piątek, 13 kwietnia 2012

Mgliste Machu Picchu :-)


Jak dostać się do Agua Calientes? Jest kilka sposobów: z przesiadkami w Santa Maria,Santa Teresa,pociągiem lub pieszo z Hidroelectrico do AC ,albo wycieczka z agencji albo wykupić tylko przejazd bezpośredni z Cuzco do Hidro i dalej na piechote lub pociągiem jak deszcz pada.Ja wybrałam trzeci sposób.Przez Yurisa,właściciela hostalu w którym mieszkam, kupiłam przejazd Cuzco-Hidro-Cuzco za100 soli.Na Plaza de Armas kilkunastoosobową grupą zapakowaliśmy się do busa i około 8 wyruszyliśmy.Droga jest przepiękna,zielone góry,po jednej stronie strome zbocza urwiska,a po przeciwnej przepaść i rwąca rzeka.
W Santa Teresa mieliśmy przerwe na obiad,oczywiście kierowca zaproponował droga knajpe,10 soli za completo.Pokręciłam się i znalazłam po drugiej stronie ulicy za 5 soli w lokalnym barze.Do stacji Hidro przyjechaliśmy troche po 15 ,w deszczu.Z uwagi na opad zdecydowałam się na pociąg,nie jest to tania przyjemność ,całe 18 $,odjazd był o 16:30.Po około 50 minutach byłam w Agua Calientes.A deszcz padał coraz mocniej,dość szybko udało mi się znależć niezły hostelik Quillo,nieco powyżej IPERU.Wytargowałam 20 soli za łóżko w dwójce z łazienką.
Zaraz obok informacji jest boleteria na Machu Picchu,wejście do miasta Inków kosztuje 128 soli,drogo.

Generalnie AC jest droższe od Cuzco np.za 1 sola tylko 4 bułki,normalnie 5,zupa 3 sole,a cały obiad 7 soli,o 3-4 sole więcej. Samo miasteczko to taki kurorcik,mnóstwo hosteli ,drogich restauracji nic nadzwyczajnego.Nie ma po co odpalać aparatu.
Następnego dnia, wczesna pobudka o 6:30,dlaczego? Żeby zdążyć przed tłumem turystów,żeby mieć czysty plan i zrobić troche dobrych zdjęć.Tak mi poradzili Rafał z Żanetą :-).Postanowiłam podjechać busem do wejścia,a droge powrotną do AC pokonać pieszo.Bilet w jedną strone kosztuje 24 sole,w obydwie 45 .Oczywiście lokalni płacą mniej,wrrrr :-(
Od razu po dotarciu do punktu kontrolnego ( nie sprawdzają plecaków ,więc na spokojnie można zabrać coś do jedzenia i picia,wbrew temu co piszą w Lonely Planet ) skierowałam sie na punkt widokowy.I co zobaczyłam? Na lewo chmury,na prawo chmury,a pośrodku coś tam się zaczęło wyłaniać.Po około pół godziny było czemu robić zdjęcia.




Naprawde fajny widok,mgły nadawały niezły klimat ,tajemnicy? :-)






Spędziłam tu kilka godzin,chodząc po tarasach,między pozostałościami inkaskich domów.I powiem tak, ruiny to ruiny, troche ich już widziałam ,wg. mnie za dużo sobie liczą,ale najbardziej podobały mi się widoki wokół







i droga, kiedy wracałam na piechote.









Trzeci dzień to był powrót, i to wcale nie po prostej.Od rana padało,i znowu zapakowałam się w pociąg,o 12:30 ,tym razem bilet kosztował 12 $ i jechał troche dłużej, bo godzine.Na stacji spotkałam część ekipy sprzed dwóch dni.Bus spóżnił się godzine,bo po intensywnymc deszczu w ciągu ostatniej nocy skarpa w kilku miejscach osunęła się.I faktycznie wyglądało to żle.Musie.liśmy wysiąść z samochodu i ponad 2 kilometry przejść po błotnistej drodze.W Cuzco byliśmy około 21:30 .Dobrze, że Yuris zaklepał dla mnie łóżko,jak się okazało w dormie w którym mieszkali Rafał z Żanetą.

Dziś z samego rana pożegnałam Wrocławian,umówiliśmy się na trekkingi w Cordyliera Blanca, na początku maja :-)
W Cuzco pomieszkam przez kilka dni :-),a póżniej pojade do Arequipy.

1 komentarz:

  1. Widoki piękne, szczególnie szczyty wokół, w tajemniczej mgle, pozazdrościć, w ruinach MP jest podobno 1200 schodów, oj można się nachodzić,pozdrawiamy:):):)MAM

    OdpowiedzUsuń