poniedziałek, 7 maja 2012

Amazonska Wenecja i market magiczny


Iquitos to miasto raczej malo ciekawe. Za to ludzie jak chyba juz cala populacja Selvy rewelacyjni i klimacik jest.  W koncu jestesmy gdzies w Amazonii :) i okolica zapewnia wiele atrakcji. Wyprawa do plywajacych domow Belen i tamtejszy market roslin magicznyh i leczniczych byla nie tylko rewelacyjna wyprawa w  Amazonski tryb zycia ale takze podniosla nam nieco poziom adrenaliny. Na wycieczki w dzungle trzeba sie wybrac jednak nieco dalej od miasta bo tu cywilizacja zrojnowala przyrode ale wszystko jest mozliwe i za pare dni takze wyruszymy i my.
Agencji i przewodnikow prywatnych jest mnostwo. W ciagu pierwszych godzin w miescie nie moglismy nawet dojsc na obiad bo nas zaciagano to tu to tam i nie bylo tlumaczenia ze glodni ze spragnieni, ze daleko. Za darmo nas zawieziono na market na obiad, poczestowano woda i do agencji. Koniec kropka oferty trzeba wysluchac. znalezlismy takze agencje z ktorej kozystal Cejrowski i pokazano nam Jego wpis w ksiedze referencji oczywiscie po polsku. W sumie jak mowilam w miescie nie ma nic. Mozna pospacerowac bulwarami z widokiem na domki na palach i rzeke a slynny stalowy dom zaprojektowany przez Eiffla to w sumie kupa zlomu.  Mimo to Iqitos to calkiem popularne wrod podroznikow miejsce i posiada bardzo pomocna informacje turystyzczna oraz gazete po angielsku z roznymi pomyslami na spedzenie dnia. Zatrzymalismy sie w hotelu ktory polecil nam taksowkarz. Rewelacja bo hotele z przewodnika i hostelbookers okazaly sie drogie. A tu dostalismy nawet znizke na pokoj z prywatna lazienka i klima. Jest kuchnia basen duzy pokoj wspolny, wifi i pralka za darmo wiec przepralismy wszystko co bylo mozna. Od pierwszego dnia rozpoczelismy odkrywanie tutejszych oryginalnych potraw, owocow i sokow. Zwlaszcza po monotonnej kuchni na lodzi ruzne ryby, aligatorki i nikomu w europie nie znane owoce i warzywa to rewelacja. Polecam bombe witaminowa owoca camu camu czy sok Aguaina. Idac dalej za odkrywaniem kultury i tutejszej roslinnosci zaglebilismy sie w malo przyjemna, niebezpieczna acz szalenie interesujaca dzielnice Belen. Tutejszy smierdzacy i brudny market posiada jedna ulice z ziolami i likierami medycyny naturalnej i szamanistyki. Mozna tu znalezc lekartwo na kazda dolegliwosc jak cukrzyca, cholesterol, osteoporoza, reumatyzm, lysienie, zoladek, rany. A takze wszelkiego rodzaju afrodyzjaki i likiery na potencje oraz magiczne i halucynogenne substancje uzywane podczas ceremoni jak San Pedro (proszek do przyzadzenia roztworu) i Ayahuasca w proszku jak i butelce. Wszytko naturne na bazie roslin z dzungli. Okupilismy sie ziolami jak szaleni. Ja zakupilam miedzyinnymi polecana mi przez jedna rodzine na statku Copaibe na komary przed i po, rany, blizny, przebarwienia i zoladek. Jest to przyjemnie pachnacy olejek z pewnego amazonskiego drzewa. Sprawdzilam i czyni cuda od pierwszego uzycia. Sprzedawcy sa chetni do wyjasnien a dodatkowo kazda buteleczka jest ladnie opisana wiec nie ma problemu z wyszukaniem czegos dla siebie. Dodatkowo degustowalismy rozne likiery i uczylismy sie jak zrobic perfumy na bazie ziol. Kazdy stragan walczy o klienta wiec kazdy chce nam pokazac cos ciekawego a na prawde jest tu co ogladac i o co pytac. Po markecie chcielismy sie dostac do plywajacych wiosek i pare ludzi zaoferowalo nam wycieczke ale uznalismy ze za drogo. (20 soli za szybkie oprowadzenie po okolicy) Cena podobno za bezpieczenstwo bo to goraco niepolecana dla turystom dzielnica. Jedna zapytana pani wskazala nam droge do przystani ale zaraz na nia wyskoczyla sasiadka ze gdzie to nam droge wskazuje. Jeszcze nas pobija obrabuja i ze bez przewodnika nam nie wolno. Hmm wiec to nie bajki. Wszyscy nas oszczegaja. Ale panie cos tam pogadaly poklocily sie i w koncu sasiadka machnela reka i zaprowadzila nas na przystan i usadowila w bezpiecznej lodzi. Okolo godzinna wycieczka kosztowala 10S/2os a warta w sumie o wiele wiecej bo miejsce nie ztej ziemi. Plywalismy pomiedzy ciasno pobudowanymi domkami z woda po drzwi. Tak blisko ze moglismy zagladac do srodka. Wszyscy tutaj poruszaja sie lodzmi a dzieciaki plywaja w wilekich miednicach. Troche przypomina mi to klimat znad jeziora Inle w Birmie. Pozniej nasz kapitan zabral nas na pobliska rzeke do innej wioski. Tu woda bardzo dynamiczne zaczela kolysac nasza mala lodeczka. Wszedzie do nas ochoczo machano. Pozowano do zdjec  i nawolywano. Zobaczylismy takze trzy plywajace dyskoteki. Eh z takiej to popijaku ciezko wyjsc bo latwo mozna do wody wpasc hihi. I jak tu te mala chybotliwa lodke do domu odprowadzic czy wracac w plaw? HIHI Co za zycie. Wszystko tu plywa. Psia buda, farma kurczakow. No odlot. Wytlumaczono nam ze w sezonie suchym na terenie przez ktrory przeplywalismy nie ma zupelnie wody a pod nami jest droga. Obecnie bylo tu chyba ze 2 metry. Podobno dwa tygodnie temu podczas powodzi woda byla jeszcze wyzej. Kapitan pokazal nam takze oboz dla ludzi z podtopionych domow i zawrocilicmy do miasteczka. W drodze powrotnej nakazal nam znow schowac aparaty i wysadzil nas w innym miejscu mowiac ze blizej do taksowek i bezpieczniej.  
Info: nocleg: Iguana hostal: 40/2os pokoj z lazienka wifi i AC. Ulica Bolivar miedzy Loreto i Peves.
Transport po miescie: mototaksi 1-2 za przejazdzke w granicach miasta, do Belem czy do portu.
Wyzywienie: ceny produktow spozywczych sa drozsze  o 0.50-1Sola gdyz wszystko jest importowane. Tanio mozna zjesc na Mercado Central. Kanapka z jajkiem:1 sol; menu dnia: od 3 Soli; soki tutejsze:0,5-1Sol, kilo pomidorow:3,5 Sola, cebula 2 S



 Market Belen

 W glab Belen








 Disko



1 komentarz:

  1. Ciekawe byłyby zdjęcia tych samych miejsc jak nie będzie wody.

    OdpowiedzUsuń