czwartek, 26 kwietnia 2012

Canion Colca

Do Cabanaconde przyjechalam poznym popoludniem,we mgle i deszczu-przewoznik Andalucia ,odjazd o 11:45,17 soli.No tak to jest w gorach z pogoda ,raz w jedna, raz w druga strone.Mailem zaklepalam nocleg w Pachamama Home,tyle ze tak do konca nie wiedzialam gdzie jest. Popytalam w sklepie ,zaraz obok firmy transportowej, jak trafic do hostalu i okazalo sie, ze to tylko 1.5 kwadry.Polecam to miejsce ,fajny klimat,Lui i Alejandro ,sympatyczni i pomocni.W tle leci Roxete lub Bob Marley.A za lozko w dormie tylko 14 soli ze sniadaniem-kawka ,herbata,buleczki,dzem,maslo dwa omlety...pycha


Kolejnego dnia podoga byla cudna,ale moj entuzjazm ostudzil Lui:ladnie jest do okolo 14 ,a pozniej leje i robi sie zimno,idzie zima.Ale z drugiej strony mam kilka godzin na jakis nie za dlugi trekking .A moze Kallimarka ,3500 m,ruiny na szczycie?Dlaczego nie.Nie daleko,zdaze przed deszczem,mniej wiecej.I to byl dobry pomysl.Przepiekna okolica, zielono,ptaszki spiewaja, wiejska sielanka itp itd.






A ze szczytu taki widok ,ze dech zapiera.





A popoludniu zaczelo padac ,a raczej lac,Temperatura spadla na leb na szyje,dobrze ,ze mam spiwor i ze trzy koce.
Pobudka o 6.a po co ? a dlaczego?Zeby zobaczyc kondory na Cruz del Condor.Autobus mial odjechac o 6:30,a w koncu ruszylismy o 7.W sumie niewielu turystow wybieralo sie samodzielnie,razem ze mna trzy sztuki.Wiekszosc przyjezdza z biur turystycznych..





Czekalismy,czekalismy,czekalismy,i dopiero okolo 9.30 ,kiedy pojawilo sie slonce,a  chmury poszly sie ganiac,przylecial ,jeden,kondor.




W miedzyczasie uciekl mi powrotny autobus  do Cabanaconde i postanowilam dac z buta.Zajelo mi to 2.5 godziny,a co tam ,taki poranny spacerek.Nie ma co liczyc na stopa,nic nie jechalo.
A po drodze bylo tak




Na Mirador Tapay -punkt widokowy,w zyciu bym nie przypuszczala,ze spotka mnie taka niespodzianka.Kondor,prawie na wyciagniecie reki,iiiiii zero innych turystow.



Popoludniowy spacerek sciezka w kierunku San Galle



Wieczorem wprowadzil sie do mojego dormu Kostia,prosto z Ukrainy.Rzadko mozna spotkac indywidualnych podroznik, ,z tego kraju.Fajnie jest pogadac troche po polsku ,troche po rosyjsku i angielsku,niezly mix.Moze spotkamy sie w Nazca.

Udalo mi sie zlapac autobus do Arequipy o 9,a wcale nie bylo pewne, ze cokolwiek pojedzie, bo tej noc bylo chyba oberwanie chmury,zamiast ulicy byla rzeka i pradu zabraklo w calej wsi.
Wreszczie moglam zobaczyc droge wzdluz Canionu Colca w calej okazalosci.













A co do biletu wstepu na teren canionu ,w zasadzie to jest  i kosztuje ,bagatela ,70 soli,aleeee trzeba  uwazac na falszywych bileterow.W Arequipie poznalam pare,chyba z Niemiec i zrobili ich na 140 soli w Chivay,a pozniej w Cabanaconde natkneli sie na kolejnych  z ,podobno , prawdziwego biura  Autocolca,ktorzy stwierdzili ,ze to falszywki.Normalnie cyrk.Tak wiec  ja wjechalam na tzw. krzywy ryj czyli ani slowa po angielsku i hiszpansku,tylko po polsku i dali mi swiety spokoj:W zyciu trzeba sobie radzic,byle do przodu.








1 komentarz:

  1. zdjęcia super, pozdrawiamy :):):)MAM

    OdpowiedzUsuń