niedziela, 25 marca 2012

Isla del Sol - dwie twarze


O dodarciu do świętego jeziora Inków i Aymara -Titicaca marzyłam od dziecka. Położone jest ponad 3800 mnpm, z jednej strony zwieńczone ośnieżonymi szczytami, a na dodatek jest miejscem narodzenia pierwszych władców Inków oraz stworzenia słońca i księżyca. Wiedziałam że z roku na rok okolica staje się coraz bardziej turystyczna. W końcu tu jestem i muszę stwierdzić że to najbardziej turystyczne miejsce w całej Boliwii. Od ilości kolorowych sweterków, kożuszków, szaliczków kreci się w głowie.
Jak w Kambodży gromady dzieci biegają z drobiazgami na sprzedaż albo pozują ubrane w ładną sukienkę... Ech. Na szczęście północna część wyspy Słonca gdzie Viracocha stworzył słońce, księżyc i gwiazdy zachowała jeszcze swój nietknięty autentyczny charakter. Poza tym nie jest tak pięknie. Copacabana jest ładna ale tylko z zewnątrz, na pierwszy rzut oka. Wspaniała panorama z drogi z La Paz sprawia że człowiek zakochuje się w miasteczku. Na miejscu porywa bajeczne usytuowanie, bliskość jeziora, kolorowo ubrani ludzie ale chwile później w oczy rzuca się niesamowicie turystyczny klimat miasteczka. Tysiące naganiaczy na wycieczki, uliczne kantory, sklepiki ze sweterkami i ślicznie w drewnie zrobione klimatyczne turystyczne restauracje oraz najohydniejszy market jaki widziałam w tym państwie. Miasteczko szczególnie umiłowane przez wszelkie współczesne nurty pseudohipisowkie, żonglerzy, pożeraczy ogni, bębniarzy, wyrabiaczy biżuterii, dredziarzy i inne zakolczykowane kolorowe szaleństwo. Za turysta przyszedł także biznes i na ulicy wszędzie słyszymy „Marihuana? Coca?” W sumie nie pierwsze takie miejsce w naszej podróży. Jedne są rewelacyjne, inne odpychają. Wielkim plusem miasteczka i to trzeba przyznać jednogłośnie jest kuchnia. Pomijając turystyczne restauracje w centrum, na plaży idąc od centrum z lewej są małe straganiki z wyśmienitymi daniami. Tak dobrze przez cala Boliwię nie jadłam. Poza typowymi boliwijskimi daniami można tu dostać lokalne smakołyki czyli pstrąga na parę sposobów. Trucha (pstrąg), która kosztuje w sumie 20B (w centrum od 40B) jest zawsze świeża i rewelacyjnie przyrządzona. Zaszaleliśmy nie raz. Godne polecenia w miasteczku jest wdrapanie się pobliskie wzgórze i oczywiście zwiedzenie kościoła z czyniącą cuda figurą czarnej dziewicy. Podczas naszego pobytu ulgą od turystycznego napuszenia Copacabany była lokalna fiesta na plaży przy przystani. Wiele ludzi przybyło z całymi rodzinami na pikniki. Rozbrzmiewała muzyka i było kolorowo i wesoło. Przybyliśmy bardzo wcześnie bo z powodu strajków w La Paz o których pisałam w poprzednim poście postanowiliśmy złapać autobus turystyczny z hostelu o 5 rano żeby ominąć blokady tą ą porą. Na wyspę Słońca wybraliśmy się dnia następnego. Pierwsze wrażenia rewelacyjne. Challampampa jest małą wioską o niskich zabudowaniach. Nieco sprzedawców pamiątek, trochę malutkich przytulnych hosteli i domowych restauracji. Przyjemnie i swojsko. Północna część wyspy i spacer do labiryntu Chincana to wspaniała podróż pośród wiejskich chat, zabytkowych rolniczych tarasów, starożytnych ruin i magicznych symboli. Strefa wolna od handlu - uff. Wokoło pasły się osiołki, mogliśmy podziwiać cudowną linię wybrzeża i ośnieżone szczyty w oddali. Minęliśmy po drodze między innymi skałę Sagrada gdzie Viracocza stworzył słońce oraz położoną obok skałę Titicaca. Przygodny przewodnik który zbierał turystów z łodzi wytłumaczył nam; oczywiście po hiszpańsku; historię każdego zabytku, a także przedstawił przy okazji parę roślin leczniczych z okolicy. Na koniec w labiryncie Chincana zostaliśmy poddani ceremonii obmycia w świętym źródle, które ma nam przynieść szczęście. Zaraz koło skały Sagrada odchodzi ścieżką na południe wyspy. Im dalej, robi się coraz bardziej turystycznie. Znajdziemy na południu i wygodne hotele oraz drogie restauracje. W Escalinata de Yumani nie można się już odpędzić od dzieciaków z wisiorkami. Tutaj wzdłuż kamiennych schodów płynie cudowna woda. A u podnóża trzy strumienie odpowiadają wiedzy trzech narodów. Jeśli ktoś się napije z wszystkich trzech, posiądzie wiedzę Hiszpanów, Quechua i Aymara. Dalej na południe znajduje się świątynia słońca i jeszcze więcej turystycznych hotelików. Wyspa jest niesamowitym miejscem na relaks. Spokojnie klimatycznie i nieco magicznie. A każdy relaksuje się jak lubi. Plaża, gdzie ludzie biwakują nawet przez parę dni, wieczorem tonie w oparach tanio zakupionych 10 gramów marihuany.
Info:
Wstęp na południe wyspy: 5B; wstęp na północną część 10B
Łódź w jedną stronę: 20B; około  godzin na północną część; Całodniowy bilet: 30B w zależności od agencji zawiera różne opcje.
Copacabana:
nocleg: hostel Ojos de Titicaca, polecam. 40B z prywatną łazienką, wifi, śniadanie Av 16 de Julio.
Wyżywienie: stoiska na plaży na lewo od głównej ulicy. Pyszny pstrag 20 B
Isla del Sol: Noclegi na północy i południu od 20 B wzwyż
Transport: bezpośrednie autobusy do Cuzko, Arequipa oraz La Paz
do Puno o 13:30 i 18:00 30B ale nam się udało 25B
 









 


 Skala stworzenia slonca:



Copacabana:

 


 

 

3 komentarze:

  1. Super!!
    Ale czemu Was od czasu do czasu nie ma na tych zdjęciach?
    Pozdrawia Limanowa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pokazujemy sie czasem ale na wyspach mnie spalilo na raczka znow wiec sie nie pokaze i juz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widoki, zdjęcia świetne. Coraz dłuższe i ciekawsze relacje. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń