poniedziałek, 11 czerwca 2012

Corpus Christi - czyli za co kocham Południową Amerykę

 Corpus Christi to obchody Bożego Ciała w gorącym południowoamerykańskim stylu ale dodatkowo będzie to historia o tym za co kocham Południową Amerykę. O wspaniałych ludziach, fiestach  i kolorowych zwyczajach. Także mały subiektywny poradnik kulturalny. Głównie o tym jak rozmawiać kiedy nie znacie języka. A wszystko z powodu wrażenia jakie wywarły na mnie obchody oktawy Bożego Ciała przybrane w kolory ludowe i karnawałowe kuse kostiumy. Cała impreza dodatkowo zakrapiana suto alkoholem. Słyszeliśmy i czytaliśmy że Corpus Christi wart jest zobaczenia ale nie spodziewałam się czegoś takiego! Oczywiście poniosło mnie i mam mnóstwo zdjęć gdyż strasznie lubię fotografować ludzi ale nawet ten ogrom zdjęć którymi Was przynudzę nie pokaże klimatu jaki panuje w miasteczku.
Przyjechalismy wczesnym rankiem busem z Zumbahua, ktory byl zapakowany po brzegi glownie mlodzieza ale takze calymi rodzinami. Bylo jeszcze wczesnie ale miasteczko juz ostro przygotowywalo sie do procesji. Wiekszosc ulic byla juz zamknieta a widownia przynosila sobie krzeselka, ktore mozna bylo takze kupic albo wynajac. Mnostwo sprzedawcow slodyczy, smiesznych czapeczek, balonow i roznych dziwnych karnawalowych zabawek. Najwiekszym dla nas szokiem byly olbrzymie sterty piwa i male bary rozlokowane na kazdym rogu wzdloz miejsca procesji. Najwieksza piwna gora oczywiscie pod kosciolem a jakby inaczej. Zostawilismy plecaki u bardzo milej pani w malej restauracji gdzie takze uraczylismy sie kawka. Znalezlismy sobie miejsce obserwacji oczywiscie przy jednym z piwnych stoisk. Procesja zaczela sie niesmialo okolo 10 am Najpierw orkiestra, troche przerwy, wladze miasta w ludowych strojach, jakas figurka katolicka. W procesji swoj program pokazuja rozne delegacje. Widzielismy szkoly podstawowe, technika, delegacje zawodowe i okolicznych wiosek. Kazdy mial swoj pomysl na swietowanie Bozego Ciala. W miedzy czasie wzielismy pierwsze piwko i zaprzyjaznilismy sie z ludzmi w naszym otoczeniu. Pozniej wszystko szlo coraz szybciej. Delegacje paradowaly jedna po drugiej, muzyka jednej zaglaszala spiewy nastepnej. Stroje kazdej z grup dopracowane byly oczywiscie do perfekcji jak w karnawale. Poczatkowo ludowy i spokojny charakter procesji zmienial sie w coraz bardziej imprezowy, kolorowy glosny i karnawalowy. Przybywalo coraz wiecej ludzi. Juz zwyczajowo uczestnicy czestuja roznymi dziwnymi produktami alkocholowymi domowej roboty i nie mozna odmowic. Spotkalismy sie z tym przy innych wioskowych imprezach. Co chwila ktos podbiegal z flaszeczka. Sprobowalismy takze miodu z aloesu popularnego w tym rejonie. Musze sprostowac ze nazwa miod dotyczy w Ameryce nie tylko produkcji pszczelej ale takze ludzkiej. Jest to nazwa wielu slodkich produktow roslinnych. Wczuwajac sie w atmosfere nasza szybkosc spozywania piwa takze przybrala tempa. Taka fiesta, muzyka, kolory, smiechy, slonce i zimne piwko zaraz pod reka. No nie mozna inaczej. Miejscowa mlodziez mimo wczesnej godziny juz ostro zataczala sie pod sciana. Eh te katolickie imprezy hihi. Nie to co u nas. Sztywno i ....ok nie rozmawiajmy o religii bo mnie tu pozniej napadna komentarzami. Zrobilismy sobie chwile przerwy na obiadek i pozniej ciezko nam bylo wrocic na nasze miejsce ale czego nie zdziala moze usmiech blondynki w Ameryce Poludniowe. „ Bienvenido en Ecuador”  tlum sie rozwarl i nawet policja przepuscila mnie na przody. Impreza jak w karnawal. (Kliknij dla porownania) Kazdy sie cieszy, dzieciaki szaleja z bankami mydlanymi. Ludzie wiedza jak tu sie bawic.
W Ameryce Poludniowej jak sie bawia to sie bawia, jak odpoczywaja to odpoczywaja, jak pracuja to.... hmm... bywa roznie. Jak juz mowilam. Kazda grupa ma perfekcyjnie dopracowane stroje, ciekawe uklady, muzyke. Ktos co chwila podbiega do tanczacych z butelka wody. Wytanczyc i wyspiewac te paro kilometrowa trase w ten upal to nie jest banalna sprawa. Jak w karnawale tancza wszyscy w kazdym wieku jesli tylko moga stac. Poza ludowymi strojami mozemy obserwowac takze tradycyjne instrumenty jak flety, tarki do grania,rozne  gitary i cymbaly. Ludzie tancza i procesja nie ma konca. Podobno ma trwac az do 16tej!! My jednak chcielismy tego dnia dojechac do Quito wiec pozegnalismy sie z nowymi znajomymi i chwijnym krokiem pomimo wczesno popoludniowej godziny poszlimy na busa. W koncu wstalismy nieco po 3 am i dzien wydawal nam sie juz bardzo dlugi. Jak glowa jest tak troche lekka zawsze lepiej sie mysli wiec i mnie wzielo na przemyslenia, porownania i podsumowania. Kiedy oposzczalam Azje nie sadzilam ze Ameryke pokocham tak samo zwlaszcza gdy w pierwszym hostelu w Buenos Aires okazalo sie ze jestesmy jedynymi osobami nie mowiacymi po hiszpansku. Nikt wiec sie nami nie przejmowal jednym slowem odwrocono sie do nas pupami i tak nas Ameryka Poludniowa przywitala. Nikt nawet nie staral sie nas zrozumiec i tyle. Prawda jest jednak taka ze sa dwa rodzaje bariery jezykowej: kiedy ktos nie chce mowic i kiedy ktos nie chce sluchac. My mowic chcemy i sie staramy ale jesli ktos nas nie chce sluchac-coz na to nic nie poradzimy. Tak wiec argentyna sluchac nas nie chciala i Argentyny nie lubimy. Chile sluchalo nas troche a juz na polnoc chciano nas sluchac nawet kiedy my juz nie chcielismy nowic. Dlatego Boliwie i Peru lubimy tak bardzo. Nawet kiedy tlumaczylismy sie ze nasz hiszpanski jest podstawowy pocieszano nas: „WASZ hiszpanski rozumiemy” Peru i Boliwia NASZ hiszpanski rozumiala i tu zaczela sie nasza prawdziwa milosc do Ameryki Poludniowej. Zainteresowala nas bogata kultura, zafascybowaly zwyczaje i stroje. Jesli sledzicie moje przygody wiecie ze poswiecam wiecej czasu na lokalne wydarzenia, teatralne spektakle (Boliwijskie tance), lokalne fiesty, (zobacz np fiesta patata) i indywidualne czy rzadziej zorganizowane wyprawy w  tereny o wciaz tradycyjnym charakterze (Selwa lub bezdroza Boliwii) albo miejsca o szczegolnym klimacie (zobacz Yotala lub kopalnia w Potosi) niz wyprawy w ruiny czy zwiedzanie kolonialnych miasteczek. Okazalo sie ze mozemy i po drugie chcemy jechac jeszcze glebiej i w jeszcze bardziej nieturystyczne tereny. Uczestniczyc w wioskowych fiestach, szukac szamanow po dzungli nie przesadnie glebokiej (nie jestesmy panem Cejrowskim czy Palkiewiczem a wciaz zwyklymi backpackerami) czy spedzac cale dnie na rozmowach z lokalnymi w peruwianskiej Selwie czy boliwijskim barze. W pewien sposob monolingwistyczny charakter Ameryki Pld pomaga w komunikacji od kasy biletowej po portowe spelunki. Nie dosc, ze hiszpanski jako jezyk europejski jest latwiejszy do nauczenia sie niz jakikolwiek jezyk azjatycki, nie zmienia sie z kraju do kraju i mozna go wciaz udoskonalac. Tymczasem w Azji mimo duzej popularnosci jezyka angielskiego wyprawa w tereny mniej turystyczne jest o wiele trudniejsze nie tylko z powodow jezykowych ale takze kiepskiej infrastruktory. W naszym ulubionym miejscu w Peru czyli w selwie bez problemu moglismy toczyc ciekawe rozmowy z lokalnymi bez tlumacza i pytac na przyklad o szkoly, szpitale, rosliny lecznicze czy wierzenia. Moglismy wejsc w lokalne zycie doglebnie. A jak sobie radzic w Azji jesli nikt nie zna Angielskiego? Tak naprawde w Azji Poludniowo-wschodniaj zdaza sie to rzadko chyba ze opuszczacie tereny turystyczne np wybierajac sie do przecudnej jaskini Kong Lo w Laosie (kliknij link) albo podrozujecie po Chinach. W takiej sytuacji zostaje jezyk migowy: przykladacie zlozone rece do glowy-znaczy spac; wkladacie rece do buzi-jesc. A jak prowadzic „rozmowe” hmm Jest pare tematow ktore mozna pociagnac przez jakis czas. Oczywiscie: „Ja Laos, Ty?”  -Ja Polska...” –hmmm... poczym moze nastapic pytanie z jedynym wyrazem miedzynarodowym jaki lokalni znaja: „-Polska duzo dolarow?” „-Nie, polska nie duzo Dolarow” i skierowac kciuk w dol. Nastepnie mozna rozmawiac na temat czegokolwiek co macie pod reka. Czyli pies: ze brudny, ze biega, ze skacze , ze sie boicie. Dom: na palach, ze duzo wody, lubicie hustanie w hamaku... samochod: a czyj?, a dzala? ... gora: w polsce tez gory ale wyzsze lub nizsze...kazde z tych rzeczy mozna w jakis zposob pokazac a jesli Wasz rozmowca nie zrozumie-coz rozmowa i tak bedzie toczyc sie nadal i tyle. Do tego dochodzi duzo „Aha”.. potakiwania albo od czasu do czasu : „nie rozumiem” ot tak zeby zapewnic rozmowce ze rozume sie wszystko inne.
Kolejny latwy temat to lokalna kuchnia. Kazdy w koncu poznaje lokalne nazwy potraw wiec: a to lubie a tego nie, a czy to macie w wiosce a gotujecie?..itp Na koniec albo na poczatek popularny temat czyli rodzinka. Tu przydatne sa zdjecia. Tak spedzilam ponad godzine w pociagu chiskim rozmawiajac z zupelnie nieznajaco angielskiego Chinka. Nasza komunikacja polegala na pokazywaniu sobie zdjec z komorki i aparatu i opisywanie kazdego na nim. W koncu mama, papa to nazwy prawie miedzynarodowe. Pomocne w zawieraniu jakich kolwiek znajomosci czy umow sa drobne prezenciki. Gdzies w kieszeni zawieruszone cukierki, ktore darujecie podczas rozmowy mimochodem czy paczka papierosow. Mimo ze to nic wielkiego, sprawiacie ze dystans miedzy Wami a rozmowca sie zmniejsza a takze czynicie go w jakis sposob Wam dluznym. Coz palenia nie nalezy promowac ale czesto pomaga. Oczywiscie Azja pali wiecej niz Ameryka ale nawet w Ameryce dziala. Tak udalo mi sie zalatwic kabine na czterodniowy rejs do Amazonki (link). Na poczatku ze kabina jest ale jej nie ma bo nie wiadomo. –typowa odpowiedz w ameryce Poludniowej. JA juz bylam nieco zdeterminowana i sie wyprowadzic z lodzi nie dalam. Poczestowalam papieroskiem i zaczelam gadac ze lodz ladna, bardzo nam sie podoba i ze nie ma innej lodzi dzis z kabina i my fajni jestesmy. Po paru minutach oficer juz sie usmiechal, zaczal opowiadac o rejsie i zapasie piwa w lodowce na lodzi a na koniec uscisnal mi reke i powiedzial ze kabina sie znajdzie. Dobrze, wystarczy tego przynudzania. Podsumowujac: Ameryka Poludniowa jest super. Nie jest jeszcze tak zapchana imprezowymi turystycznymi rajami jak Azja. Jest kolorowa, pelna otwartych ludzi i nie zepsuta ale zmienia sie bardzo szybko wiec zapraszam nim ominie Was ta cala przygoda.


  Whysky jest a co:
 
 Faceci w ponczach:










 









 Widownia:










3 komentarze:

  1. kolorowo i przepieknie:)i jak zawsze ciekawe opisy

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesujące porównanie dwóch kontynentów.
    Prawdziwe święto.

    OdpowiedzUsuń
  3. BAjecznie kolorowo. Ciekawy opis zwyczajów. Czytając o nich bardziej poznaje się ludzi tam mieszkających. Opisy miejsc turystycznych łatwiej znaleźć, zwyczaje nie.

    OdpowiedzUsuń