środa, 25 kwietnia 2012

Lima - średnio przyjemnie


Niby takie mało ciekawe, niebezpieczne miasto z plażą śmierdzącą odchodami, a akurat bawiliśmy się całkiem całkiem... Stolica wciągnęła nas. Ale tylko na chwilkę, bo w tak mało przyjemnym miejscu trudno długo wysiedzieć. Jednak po białych kolonialnych miasteczkach, wąskich uliczkach, monotonnym jedzeniu itp. nowoczesna, tętniąca życiem, błyskająca światłami dzielnica Miraflores to swego rodzaju odświeżenie. Wokoło zapachy wszelkich kuchni świata, wielkie supermarkety, bary i KAWA! Taka dobra kawa z ekspresu. Nie wyobrażacie sobie jak ciężko znaleźć dobrą kawę i ile taka odrobina luksusu i cywilizacji może przynieść radości. 
Nie jestem jedyna. Często nas ktoś pytał w hostelu czy znaleźliśmy dobrą kawę. Wszędzie podają koncentraty kawy zalewane wrzątkiem albo ogólnie
kawę dość kiepską czyli tzw. "brudną wodę”, a w stolicy w końcu porządne maszyny i porządna aromatyczna kawusia w normalnej cenie. Oczywiście w Cuzco był Starbuks, ale co za kretyństwo płacić za kawę 4 czy 5$! Tak więc rozkoszowaliśmy się różnymi wielkomiejskimi wynalazkami. Nie mogliśmy się odczepić nawet od ciepłych przegryzek w supermarkecie. Tarty, tortille, sałatki, a nawet chińskie pierożki. Ile można jeść empenady i nadziewane ziemniaczki. Klimat stolicy tak nam się udzielił, że postanowiłam podreperować już rozlatującą się garderobę i wybraliśmy się na zakupy. Co za rewelacja! Za 40 Soles (ok15$) zakupiłam podkoszulek, małą czarną (a tak na disco), spodnie długie lekkie jeans
i lekkie krótkie. Dodatkowo nowe okulary przeciwsłoneczne i w końcu wyglądam normalnie, a nie jak obdartus. W końcu mogę wyjść do ludzi. Haha. Wszystko w samym centrum podczas szalonych promocji. Ogólnie rzecz biorąc Lima to dość dziwnie skomponowane miasto. Plaza de Armas i San Martin to monumentalne białe budynki, a główne ulice zabudowane są kolorowymi kamienicami z mnóstwem zdobień. Dodatkowo wystarczy czasem zaglądnąć za róg, a tu już zbite z desek baraki. To najmniej bezpieczne miasto jakie zwiedzaliśmy do tej pory. Na każdym rogu nas ktoś ostrzega. Pani w sklepie gdzie szalałam z zakupami zwróciła mi uwagę, że jeden koleś namierza moją torebkę, gdzieś dalej ktoś nalegał bym schowała aparat, a jedna staruszka z laską uczyła mnie na przystanku żebym wszystkim patrzyła pewnie w oczy, to się będą mnie bać. I zademonstrowała mi „ten wzrok” Szaleństwo! Co chwila ktoś zaczepia w sprawie narkotyków, sexshopów, tatuaży i dziwnych klubów. Nie jest przyjemnie. Prawie jak w Bangkoku tylko nudniej. Żeby moc się bez obaw poruszać nocną porą i mieć blisko do centrum barowego oraz plaży zatrzymaliśmy się w turystycznej za to bezpiecznej Miraflores. Nasz rewelacyjny hotel HQ villa jest położony nieco dalej od centrum dzielnicy, ale to jedno z najlepszych miejsc w jakich nocowaliśmy. To jak zatrzymać się w wypasionej rezydencji!
Duże salony, jadłodajnia, kuchnia i ogród. A nawet wielki hol z witrażem. W okolicy ambasady i drogie ville. Jak nie Lima. Minus: trudno znaleźć lokalne tanie żarcie, którego pełno w centrum. Pierwszego dnia poza zakupami zwiedziliśmy centrum historyczne oraz daliśmy się namówić na wycieczkę na wzgórze San Cristobal za 5 Soli. Początek był nieco nudny. Około pół godziny jeździliśmy wokół centrum zbierając pasażerów. W sumie całkiem miły odpoczynek po całodniowym bieganiu i w dodatku zmieniają się nam widoki. O! Katedra!-raz dziesiąty. Na wzgórze droga prowadzi przez mało bezpieczną choć malowniczą dzielnicę i dostaliśmy nawet polecenie zamknięcia okien bo zdarzały się nieprzyjemne napady i wyrywanie aparatów.
Cala wycieczka po to by zobaczyć smog nad brudnym miastem. Lima ma nawet wysypisko śmieci położone wcale niedaleko centrum. Ble-nie lubię tego miasta. Zwiedzana na drugi dzień plaża także okazała się brudnym spływem. Nad klifem unosi się zapach toalety, a woda i piana morska ma kolor brunatny. Jeszcze raz ble ble-długo tu nie zostajemy. Wieczorem w Miraflores rozpoczyna sie szaleństwo. Park zapełnia się ludźmi, a na barowej ulicy Pizzas naganiacze przekrzykują się w ofertach na tanie piwo. W weekend jest jeszcze bardziej crazy i ceny w barach idą w gore dwu, a nawet trzykrotnie.
Dlatego zrezygnowaliśmy z baru i ...spędziliśmy noc w kasynie. Na ul oświetlonych tysiącem świateł hazardowych królestw do koloru do wyboru. Zaczęliśmy od 10 Soli szybko wygrywając 50. Podczas gry chyba dziesiątki kelnerów zapewniały nam darmowe piwko, drinki, kanapki, oliwki, ciastka ogólnie wypas. Koncerty, adrenalina - haha. Noc zakonczyliśmy gdy w końcu przegraliśmy wygrane pieniążki i wyszliśmy na zero, ale z pełnymi żołądkami i po paru godzinach wyśmienitej zabawy. Tak nam czas płynął w stolicy. Aha! W naszej willi spotkaliśmy Francuza z którym mieszkalismy w Puerto Varas w Chile. Kolejne niesamowite spotkanie. Około 50-letni nauczyciel podróżował po Ameryce Południowej już prawie 3 lata, a teraz wraca do domu jak zapewnia tylko na chwilę. Stęskniona rodzina szukając
sposobu na zaciągnięcie go do kraju zrobiła go chrzestnym nowonarodzonej dziewczynki. 
Info
Transport-nie ma dworca. Znaczy podobno jest terminal del norte, ale daleko i nikt nie był mi w stanie wyjaśnić jak dojechać i czy działa. Dworce agencji autobusowych znajdują się na paseo de la republica i 28 de julio na przestrzeni paru skrzyżowań. O konkretne destynacje trzeba zapytać taksówkarzy albo w jednej agencji, a tam pokierują dalej. Do Pucallpy agencja transmar z okolic placu Manko Kapac. Do huaraz na dworcu Flores. na 28 de julio
Nocleg hostel HQ Villa, ul Independencia 1288, 7.50$
Wyżywienie; w centrum Limy menu dnia od 5 Soli, zupa 2 Sole, w Miraflores są jedynie turystyczne restauracje i fastfoody.
Zakupy; tanie ciuchy w centrum. w Miraflores wszystko inne. centrów handlowych i supermarketów do bólu plus sklepy z pamiątkami i wyrobami lokalnymi.







Widok z San Cristobal; Smog i pył
Pod wzgórzem San Cristobal

Miraflores i Larcomar



Nasze salony i ogrody

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz