sobota, 24 marca 2012

Jak po grudzie z La Paz do Copacabany

Jesli myslicie ,ze latwo dostac sie nad jezioro Titicaca to sie mylicie.Tak sie zlozylo ,ze zgadalam sie z Zaneta i Rafalem  na dalsze wspolne podrozowanie,jakis kawalek.Postanowilismy ,ze razerm dotrzemy do Copacabany,oni byli juz na Wyspie Slonaca,ale chca zrobic sobie postoj i moga na mnie zaczekac.super.Spotkalismy sie na danym rogu  i wsiedlismy do micros ,do cemementario.Przyjechalismy i co uslyszelismy?Moze cos pojedzie okolo 16-17,moze...Dlaczego?Bo zablokowany wyjazd z La Paz ,akurat w tym kierunku.Demonstracja przeciwko prezydentowi.Ale stwierdzilismy ,ze sprobujemy jakos zakombinowac i moze sie uda nam wydostac,dzis.Zlapalismy busa do El Alto,zajechalismy po okolo 15 minutach,tyle ,ze wysadzono nas przed wiaduktem,wczesniej  i to znacznie.No coz dalej z buta.i co zobaczylismy? Pusta ulice,spalone opony,zero samochodow,tylko piesi i gdzie niegdzie rowery .Bosko.Czekalismy do 16 i zawrocilismy do przystanku gdzie mozemy zlapac autobus.Traf chcial ,ze pojawil sie rowno z nami,co to byla za radosc :-)
Ale to nie koniec,kluczylismy po oplotkach i wszedzie blokady.Dopiero puscili nas okolo 20,a w Copacabanie bylismy po 23,od razu poszlismy do hostalu San Cristobal,sprawdzonego poprzednio przez Wroclawian.Co to byl za dzien.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz