poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Dżungla, szamani i ayahuasca - ucieczka ze szlaku gringo

W tym poście trochę o magii, szamanach, życiu w wioskach, portach i dżungli. Pomimo powodzi w Iquitos postanowiliśmy ruszyć ostro na północ w selwę (dżunglę) w poszukiwaniu szamana i odpoczynku od zgiełku szlaku gringo. Przeżyliśmy lawiny błotne, głód i niemiłosierne upały. Pokonaliśmy dziesiątki kilometrów łodzią, na piechotę i w mototaxi. Odwiedziliśmy kilka wiosek, trochę przesympatycznych rodzin, przepytaliśmy ludzi co nie miara i udało się! Znaleźliśmy szamana, a raczej wybraliśmy z pośród dziesiątek. Poza tym relaksowaliśmy się w hamaku, poznawaliśmy tutejsze zioła i obserwowaliśmy zwierzaki podczas podróży lądowych i wodnych. Przygoda za przygodą, a wszystko w najbardziej przyjaznej i gościnnej atmosferze w Peru

sobota, 28 kwietnia 2012

Linie w Nazca


Po 10 godzinach od wyjazdu z Arequipy doturlalam sie na szosta rano do Nazca,(polecam Andorina odjazd o 20:45,50 soli za semicama z ciepla kolacja) zimno,szarowka i sporo naganiaczy z hosteli.Dalam sie namowic na hostel o chinsko brzmiacej nazwie Guangzhou,jedynka z lazienka ,sniadaniem,net za 25 soli.Facet chcial mnie naciagnac  na taxi za 3 sole ,ale to przeciez mala miescina ,wiec uparlam sie ,ze spacer tez jest ok :-). Oczywiscie od razu tez  pojawila sie oferta lotu nad liniami na dzisiaj . Wszyscy przyjezdzamy tutaj,zeby je zobaczyc i ja tez :-).

czwartek, 26 kwietnia 2012

Canion Colca

Do Cabanaconde przyjechalam poznym popoludniem,we mgle i deszczu-przewoznik Andalucia ,odjazd o 11:45,17 soli.No tak to jest w gorach z pogoda ,raz w jedna, raz w druga strone.Mailem zaklepalam nocleg w Pachamama Home,tyle ze tak do konca nie wiedzialam gdzie jest. Popytalam w sklepie ,zaraz obok firmy transportowej, jak trafic do hostalu i okazalo sie, ze to tylko 1.5 kwadry.Polecam to miejsce ,fajny klimat,Lui i Alejandro ,sympatyczni i pomocni.W tle leci Roxete lub Bob Marley.A za lozko w dormie tylko 14 soli ze sniadaniem-kawka ,herbata,buleczki,dzem,maslo dwa omlety...pycha

środa, 25 kwietnia 2012

Lima - średnio przyjemnie


Niby takie mało ciekawe, niebezpieczne miasto z plażą śmierdzącą odchodami, a akurat bawiliśmy się całkiem całkiem... Stolica wciągnęła nas. Ale tylko na chwilkę, bo w tak mało przyjemnym miejscu trudno długo wysiedzieć. Jednak po białych kolonialnych miasteczkach, wąskich uliczkach, monotonnym jedzeniu itp. nowoczesna, tętniąca życiem, błyskająca światłami dzielnica Miraflores to swego rodzaju odświeżenie. Wokoło zapachy wszelkich kuchni świata, wielkie supermarkety, bary i KAWA! Taka dobra kawa z ekspresu. Nie wyobrażacie sobie jak ciężko znaleźć dobrą kawę i ile taka odrobina luksusu i cywilizacji może przynieść radości. 

niedziela, 22 kwietnia 2012

!!Jak nie pożar to powódź

Wlasnie!!Wrrr! W Torres del Paine mielismy pozar a teraz powodz w Iquitos gdzie strasznie chcelismy jechac juz w najblizszych dniach. Jest naprawde zle. Takiej powodzi ludzie w jungli nie widzieli od 20 lat. Poza duzymi podtopieniami i brakiem jedzenia dochodzi problem zagrozenia chorobami. W otaczajacej wodze plywa mnostwo smieci i martwych zwierzat. Jedna rodzina zglosila znalezienie w domu krokodyla. Pomoc jest zsylana przez rzad Peru oraz inne kraje. Na miejscu mozna sie zglosic do pomocy a z oddali przyslac pieniazki. Najwiekszy problem maja rybacy ktorzy stracili domostwa i w przeciwienstwie do farmerow nie maja wyzej polozonych chat. Wiele ludzi zyje w platformach na drzewach.
Zobacz opisy i zdjecia powodzi:
http://neilbrighton.typepad.com/distinct_reflections/2012/04/iquitos-flooding.html

sobota, 21 kwietnia 2012

Może 5822 ? Jednak 4600,też sukces :-)

Co oznaczają te liczby?Jeśli dopiszemy metrów nad poziom morza,to ta pierwsza to wysokość wulkanu El Misti, a druga to poziom na ,którym rozbija się base camp. A było to tak.Czytając co moge zrobić w okolicy Arequipy, oprócz Canionu Colca,znalazłam info że są dwa wulkany, Chachani i El Misti,na które sporo ludzi się wspina.Są trudne,ale chce spróbowć sił,chce sprawdzić jak będe się czuła na takich wysokościach .

Arequipa- Białe Miasto

Troche nie pisałam,bo wyskoczyło mi kilka spraw,raczej jedna, ale konkretna, bardzo pozytywna.Ale o tym, potem.
Co by tu skrobnąć o Arequipie? Przyjechałam tu w poniedzielałek, po 11 godzinach.Udało mi się kupić bilet na 21 z kompanii Expreso Cial.Polecam tego przewoźnika,bo za 30 soli dostałam klase cama ,koc,poduszke,kolacje,film dla chętnych,iii nie zamarzłam. Kierowcy autobusów w AP lubią podkręcić klime, brrrrr.


piątek, 20 kwietnia 2012

Dunes riders! - ujeżdżacze wydm

Huacachina to kupa piachu ni stąd ni zowąd i oaza w tejże kupie także ni przypiął ni przyłatał. Może właśnie dlatego to miejsce tak przyciąga. Laguna, palemki i alejki spacerowe, a wokół piach. Nic w sumie tu nie ma do robienia poza wspinaniem się na strome wydmy, podziwianiem widoków, zjeżdżaniem z piaszczystych gór na desce i najważniejsze relaksem w hamaku lub w basenie. Minusem miejsca jest to że jest drogo. Zwłaszcza jeśli chodzi o jedzenie. Udało nam się znaleźć małą przyczepę z kanapkami za 3 Sole zaraz przy drodze wjazdowej do miasta, ale po za tym za menu dnia trzeba zapłacić od 10 Soli.

środa, 18 kwietnia 2012

Z Archiwum X: Nazca

Miasteczko nieciekawe, ale całkiem przyjemne. Żeby zobaczyć słynne linie nawet samolotem wystarczy kilka godzin, dlatego turyści przemykają przez to miejsce jak duchy. My postanowiliśmy jednak zostać na jedną noc by zobaczyć co tu w trawie piszczy. O liniach każdy słyszał: to wielkie malowidła zwierzaków wygrzebane w pustynnym gruncie i wciąż nikt nie wie po co: kalendarze rolnicze; centra ceremonii szamańskich czy lądowiska UFO? Jest tego jeszcze więcej, więc każdy może sobie wybrać swoją teorię. Nasca to niewielka oaza na pustyni ze skromnymi niskimi budyneczkami i zakurzonym centrum. Poza licznymi hotelikami i naganiaczami z agencji miejsce zupełnie nieturystyczne.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Machu Picchu - marząc na jawie


Przybylismy zaraz na otwarcie i wyrzucono nas gdy zamykano. Inaczej nie moglismy. Zaginione miasto Inkow pochlonelo nas na dobre. O mglistych ruinach wie każdy: pojawiają się w marzeniach wielu ludzi, śnią się po nocach, wiszą na liście „rzeczy które muszę zrobić przed śmiercią”. Budzą emocje, jakich się nie zapomina przez całe życie. Są droższe niż jakiekolwiek muzeum w Europie, a wciąż odwiedza je około 3 milionów ludzi rocznie. Najsłynniejszy szlak wiodący do miasta Inków ludzie rezerwują z sześciomiesięcznym wyprzedzeniem. Niektórzy narzekają, ze niewarte są ceny biletu - inni kupują nawet dwa bilety, by cieszyć się miejscem jeszcze następnego dnia. Dzięki temu, że dotarłam tutaj po trzech dniach zmagań z mokrą błotnistą dżunglą i nieustającymi ulewami maszerując jednego dnia nawet osiem godzin mogłam naprawdę docenić niedostępność, piękno i majestatyczność jednych z najwspanialszych ruin świata.

Inka jungle: przez błoto i deszcz do Machu Picchu

Czterodniowa wyprawa na Machu Picchu zamieniła się w niemałe zmagania z dżunglą, deszczem, błotem, zablokowanymi drogami, mokrymi ubraniami, butami i zimnymi prysznicami. Nie ma jednak przygody jeśli wszystko idzie za łatwo. Także nie ma satysfakcji jeśli na drodze do celu nie pojawią się przeszkody, które trzeba pokonać. Cieszę się, że postanowiłam w ten sposób dostać się do Machu Picchu gdyż po trzech dniach zmagań z przeciwnościami losu nie ma lepszej nagrody niż piękna pogoda nad jednymi z najwspanialszych ruin świata.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Adios Cuzco .....

I przyszła pora ,żeby ruszyć dalej.Do Arequipy,białego miasta.Dziś chce złapać najpóżniejszy autobus,na noc.Yuris poradził mi,żebym pojechała na dworzec około 18, wtedy będe miała większą szanse na kupienie biletu w dobrej cenie,taniego.Podobno bus ma jechać 10 godzin,ale słyszałam ,że i bywa 12. Dla mnie ok,bo mam zarezerwowany hostel (niezawodny hostelbookers) więc na którą godzine przyjade to będzie dobrze :-)

piątek, 13 kwietnia 2012

Mgliste Machu Picchu :-)


Jak dostać się do Agua Calientes? Jest kilka sposobów: z przesiadkami w Santa Maria,Santa Teresa,pociągiem lub pieszo z Hidroelectrico do AC ,albo wycieczka z agencji albo wykupić tylko przejazd bezpośredni z Cuzco do Hidro i dalej na piechote lub pociągiem jak deszcz pada.Ja wybrałam trzeci sposób.Przez Yurisa,właściciela hostalu w którym mieszkam, kupiłam przejazd Cuzco-Hidro-Cuzco za100 soli.Na Plaza de Armas kilkunastoosobową grupą zapakowaliśmy się do busa i około 8 wyruszyliśmy.Droga jest przepiękna,zielone góry,po jednej stronie strome zbocza urwiska,a po przeciwnej przepaść i rwąca rzeka.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Inkaskie ruiny, wioski i ludowe tańce

To był jeden z tych dni kiedy człowiek czuje się spełniony, ale nie przytłoczony nadmiarem wrażeń. Ot idealne proporcje pomiędzy trekingiem, obcowaniem z kultura, lenistwem i dobrym jedzeniem. Najpierw parogodzinna przeprawa przez wioski, pola i inkaskie ruiny później wyśmienity obiad, a na koniec wieczór z tańcem ludowym. W sam raz! W końcu wybrałam się na spacer, który planowałam w drodze powrotnej z Pisaq (post Sacred Valley), ale przełożyliśmy go z  powodu złej pogody.

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Sacred Valley - Pisaq, inne fortece i inkaskie szlaki

Dotarlismy do zagubionych w gorach wiosek, malowniczych salin i inkaskich labolatoriow rolniczych. Zdobylismy nowych znajomych i smiem twierdzic byla to jedna z moich ulubionych mini wypraw. Polecam!! Po raz kolejny wybieramy się bez przewodnika. Zresztą po co? Transport jest łatwy a okolica zasługuje na nieco więcej uwagi i czasu niż tylko szybki przejazd przez najważniejsze atrakcje archeologiczne i sklepy z wełnianymi pamiątkami szumnie zwanymi wyrobami lokalnymi. Nasz plan jak zwykle to nie tylko zwiedzić Pisaq czy Olantaytambo, ale i poczuć tutejszy klimat: przewędrować drobne leśne ścieżki i inkaskie szlaki wtulone w malownicze wzgórza, spróbować tutejszej chichy z truskawkami i cieszyć się sielanką wioskowego życia.

sobota, 7 kwietnia 2012

Za kolejnym zakrętem szutrówki, za następnym zakolem rzeki :-)

W dniu powrotu do Cuzco doszliśmy do wniosku, że za wcześnie to nam się nie chce wyjeżdżać z Ollantaytambo i wymyśliliśmy, że pójdziemy do pobliskich wiosek,bo podobno nie daleko.Podobno,bo jak usiłowaliśmy się dowiedzieć ile jest kilometrów to raz słyszeliśmy 8,a raz 12, a kiedy indziej 25,niezły rostrzał :-).Grunt to dezinformacja ;-).Ale co tam, raz się żyje i poszliśmy.Droga wiodła pomiędzy pojedyńczymi gospodarstwami ,czasami konie parsknęły,takie wiejskie klimaty :-)


Ollantaytambo i Chinchero - ruiny,czerwone berety i wieczorna fotosesja.

Kolejną miejscowością do której pojechaliśmy było Ollantaytambo.Wąskie uliczki,domy wybudowane na inkaskiej podmurówce,dookoła przepiękne góry i ruiny miasta Inków.Z miejsca spodobało mi się :-) Od razu z dworca poszliśmy do hostalu La Nusti,Rafał i Żaneta poprzednio tu nocowali.Jak zwykle tanio,dodatkowo małe patio i widok na wzgórze z tzw. " kupą kamieni ".Postanowiliśmy, że zostaniemy tu dwie noce,nigdzie nam się nie śpieszyło,a poza tym jest sporo do zobaczenia.

piątek, 6 kwietnia 2012

Pisaq - katolicka procesja i inkaskie ruiny

Do Pisaq przyjechaliśmy póżnym popołudniem,po godzinie jazdy minibusem za 2,5 sola z małego dworca niedaleko poczty. Zadekowaliśmy sie w małym,tanim i całkiem sympatycznym przybytku Apu Linli ( 10 soli za osobe ).Hostal ma dobrą lokalizacje,zaraz przy przystanku na którym zatrzymują się busy z Cuzco itp.Od razu poszliśmy w miasto,a raczej miasteczko.Pisaq nie jest super atrakcyjnym miejscem, główny plac jest zawalony straganami,jak i boczne uliczki,istne targowisko próżności z kosmicznymi cenami. To co było dla nas ciekawe i zaskakujące to tworzone przez mieszkańców ,przed urzędem miasta i kościołem , " obrazy " z kwiatów ,coś w rodzaju hinduskiej mandali,jak się okazało na wieczorną procesje.


czwartek, 5 kwietnia 2012

Cusco - w szponach sępów

Od pierwszej sekundy na dworcu byliśmy rozrywani pomiędzy naganiaczami z hosteli a na koniec zostaliśmy świadkami jak sami się prawie pobili z powodu prawa do pierwszeństwa do nas czy coś takiego. Tak czy owak hostel mieliśmy zarezerwowany i szybko stamtąd uciekliśmy. Złapaliśmy taksówkę za 4 Sole i już wspinaliśmy się na jedno z pobliskich centrum wzgórz dzielnicy San Blas. Nasz hostel jest spoko ale bez rewelacji. Za to na ludzi trafiliśmy super. W pokoju mamy parę z Południowej Afryki, która zaczęła właśnie swoją prawie roczną podróż i jednego Afroamerykanina, który angielskiego uczył chyba w każdym egzotycznym miejscu na ziemi.

wtorek, 3 kwietnia 2012

Kanion Colca - zagubieni w tajemniczym ogrodzie


 Tym razem nasza podróż prowadziła od mglistej Arequipy, przez tereny wiecznego śniegu na wysokości 5 tys mnpm, kamieniste pustkowie, egzotyczne ogrody aż do palmowej oazy na dnie jednego z najgłębszych kanionów świata. Oczywiście znów zdecydowaliśmy się na treking bez przewodnika. Ułatwiliśmy sobie tylko sprawę z transportem i zamiast męczyć się z busem publicznym i dojazdem na dworzec o 3 rano wybraliśmy busik turystyczny.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Cuzco

Z Puno do Cuzco jechałam osiem godzin,a miało być siedem,tutejsza punktualność ;-).Polecam dzienny przejazd, krajobrazy za oknem są przepiekne: zielone wzgórza,ośnieżone szczyty gór,lepianki,stada owiec.A w międzyczasie zagaiła mnie Juliet,Peruwianka,wracająca po pięciu dniach pracy w Juliaca do Cuzco.I tak przegadałyśmy dużą część podróży po hiszpańsku tzn po jej i po mojejmu,ona mi opowiedziała o Cuzco i okolicach ,a ja o Polsce.Przesympatyczna kobieta. Na dworcu udało mi się zgadać z trójką Anglików i razem wzięliśmy taksówke do naszych hosteli.Za cały kurs zapłaciliśmy 12 soli,tylko 3 sole na osobe :-). Zamieszkałam w Yuris House Hostel w dzielnicy San Blas,na ulicy Pumapaccha 268,blisko Plaza San Blas,i jeszcze bliżej małego mercado .Dostałam łóżko w dwuosobowym dormie 15 soli,wifi, kuchnia na poddaszu, dla mnie super.Hostel prowadzony jeest przez bardzo fajne małżeństwo Yuris i Nancy