piątek, 29 czerwca 2012

Na hamaku w San Agustin :-)

I przyszedl czas co by sie ruszyc dalej,do San Agustin.Trudno bylo mi sie rozstac Popayan, z Luiza i Boya,wlascicielami hostalu Park Life,przemili ludzie,tworzacy swietna atmosfere ,a takze  z szefowa mojej  garkuchnii na mercado,fantastyczna miejscowka.Plecak na ramie i na terminal.Nie ma zbyt wielu polaczen ,ale nie jest tak zle.Kursy sa np.  o 6,7 8,9,a bilet kosztuje 25 000 cop.Szesc godzin jazdy po glownie nie asfaltowej drodze,w mzawce i z postojem na posterunku zandarmerii wojskowej,co by sprawdzili czy ktos nie przemyca kokainy lub broni albo jedno i drugie.To tez jest oblicze Kolumbii.

środa, 27 czerwca 2012

Villa de Leyva - dinozaury i ser w czekoladzie


Villa de Leyva to urocza mała wioseczka o typowych białych kolonialnych zabudowaniach. Miejsce w sam raz na relaks, rozkoszowanie się gorącą czekolada z serem w uroczych kawiarenkach i leniwe spacery po okolicy. Tam pośród uroczych hacjend i zielonych pol skamienieliny dinozaurów, ruiny Muisca i malownicze jeziorka. Był weekend więc miasteczko było pełne kolumbijskich turystów i zaczęliśmy się obawiać że nie znajdziemy taniego lokum. Jednak jakimś cudem natknęliśmy się na panią u której Max utargował pokój dwuosobowy za 25tys.

Targ w Silvia

W kazdy wtorek odbywa sie market w Silvia ,w malym miasteczku polozonym na polnoc od Popayan, godzine jazdy minibusem (7 000 cop) lub busem ( 6000 cop).Mozna by powiedziec kolejny targ ,nic nadzwyczajnego,ale mozna sie bardzo pomylic.To miejsce jest tworzone przez ludzi lokalnych dla siebie,nie dla turystow.Z reszta niewielu ich spotkalam.Okoliczne wioski zamieszkuje mniejszosc etniczna Guimabo,ktora oparla sie kolonizacji, modernizacji, zachowujac swoje kolorowe tradycyjne stroje obyczaje i jezyk.I to glownie oni tu zjezdzaja ze swoimi towarami .Sa niezwykle przyjazni,otwarci,zagaja ;:a skad,czy sie podoba  lub poczestuja owocem ,ktorego nie znam.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Bogota - kolumbijska mieszanka wybuchowa


Stolicę zwiedzaliśmy wraz z Alejandro i Jego siostrą, którzy zaprosili nas do siebie przez stronę Couchsurfingu. Dzięki nim mieliśmy lepszy wgląd w miasto, jego mieszkanców a także historię Kolumbii. Opowiedzieli nam jak to było w tych nienajlepszych czasach. Widać było że to nie był to dla nich przyjemny temat. Nawet teraz Bogota nie jest bezpiecznym miastem. Po zmroku lepiej wziąć taksówkę a do niektórych regionów policja wręcz zabrania wstępu. Kolumbijski klimat uderzył w nas ze zdwojoną siłą. Z jednej strony zrelaksowane pełne knajpek i karaibskiej muzyki kolorowe kamienice dzielnicy Candelaria, a z drugiej brudne, dzikie ulice i podejrzane typy.

sobota, 23 czerwca 2012

Popayan czyli witamy w Kolumbii :-)

Od czwartkowego popoludnia jestem w nowym kraju,w Kolumbii :-). Z Quito do Tulcan-przygranicznego miasteczka -jedzie sie okolo piec godzin,busy odjezdzaja z polnocnego dworca Carcelen,bilet kosztuje 5 $.W czasie jazdy poznalam sympatyczna  rodzine ekwadorsko-kolumbijska,mieszkajaca na stale we Francji w Paryzu ,a obecnie na wakacjach w Ekwadorze.Tak sie zgadalismy ,ze wzielismy taksowke z dworca na przejscie graniczne,3,5$ ,na pol.A na granicy bylo mnostwo ludzi,troche zwatpilam,pomyslama ,ze bede czekac po piecatke do nocy.Na szczescie ekwadorscy celnicy szybko zalatwiaja petentow i w krotce bylam po stronie kolumbijskiej.W colombiano immigracion milo ,sympatycznie i prawnie,bienvienidos en Colombia!!!! Kurs 1$-1820 COP.Z bankomatu Banco Agrio  w Popayan mozna wyciagnac 780 000cop,prowizja 5500 cop,i tak sie kalkuluje przy takiej sumie .

piątek, 22 czerwca 2012

Salento i Cocora- tropikalna bajka o aromacie kawy

Kolumbia coraz bardziej zatapia swe sidła w naszych sercach. Salento i Valle de Cocora może nie są miejscami spektakularnymi, ale szczególny klimacik cukierkowych ulic, latające koliberki, przymglone doliny porośnięte palmami  i oczywiście kolumbijska życzliwość powoduje że może wbić się w pamięć na długo. Jest to jedno z tych miejsc które potrzebują nas mniej niż my ich. Życie w miasteczku toczy się zupełnie poza nami dzięki czemu możemy bez przeszkód je obserwować, uczyć się go i w końcu w nie wsiąknąć i się zakochać. Tak jak w zapach kawy unoszący leniwie się pośród uliczek i tropikalnych palm.

czwartek, 21 czerwca 2012

Ekwador-info praktyczne wg Magdy


Ekwador
Waluta dolar USA $,
jezyk hiszpan latynoamerykanski
w Banos wiele bankomatow odzucilo moja karte Mastercadr euro, przyjal tylko Boliviariano ,2 $ prowizji max 300 $,w Vilcabamba sa juz dwa ATM
Na 34 dni pobytu wydalam  573 $ , na 1 dzien prawie 17 $

środa, 20 czerwca 2012

Wulkan Pichichincha

Ekwador to nie tylko kaniony,zielone gory czy dzungla ,ale tez wulkany.Znane to Cotopaxi czy Chimborazo ,na ktore wiele osob sie wspina,a z tych mniej opisanych to Pichincha ,zaraz obok Quito.Do dolnej stacji kolejki Teleferico mozna dostac sie autobusem nr.131 z Transportes Alfa-przystanek Plaza Marin za 25 centow.Bus nie podjezdza pod samo wejscie ,ale nie co nizej jest przystanek ,tuz za tunelem ,z ktorego mozna podejsc ten nie krotki kawalek i po gorke lub wziazc taxi za 1 $.Gondole kursuja od 8-20 ,a bilet w te i z powrotem kosztuje 8,5 $.

Ekwador praktycznie od Emi


Waluta: dolar amerykanski: 1$; W ciągu 16 dni pobytu wydawałam 20$ na dzień (320 $ w całości). W tym atrakcje w Banos których cena podczas tak krótkiego pobytu znacznie podwyższa wydatki dzienne. Nie braliśmy jednak wielu dodatkowych wycieczek. Np. wyprawy w dżunglę ok 40$/za 1 dzień; wspinaczka na cotopaxi: 2 dni=ok 150$ w tym wypadku wydatki byłyby jeszcze wyższe.Nie oszczędzaliśmy na jedzeniu :)
Jezyk: hiszpański latynoamerykański; angielski w większych agencjach turystycznych
Bankomaty: maja kiepskie czytniki. Te co kartę się wkłada, wyciąga i dopiero PIN. Ja jak i Max mieliśmy problem ale metodą prób i błędów w końcu działają. W większości nie pobierają prowizji. Nie wypłacają nominałów większych niż 20$. Wększe należy wymienić w Banku gdyż nikt ich nie przyjmie.

Pustynia Tatacoa i przeprawa do Salento


Nasza podróż z San Agustin do Salento opierała się głównie na radach i informacjach od lokalnych. W sumie tylko częściowo zgodnych z rzeczywistością ale jakoś dojechaliśmy a po drodze zwiedziliśmy na szybko pustynię Tatacoa gorąco polecaną przez jednego Kolumbijczyka z miasteczka. Wszystko miało byc latwo, sprawnie i taniutko. Było nieco drożej, wolniej ale pomimo męczącego dnia i krótkiego snu było całkiem fajnie. San Agustin opuścilismy nad ranem zaraz po pożywnym jajecznym śniadaniu i pojechaliśmy do Pitalitu.

wtorek, 19 czerwca 2012

San Agustin - konie i grobowce

Mamy za sobą kolejna archeologiczną przygodę i przeprawę przez dzikie kolumbijskie ścieżki gdzie bez maczety i gumowców lepiej się nie zapuszczać. Spędziliśmy dwa dni na odkrywaniu starożytnych grobowców na koniu, na piechotę i różnym lokalnym transportem. Okolica pełna jest kamiennych figur lub kamieni z wyrytym rysunkiem które pełniły rolę strażników i były postawione przed  grobami. Jednak wszystko jest dla nas identyczne i po pewnym czasie się nudzi. Figura za figurą, kamienna głowa za kamienną głową, dziura w ziemi za dziurą. Gdyby nie sielankowa okolica, hamaczek z super widokiem i rewelacyjni ludzie kolejny dzień zwiedzania uważałabym za marnowanie czasu. Oczywiście dla archeologa i kogoś zainteresowanego symboliką starożytnej sztuki jest to raj.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Niedziela na Mariscal i nie tylko :-)


Widzialam co nieco starowki,a w zasadzie to widze ja codziennie,bo na niej mieszkam , ale przyszla pora na nowoczesna dzielnice Mariscal. Z przystanku Cumanda ( 5 minut od mojego hostalu ) zlapalam Trole do miejsca przeznaczenia, I co ja widze ?Szklo,metal ,wiezowce i  tak troche pustawo.
Sporo ulic pozamykanych dla samochodow,dlaczego ??? Bo wpadli na genialny pomysl-dac szanse rowerzystom,niech maja pole do popisu, chociaz w niedziele :-).Swietna sprawa ,a gdyby  tak w Krakowie cos takiego zrobili?moze jakas petycja do wladz ? ;-)

sobota, 16 czerwca 2012

Quito - kolorowa starówka

Od wczorajszego przedpoludnia jestem w stolicy Ekwadoru ,Quito.W Chugchilan okazalo sie ,ze jest autobus bezposredni do Latacungi o 6 rano (srody i piatki).Jose-wlasciciel hostalu Cloud Forest-nie jest za dobrze zorientowany w rozkladzie jazdy,najlepiej popytac w sklepikach lub na dworcu w Latacunga.Przesiadke do Quito mialam ekspresowa ,o 9 byl odjazd,i juz o przed 11-sta bylam na dworcu Quitumbe,a po polgodzinie na starowce w hostalu La Posada Colonial. Przejazd po miescie kosztuje  tylko 25 centow.

Popayan: Kolumbia con mucho gusto


Zatrzymaliśmy się tu na jedną noc po 8 godz jazdy z Ipiales. Hotelik znaleźliśmy niedaleko dworca po drodze do centrum. Rewelacyjnie tanio! Bo tylko 20tysCOP /2os to 5$ za osobę a tak nas straszono ze wszystko w Kolumbii jest drogie. Na razie tylko ceny transportu nas szokują. Na przykład bilet to San Agustin 5 godzin 25tys (13$) i ani tysiaka mniej. Po za tym wszystko jest nowe, ciekawe –jesteśmy w Kolumbii!! Miasteczko Popayan nie jest bardzo duże, ale ma bardzo ładne centrum pełne białych zabudowań i na pierwszy rzut oka widać że to państwo jest jeszcze bardziej rozwinięte niż Ekwador czy Peru, już nie wspominając o Boliwii.

piątek, 15 czerwca 2012

Ciao Ekwador! - czyli granica której nie ma


Skutki wkroczenia do Ekwadoru przez niepopularne przejście graniczne w środku dżungli (zobacz link) mogliśmy odczuć także opuszczając Ekwador. A przynajmniej starając się opuścić bo jak się okazało wcale do Ekwadoru nie wjechaliśmy czyli nas tam nie ma. Innymi słowy: byliśmy nielegalnie. Zanim jednak zjawiliśmy się na granicy zatrzymaliśmy się na noc w Tulcan gdzie z samego rana odwiedziliśmy bardzo ciekawy cmentarz. Kiedy czytałam w przewodniku o pięknych rzeźbach musiałam nie doczytać gdyż jakie było moje zdziwienie gdy się okazało że nie chodziło o figury z kamienia a fantazyjnie podcięte żywopłoty!

środa, 13 czerwca 2012

Laguna Quilotoa

Postanowlilam ,ze trekking z Laguny Quilotoa do Chugchilan zrobie we srode,ze wzgledu na transport.Bo nie chce mi sie zrywac w nocy na busa o 4 rano,a tego dnia oraz w piatek jest bus okolo 6-6:30 do Zumbahua przez Quilotoa za 1 $.Tak sie zlozylo ,ze dwie dziewczyny z Holandii i jeden Australijczyk tez chcieli sie zabrac tym kursem.W kupie razniej,szczegolnie bladym switem.Jose przygotowal dla nas sniadanie na wynos ,mile,a dla mnie dodatkowo mape szlaku.
Tuz przed 8-ma dojechalismy do wioski i od razu ruszylam do krateru ,oczywiscie nic za darmo ,bilecik za 2 $.

wtorek, 12 czerwca 2012

Quito: stolica jak stolica


Oprócz centrum historycznego, którego nie można nie zobaczyć, stolica nie ma wiele do zaoferowania. Ale centru... centrum monumentalnie przygniata do chodnika. Kolory, kształty, kamienice, kościoły. Uliczki małe i te wielkie aleje. Warto zagłębić się w jedne i drugie. Dodatkowo zwiedzanie szczęśliwie trafiło nam się w niedzielę więc większość ulic była przeznaczona tylko dla ruchu rowerowego a na każdym placu odbywały się jakieś ciekawe przedstawienia lub koncerty. Typowa południowoamerykańska niedziela.

Koń - każdy widzi jaki jest :-)


Od niedzielnego popoludnia jestem w malej wiosce Chugchilan.Polaczen busowych z Latacungi nie ma zbyt wiele. przez caly tydzien o 11:30 i czasami dodatkowe np o 12,jedzie sie prawie 4 godziny kreta droga za 2,5 $.
Kierowca wysadzil mnie przed brama Hostal Cloud Forest,wczesniej zrobilam  rezerwacje- mailem,bo niby jeszcze niski sezon ,ale nigdy nie wiadomo.
Okazalo sie ,ze dzien wczesniej przyjechala spora grupa Francuzow, Kanadyjczykow, tak wiec hostal byl prawie pelny.
Warunki wg mnie bdb-jedynka z lazienka ,sniadaniem i kolacja za cale 12$.
Dla mnie bomba.Sama wioska to glowna ulica,domy po prawej ,domy po lewej i troche sklepikow .Cisza i spokoj.W hostalu mozna wynajac konia .Hurra wreszcie bede mogla pojezdzic konno.Tak wiec od razu zamowilam konia i przewodnika na kolejny dzien.Tanio jak barszcz 15 $ za 6-godzinna wycieczke po okolicy!!Inna opcja tego typu to przejazdzka do Laguny Quilotoa w te i z powrotem za 20 $.Lagune zobacze ,ale pozniej i w opcji bus + piechotka.Mam czas :-)

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Corpus Christi - czyli za co kocham Południową Amerykę

 Corpus Christi to obchody Bożego Ciała w gorącym południowoamerykańskim stylu ale dodatkowo będzie to historia o tym za co kocham Południową Amerykę. O wspaniałych ludziach, fiestach  i kolorowych zwyczajach. Także mały subiektywny poradnik kulturalny. Głównie o tym jak rozmawiać kiedy nie znacie języka. A wszystko z powodu wrażenia jakie wywarły na mnie obchody oktawy Bożego Ciała przybrane w kolory ludowe i karnawałowe kuse kostiumy. Cała impreza dodatkowo zakrapiana suto alkoholem. Słyszeliśmy i czytaliśmy że Corpus Christi wart jest zobaczenia ale nie spodziewałam się czegoś takiego! Oczywiście poniosło mnie i mam mnóstwo zdjęć gdyż strasznie lubię fotografować ludzi ale nawet ten ogrom zdjęć którymi Was przynudzę nie pokaże klimatu jaki panuje w miasteczku.

sobota, 9 czerwca 2012

Latacunga - chwila nieróbstwa :-)

No i tak to jest ,czlowiek podrozuje,zmienia hostele ,autobusy i czasami chce zrobic sobie przerwe. U mnie padlo na Latacunge. Jestem tu od trzech dni,mieszkam w sympatycznym Hostalu Tiana (nowa lokalizacja calle Luis Vivero) gdzie w zielonym patio mozna wypic swietna kawe :-)
W zwiazku z tym ,ze hoteli malo,to konkurencja jest niewielka ,a co za tym idzie -ceny sa wyzsze-9,5$ za lozko w dormie ze sniadaniem .No bywa ,ale w dalszym ciagu trzymam sie budzetu ;-).W samym miescie nie ma nie wiadomo jakich atrakcji,turysci traktuja je jako baze wypadowa na wulkan Cotopaxi lub na petle Quilotoa.A dla mnie to fajny przystanek :-)

Pętla Quilotoa: bezdenne laguny i wioskowa sielanka


Znowu powracamy na wysokość prawie 4tys m.n.p.m. tym razem zagłębiając się w małe wioski, zielone pola i głębokie kaniony by dostrzec do krateru i laguny Quilotoa. To podobno kraina najpiękniejszych krajobrazów Ekwadoru. Transport nie jest tu łatwy ale widoki i lokalny klimacik wynagradza trudy. Po drodze odwiedziliśmy także jeden z największych tradycyjnych targów w Ameryce Południowej. Odbywa się on w każdy czwartek w miasteczku Siquisili. Jest zupełnie nieturystyczny i w przeciwieństwie do targu w Otovalo zachowuje swój oryginalny ludowy charakter.

piątek, 8 czerwca 2012

Salinas de Guaranda czyli zielone wzgórza, sery i czekolada

We wtorek rano pozegnalam Banos.Dzien wczesniej na mercado,na ktorym znalazlam bar z normalnym jedzeniem, za 2 $, ( tyle ja placilam,a Ekwadorczycy 2,5$,nie wnikam dlaczego :-)) szefowa tej garkuchni -sympatyczna kobieta- jak tylko dowiedziala sie ,ze juz wyjezdzam ,wypytala sie mnie gdzie dokladnie jade.Wioski i male miasteczka sa OK,ale w Quito i miejscowosciach na wybrzezu Pacyfiku mam uwazac i to bardzo.Tyle to ja wiem ,niestety stolica Ekwadoru ma nie najlepsza slawe.Z takimi radami  mozna ruszac w droge.Zeby dostac sie do Salinas trzeba zrobic dwie przesiadki w Ambato i Guaranda.Autobusow jest mnostwo ,Z Ambato do Guaranda kursuja co pol godziny za 2 $,a z Guarandy do Salinas bardzo latwo zlapac bialego pick up z wylotowki za 1 $.Po prawie 5 godzinach bylam na miejscu.

czwartek, 7 czerwca 2012

Banos ekstremalnie czyli skok z mostu i canyoning


Z biegu zostaliśmy z Maxem wciągnięci w wir tutejszych atrakcji. Skoki z mostu, rafting, canyoning, rowery… Miasteczko i okolica to wielki plac zabaw. I miejsce dla ludzi szukających ekstremalnych wrażeń. Ceny zaskoczyły nas dość pozytywnie więc zaszaleliśmy nieco. Adrenalina uzależnia i wciąż chce się więcej. Ja zawsze chciałam spróbować skoków więc skorzystałam z okazji. Wybraliśmy także canyoning jako coś zupełnie nowego. Raftingu już próbowaliśmy wcześniej tak samo jak zjazdów na linach, wiec nas bardzo nie interesowały.

niedziela, 3 czerwca 2012

Cuenca - ekwadorska perełka


Cuenca to warta zobaczenia perełka architektury Ekwadoru i całkiem przyjazne backpackerowi miasto. Centrum jest dość skondensowane i bezpieczne. Można całymi dniami plątać się po kolorowych  uliczkach w poszukiwaniu ciekawych zabudowań czy wylegiwać w zielonych parkach. Można odwiedzić parę muzeów, ruin inkaskich i okresu canari. Ale poza tym brakuje tu czegoć, jakiegoś szczególiku, czegoś oryginalnego. Bo gdyby nie grille uliczne i stragany z latynoskimi pamiątkami, miasteczko nie różniłoby się bardzo od jakichś europejskich miasteczek. Ot nudno. Od muzeum do muzeum, od kamienicy do kamienicy, od ruin do ruin, od marketu do marketu. To już było. Oryginalna południowo-amerykańska kultura i ciekawi ludzie z którymi mieliśmy styczność w Peru czy Boliwii tutaj to już rzadkość. Ciekawość Boliwijczyków czy Peruwiańczyków wobec białego zamienia się tutaj powoli w ekwadorską arogancję.

Od miradoru do miradoru

W Banos jestem juz cztery dni i jakos nie chce mi sie wyjezdzac stad ,no ale pewnie kiedys  trzeba bedzie ;-). Pogoda nas tutaj nie rozpieszcza ,mamy wiecej deszczu niz slonca.Przeciera sie dopiero okolo 14-tej  i cos wtedy mozna pokombinowac.Ta miejscowosc to dla mnie przerwa ,taki relaks ,wiec bez przemeczania sie.W jeden dzien punkt widokowy, w inny sciazka wzdluz rzeki,pozniej kolejny mirador ot tak na luzie ,mam czas ;-)


piątek, 1 czerwca 2012

Vilcabamba - miejsce, które wciąga


Vilcabamba to kolejna kolorowa, plastikowa wioska turystyczna zapełniona w głównej mierze amerykanami starszego pokolenia prowadzącymi sobie beztroskie życie utrzymując się z przyjemnych jadłodajni czy ekologicznych sokopijalni. Dodatkowo mnóstwo współczesnych hippy, sprzedawców szmacianej biżuterii i innych kolorowych osobistości w każdym wieku, których miasteczko wciągnęło już na parę miesięcy albo lat. Zaskakująca jest także niesamowita ilość blond dzieci biegających po ulicach. Jak nie przepadam za sztucznymi rajami tego typu, to to miejsce wciągnęło nas. Zwłaszcza z powodu wyśmienitej, relatywnie taniej kuchni i otwartych ciekawych ludzi.

Banos? Banos!!!

I tak po osmiu dniach mieszkania w Cuenca postanowilam sie zebrac dalej.A gdzie? Na polnoc ,do Banos.Niestety nie ma bezposredniego polaczenia  i trzeba przesiasc sie w Ambato,do ktorego jest wiele busow,co okolo godzine ,a bilet kosztuje 7 $.Po siedmiu godzinach dotarlam do miejsca przesiadki ,a  po hmmm...10 minutach bylam w drodze do Banos ( godzina jazdy za 1$ ).Generalnie polecam ten przejazd w ciagu dnia ,bo widoki za szyba sa rewelacyjne:
zielone wzgorza, zamglone doliny, male wioski.