wtorek, 15 maja 2012

Trekking Santa Cruz

Ten trekking okreslany jest jako najpiekniejszy w Anadach i tak sie zlozylo ,ze razem z Zaneta i Rafalem postanowlismy ,ze wspolnie go zrobimy. Razniej i taniej :-) W Caraz znalezlismy jedna ,jedyna agencje turystyczna Pony Expedition,z ktorej wypozyczylismy sprzet na 4 dni ( ceny za 1 dzien ) : spiwor puchowy 7,5 sola, karimata 3 sole,namiot dwojka  7,5 sola,dodatkowo kupilsmy gaz 230 gr za 21 soli i zalatwilismy mula z driverem 45 za 1 dzien, ale na 5 dni , poniewaz facet wraca piatego dnia do Cashapampy z ktorej startujemy.Zrobilismy zakupy jedzeniowe na trek,ktore wyszly na 1 osobe ok.35 soli,a gotuwalismy dla czterech-drivera tez trzeba nakarmic. Z samego rana zostawilismy niepotrzebne rzeczy  w tej agencji ,a  Rafal zostawil  swoj paszport w zastaw ehhh.Przed 8 zlapalismy colectivo do Cashapampy i po okolo godzinie bylismy  na miejscu,tym razem pojechalismy za 7 soli od sztuki.



Wysiedlismy przy  wejsciu na szlak i tu zapalcilismy,bagatela ,po 65 soli,nie da rady cos pokombinowac.
Wkrotce pojawil sie nasz Juan ,a chwile pozniej nie mul ,a kon.Niespodzianka .Zapakowalismy nasz sprzet i w droge z 2900 m npm na 3850 m npm,gdzie mielismy rozbic nasz pierwszy oboz.
Poczatek pod gorke ,stromo i slonce niezle dawalo w palnik.co troche przystawalam ,zeby napic sie wody,bo na tych wysokosciach czlowiek szybko sie odwadnia.Widoki takie sobie ,nie bylo co podziwiac ,raczej koncetrowalam sie na wspinaczce,duzo kamieni i osuwisk.Po okolo 2 godzinach wyszlismy na dosc plaski teren,szlak wiodl wzdluz rzeki Santa Cruz.


                                        W oddali widac szczyt Abasraju i Pumapampa


 A w sumie po 5 godzinach doszlismy do naszego campu,rozbilismy namioty,wzielismy sie za gotowanie,


                                                       Nasz oboz


a potem Zaneta  z Rafalem odspiewali mi 100 lat w kilku wersjach  z okazji moich kolejnych urodzin  :-))


Ta nocka w namiocie nie byla mrozna,ale wszystko jeszcze przed nami.
 Nastepnego ranka wyszlismy jako ostatni z campu,nie ma co sie spieszyc.Tego dnia przeszlismy 14 km w okolo 5 godzin,a przewyzszenie 400 m,oboz na 4200 m npm.Znowu dreptalismy wzdluz rzeki,a takze przez rzeke,albo zbudowalismy sobie mostek co by bylo jak przedostac sie na szlak.
Czlowiek musi sobie radzic :-)
Laguna Jatunocha jest calkowicie zamulona,poniewaz w polowie lutego urwal sie kawalek gory,tak wiec  ziemia i kamienie zamienily lazur na bury kolor

                                        Po prawej stronie mijalismy osniezony Artesonraju


                                                           Koryto rzeki Santa Cruz




Okolo 14 przybylismy na camp,a widoki byly nie z tej Ziemii





Po lewej szczyt Rinrijrca,w srodku Taulliraju 



po kolacji przeszlismy sie troche ,ale chmury zeszly nisko ,wiec widoki byly zadne i zrobilo sie bardzo zimno.Ta nocka byla naprawde zimna,zalozylam wszystko na siebie i zapakowalam w podwojny spiwor Na tej wysokosci nie dalo sie spac ehhhh.
A o wschodzie slonca bylo na co patrzec


                                          Po lewej Quitaraju ,a po prawej Alpamayo


                                                           Artensonraju


                                                             Taulliraju

Trzeciego dnia czekalo nas wejscie na przelecz Union 4750 m npm  okolo 330 m w gore w 3 godziny.W czasie gdy wchodzilismy byla mgla i niewiele bylo widac..




Ale z biegiem czasu przetarlo sie.


                                                        Widok na doline


                                                          LagunaTaullicocha





A po drugiej stronie przeleczy






Do trzeciego,ostatniego obozu zeszlismy 9 km w 5 godzin,przewyzszenia 1000 m.Koncowka byla  w deszczu.
Czwarty dzien to bylo okolo 2 godziny ( w dol 350 m a potem w gore,stromo 250m ) do wioski Vaqueria skad zlapalismy transport turistico za 10 soli od osoby -normalnie 15 -do Yungay.
 W miedzy czasie zatrzymalismy sie na przeleczy Portachuelo,4767 m npm

Widok w kierunku Yungay


Szczyt Yanapaccha



 Widok w kierunku Vaqueria



A stad micros do Caraz .Caly trek wyniosl 248 soli  (95 $ ) za transport,wypozyczenie sprzetu,jedzenie i wstep.w agencjach okolo 120 $ plus 65 soli wstepu.Troche kasy do przodu.
W Caraz pobede kilka dni,a potem ruszam do Chiclayo





1 komentarz:

  1. Widoki cudo, a bukiet urodzionowy fiu,fiu, pozazdrościć, pozdrawiamy:):):)MAM

    OdpowiedzUsuń