sobota, 7 kwietnia 2012

Za kolejnym zakrętem szutrówki, za następnym zakolem rzeki :-)

W dniu powrotu do Cuzco doszliśmy do wniosku, że za wcześnie to nam się nie chce wyjeżdżać z Ollantaytambo i wymyśliliśmy, że pójdziemy do pobliskich wiosek,bo podobno nie daleko.Podobno,bo jak usiłowaliśmy się dowiedzieć ile jest kilometrów to raz słyszeliśmy 8,a raz 12, a kiedy indziej 25,niezły rostrzał :-).Grunt to dezinformacja ;-).Ale co tam, raz się żyje i poszliśmy.Droga wiodła pomiędzy pojedyńczymi gospodarstwami ,czasami konie parsknęły,takie wiejskie klimaty :-)



Po dwóch godzinach klapneliśmy na trawie ,obok dziewczyn z którejś pobliskich wiosek.Próbowały z nami rozmawiać ,ale w języku quechua,a my nie kumaci.
Po hmmmm ...może 10 minutach usłyszeliśmy ,że warkot silnika i pomachaliśmy na nadjeżdzający samochód ,w ten sposób złapaliśmy stopa na pace pick up do wioski Huilloc.






Trafiliśmy na lokalny mały bazar,Żaneta przyssała sie do chichi,ja nie moge się do tego przekonać,porobilismy z Rafalem troche zdjęć i o dziwo nikt nie uciekał przed aparatem ,









i udaliśmy się spowrotem przez łąki i pola.A po drodze trafiliśmy do hmmm..... pozostałości po wiosce:jedna chałupa i gliniany kościół.Aaa no i znowu złapaliśmy stopa,pod sam hostal. :-)






1 komentarz:

  1. widoki i atmosfera w tych wioska nastrajają sielankowo, powodzenia :):):)MAM

    OdpowiedzUsuń