 w bocznych uliczkach.Samo miasteczko jest nie co sennne,ale dzis sie ozywilo, bo mamy parady, muze latino na fulll czyli fiesta !!!








Oprocz wiszenia w hamaku mozna zwiedzac okoliczne parki archeologiczne i uroki natury,co mam w planie,ale wszystko po kolei :-)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz