piątek, 15 czerwca 2012

Ciao Ekwador! - czyli granica której nie ma


Skutki wkroczenia do Ekwadoru przez niepopularne przejście graniczne w środku dżungli (zobacz link) mogliśmy odczuć także opuszczając Ekwador. A przynajmniej starając się opuścić bo jak się okazało wcale do Ekwadoru nie wjechaliśmy czyli nas tam nie ma. Innymi słowy: byliśmy nielegalnie. Zanim jednak zjawiliśmy się na granicy zatrzymaliśmy się na noc w Tulcan gdzie z samego rana odwiedziliśmy bardzo ciekawy cmentarz. Kiedy czytałam w przewodniku o pięknych rzeźbach musiałam nie doczytać gdyż jakie było moje zdziwienie gdy się okazało że nie chodziło o figury z kamienia a fantazyjnie podcięte żywopłoty!
Sa tam ptaszki, slonie, inkaskie bozki, twarze a calosc tworzy bardzo fantazyjny labirynt. Tak wec grobow srzega dumne kaczory :) Miasteczko jest calkiem przyjemne. Za 7$ zatrzymalismy sie nigdzie indziej jak w Hotelu Royal Plaza. Na kolacje zjedlismy wysmienite krewetki nadziane na patyk wraz z wazywami, bananem i kielbaska i ugrilowane. Mniam. Na rogu parque Ayora za jedyne 1,25$ a na sniadanie jako ze czekala nas 8 godzinna podroz zamowilismy complet sniadaniowy to znaczy: ryz z kurczakiem w sosie i salatki; dwa jajka sadzone; kanapka z serem; kawa i sok. Kanapke z serem i jajkiem wzielam na wynos. NA granice zajechalismy bardzo szybko. Panie przygladaly sie naszym paszporta i nie wiedzialy co robic, bo wedluch pan w Ekwadorze wcale nas NIE MA! Zapytaly gdzie przekraczalismy granice i kiedy. No odpowiadam ze w la Balsa 28go maja. Szuka szuka; ja na to ze na poludnie od Vilcabamba. Paniw raz z jakims panem zaczely sprawdzac mape i cos tam sobie potakiwac. Poznej powiedzialy ze musimy poczekac bo nie wiedza co z nami zrobic gdyzz jz od dawna sie nie uzywa „manualnych pieczatek jakie sa u nas w paszporcie a drukowanych z systemu i nas w systemie niema wiec nie moga dac nam wyjazdowego stempla. Paranoja, ale czekac msimy. W koncu po pewnym czasie przyszla uradowana i pokazala nam swiezo wydrukowana w naszych paszportach pieczatke wjazdowa na 13go czerwca i tegoz dnia wyjazdowa. No ale teraz mamy dwie piecztki wjazdowe i jedna wyjazdowa to tez nie dobrze i tlumacze pani. Dostaje na to odpowiedz ze u nich w systemie jest teraz OK! Ale u mnie w paszporcie NIE JEST OK! Ja sie tam nie znam ale chyba po cos pieczatki powinny bys parzyscie inaczej moglabym sobie nie pieczetowac innych wyjazow na przyklad ostatniego wyjazdu z Peru i zdazylibysmy na ta ferelna ciezarowke zamiast czekac piec godzin w srodku dzungli. Tym razem musielismy poczekac i na granicy ekwadorskiej bo nikt nie wiedzial co z ferelna „manualna” pieczatka zrobic. W koncu ktos cos nam przybil i mam nadzieje ze w przyszlosci nikt nie bedzie sie czepial zametu w moim paszporcie z powodu tej ekwadorskiej biurokracji.
Po stronie kolumbijskie wszystko poszlo juz sprawnie. Chwile pozniej bylismy na dworcu w Ipiales i druga chwile pozniej wskoczylismy do autobusu do Popayan. Musimy rozpracowac jakos system cen busow i targowanie sie bo jest to prawdziwe szalenstwo. Za malego busa dano nam ostatecznie 23 tys ale zaraz obok stargowalismy luksusowy autobus z wifi przekaska i toaleta z 35 tys na 25 tys a na koniec okazalo sie ze z przesiadka w Pasto mogloby byc jeszcze taniej. Dodatkowo wszystko odbywa sie w zupelnie nowym stylu. Doslownie jak konkurs pieknosci: „A bo my mamy taki maadny autobus z wifi”; „a ze mna pani nie pojedzie? Jestem taki fajny kierowca!” co mowiac pan poprawil swoj kolniez. Na co inna firna: „ my jedziemy bardzo bezpiecznie” itp Columbijski szal czas zaczac!! BIENVENIDO COLOMBIA!!!
Info:
Nocleg: Tulcan: hotel Royal Plaza kolo na ul. Sucre kolo parque Ayora utargowalismy 7$ od osoby w pokoju z TV;wifi; lazienka.
Transport: Quito-Tulcan: odjazdy co 30 min z dworca Quitumbe. 5,25$; 5-6 godzin
Tulcan dworzec-centrum: busik za 0,25$; na granice z Columbia: z placu Isidro Ayora  busy: 0,75$; taxi colectivo: 0,85$ co parenascie minut. Granica-dworzec w Ipiales: busiki: 1500 $COP; taxi colectivo: 1600 $COP. Dworzec w Ipiales ma czeste odjazdy do Cali i Bogoty oba przejezdzaja przez Pasto (2godz; 5 tys) i Popayan (8 godz; od 23 tys)
Wymiana pieniedzy: Liczni uliczni sprzedawcy w Tulcan i na granicy. Na granicy lepsze stawki: 1850 COP za 1$
Wyzywienie: dwa lokalne male bary z dobrym jedzieniem od 2$ przy parque Ayora (sciana od strony cmentarza).











2 komentarze:

  1. Przydał by się taki artysta do przycinania drzewek. Cały żywopłot w kaczkach!

    OdpowiedzUsuń