niedziela, 6 maja 2012

Osniezony raj na Ziemi :-)


 Nie bylo wyjscia: pobudka o 4 :30,plecak na na ramie i na dworzec.Autobus oczywiscie spoznil sie pol godziny,!0 soli,4 godziny jazdy.Na szczescie sporo ludzi wysiadlo,wiec nikt z nas nie stal.Po dwoch godzinach byla przerwa,wiec na trawie zjedlismy sniadanie i dalej w droge.




 I byly takie widoki






 San Luis to male i sympatyczne miasteczko





A to widac ze szkolnego boiska




Bus do Yanamy mial byc o 13 ,ale okazalo sie ,ze na drodze jest osuwisko,wiec nie pojedzie.Zmienilismy plani zlapalismy transport do Chacas,5soli.I tu mile zaskoczenie.W tym malym miasteczku jest przepiekny kosciol,ladna plaza z uroczymi  kamienicami.






 Na szczescie nie czekalismy dlugo na kolejnego busa,do Carhuaz.O 16  juz bylismy na trasie, ( 4 godziny  jazdy ) ale nie wszyscy mieli miejsca,z agencji dostalismy wiadra,wiec nie bylo dramatu.
Nikt z nas nie spodziewal sie ,ze bedziemy na wysokosci 4890m npm-przelecz Olimpics,ze bedziemy tuz przy lodowcu  Contahierbas prawie 6000m npm.





 i ,ze zobaczymy Huascaran ,o dwoch wierczholkach :6455 m npm i  6768 m npm


Na koniec tego dlugiego dnia mielismy awanture z kierowca:chcial nas naciagnac na 25 soli za przejazd,tyle jest za kurs do Huaraz,a mysmy wysiedli wczesniej w Carhuaz .Po krzykach io straszeniu policja stanelo na 15 solach od osoby.Szybko zlapalismy busa do Caraz,3,5 sola i w pol godziny bylismy na miejscu.Dzis lenistwo :-)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz