sobota, 21 kwietnia 2012

Może 5822 ? Jednak 4600,też sukces :-)

Co oznaczają te liczby?Jeśli dopiszemy metrów nad poziom morza,to ta pierwsza to wysokość wulkanu El Misti, a druga to poziom na ,którym rozbija się base camp. A było to tak.Czytając co moge zrobić w okolicy Arequipy, oprócz Canionu Colca,znalazłam info że są dwa wulkany, Chachani i El Misti,na które sporo ludzi się wspina.Są trudne,ale chce spróbowć sił,chce sprawdzić jak będe się czuła na takich wysokościach .
Przeszłam się po kilku agencjachi co się dowiedziałam,że koszt dwudniowego wejścia z noclegiem w namiotach to 180 soli (auto 4x4, namioty ,karimaty,śpiwory puchowe,kurtka,spodnie,rękawiczki,czapka,raki i czekany,a także kolacja i śniadanie,gary,we własnym zakresie woda,czekolada itp ) i ,że jest niski sezon i może być trudno zorganizować grupe,od trzech osób zaczyna się impreza.W CEVITOUR mieli dwie zainteresowane osoby na czwartek,parę z Danii,ale nie potwierdzone .Zapisałam się na liste,a dziewczyna z biura powiedziała mi, że jutro, w środe będzie wiadomo coś na 100% .Ok, .Wieczorem zapukał do mojego pokoju chłopak z recepcji,że ktoś z agencji jest do mnie.Grupa potwierdzona, jest nas trójka,ale może będzie piątka.Ostatecznie było nas sztuk 7. Dzień przed zgłosiłam się do wypożyczalni sprzętu i tak w zasadzie wziełam : śpiwór,spodnie termy i czapke,reszte miałam. We czwartek około 9 -tej zapakowaliśmy do dwóch jeepów i pojechaliśmy do miejsca startu. W ekipie, oprócz mnie, była para z Danii,dwie dziewczyny z Francji,jedna z USA i jedna z Kanady,sorry z Quebecu ;-) oraz dwóch przewodników. Przepakowaliśmy sprzęt, mnie się jeszcze dostał namiot ehh troche tego było na plecach,w tym 5 l wody.



Ruszyliśmy z poziomu 3400 m npm.Na początku duże kamienie,póżniej mniejsze,żwir,czasem mgła ,a czasem słońce.I ciągle stromo,w góre,w góre,bardzo niewiele płaskich odcinków. Wysokość dała o sobie znać.Pojawił się ból głowy,z tył,strzelanie w uszach-zmiana ciśnienia i zmęczenie mięśni.Kolejny krok to ogromny wysiłek,co troche przystanek, żeby wyrównać oddech, ciągle żułam liście coci  i woda, woda.



Po ponad pięciu godzinach doszliśmy do miejsca gdzie rozbija się baze.A ostarnie podejście to była masakra, piach zmiksowany z popiołem,krok do przodu, pół do tyłu i tak w kółko.
Rozstawiliśmy namioty,ubraliśmy sie w co się da,zimnoooo,a w nocy ma być poniżej zera,może 5,może 7 stopni



A w między czasie nasz główny przewodnik Ignacio ugotował kolacje:zupe i spaghetti,cud, zbawienie itp.
Niestety u mnie dodatkowo pojawiły się nudności,nie dobrze,okazało się, że także kiepsko czuje się jedna z Francuzek.Ignacio powiedział -to my decydujemy co dalej.Ja stwierdziłam,że zostaje w bazie.Z chorobą wysokościową nie ma żartów,jeśli wyszłabym na krater,najprawdopodobniej byłoby jeszcze gorzej,a nie o to chodzi, żeby  sobie stwarzać problem ,ale to dotyczy takze  grupy .Tu nie ma miejsce na bohaterstwo ,ważne jest  trzeżwe myślenie. Katrin,prosto z Paryża,też została.

 Nasza garkuchnia





Zachód słońca,w dolinie światła Arequipy



I mój " domek"  na te noc.



Po kolacji poszłam szybko spać,a raczej próbować zasnąć ,ale się nie dało,na tej wysokości to bardzo trudne.Dawno nie byłam tak zmęczona . O drugiej w nocy reszta ekipy wyszła, mnie i Katrin zostawiono termosy z wrzątkiem oraz herbatke coca na śniadanie. Udało mi się przespać trzy godziny,ostatnie trzy ,do ósmej.Podczas tej " drzemki" wróciła jedna dziewczyna, z Quebec,kolana wysiadły, powiedziały " nie idziemy dalej".
Miałyśmy przepiękny widok,wulkany,kaniony rzek,i niemal czyste niebo.






Grupa wróciła około 11,odpoczynek, pakowanie.Na szczęście sporą część sprzętu jak namioty, śpiwory,czekany i raki zostawiliśmy dla kolejnej ekipy,która właśnie zaczęła wejście.Od razu zrobilo sie lżej na plecach.  To,że nie weszłam na sam szczyt nie jest ważne. Istotne jest to, że spróbowałam,że sprawdziłam jakie mam możliwości,że przesunęłam szczebelek na 4600 m npm.Świetne doświadczenie,jestem baaardzoooo zadowolona, że to zrobiłam :-)

1 komentarz:

  1. Gratulacje zdjęcia super, pozdrawiamy:):):)MAM

    OdpowiedzUsuń