piątek, 30 marca 2012

Pływające wyspy Uros i kolorowa Taquila

Wiekszosc podrozujacych ,gdy dociera do Puno wybiera sie na dwudniowa wycieczke po wyspach na jeziorze Titicaca : Uros,Amantani i Taquila.Po przegladnieciu kilku relacji ,wysluchaniu tych co byli ,zobaczeniu zdjec doszlam do wniosku ,ze odpuszczam Amantani.KOMERCJA pelna geba,nie tego szukam,zdecydowanie mnie to nie interesuje.Wiem ,ze w dzisiejszych czasach trudno znalezc miejsca oryginalne,nie skalane przemyslem turystycznym,ale czasami udaje sie byc w takich zakatkach ,ktore jeszcze nie raza,gdzie jest jakas rownowaga miedzy pieniedzmi a tradycja.

czwartek, 29 marca 2012

W gościnie u ludzi jeziora Titicaca



Peru przywitało nas cukrowymi wyspami magicznego jeziora Titicaca, które szybko zamieniało się w sztormową otchłań. Na wyspach w desperackim powrocie do ciepłego łóżka musieliśmy pokonać podczas burzy i w zupełnych ciemnościach mokre kamieniste ścieżki poprzerywane urwiskami. Jakby tego było mało, biedna quechuańska rodzina która nas gościła okazała się nie mieć elektryczności. Cóż, whisky w rączkę i grzaliśmy się jak mogliśmy. A zapowiadało się tak dobrze. Przez granicę przejechaliśmy bardzo sprawnie, szybko znaleźliśmy pokój w Don Tito z prywatną łazienką i wifi w samym centrum. Panie z hotelu dały nam dobrą ofertę za jedno- jak i dwudniową wycieczkę po wyspach i wybraliśmy w końcu dwa dni z noclegiem na Amantani.

środa, 28 marca 2012

Sullistani


Dzis bylam w Sullistani.Tajemniczo to brzmi, a sa to wieze grobowe z okresu pre-inkaskiego i inkaskiego. Punktualnie o 14 przyszedl po mnie chlopak z agencji,poszlismy na glowny  plac ,gdzie czekal autobus i kilkanascioro turystow.Do miejsca przeznaczenia jedzie sie okolo 40 minut,mijajac wioski,pola uprawne,ale tego dnia pogoda nas nie rozpieszczala-zimno,wietrzno i deszczowo brrrr...


Boliwia praktycznie od Emi


Waluta: Bolivianos: 6.8 B=1US;
Podczas 29 dni pobytu wydawałam około 19 $US na dzień wliczając trzydniową wycieczkę z San Pedro de Atacama do Uyuni (70 tys CLP)
Jezyk: hiszpański; angielski: tylko w niektórych agencjach turystycznych ale lepiej niż w Argentynie
Internet: jest dość kiepski ale działa i jest prawie wszędzie: 2-4B/godzinę; Wifi jest rzadko i działa jeszcze gorzej
Bankomaty są dostępne w większych miastach bez problemu; nie widziałam w Copacabanie. W większości nie pobierają dodatkowych opłat. Maksymalnie wypłacić można w zależności od bankomatu 800 B (Tupiza) do 2000B i może więcej.

Nowy kraj - Bienvenido Peru!!!!

Od niedzielnego popoludnia jestesmy w Peru,w Puno nad jeziorem Tititcaca.Bardzo latwo sie tu dostac .Z Copacabany jest kilka polaczen na dzien,Zaneta,Rafal i ja zlapalismy busa o 13:30 (25 bob) i po trzech godzinach bylismy w Puno.Odprawa na granicy byla szybka i przyjemna. Na Terminalu Wroclawianie od razu kupili bilet do Cuzco na nastepny dzien,wycieczki po okolicach puno i jez. Titicaca robili dwa miesiace temu.Wzielismy motoriksze (kurs 3 sole) do plaza de armas i po 15 min dotarlismy do hostelu Cielo Andina na Pasaje Grau. Rafal z Zaneta nocowali tu przedtem ,tak wiec lokal zostal sprawdzony.
Ja dostalam pokoj 1-osobowy za 15 soli, a znajomi dwojke za 25 soli,z lazienkami i TV.A na poddaszu w pelni wyposazona kuchnia. Warunki bardzo dobre,sympatyczne i rodzinne miejsce. Zrobilismy szybkie zakupy na mercado:pomidory ,makaron, rum ......Rafal mial gotowac,ale tak wciagnal sie w segregowanie zdjec ,ze wszystko spadlo na nas ,na kobity. Spagheti wyszlo boskie,rum byl nie najgorszy ;-)

poniedziałek, 26 marca 2012

Boliwia - info praktyczne wg Magdy

Waluta 1 BOB ,1$-6,85 bob ( kurs kantorowy ),1euro-9,02 bob ( kurs BZWBK )
Z  bankomatu   Mercantilo Santa Cruz wyciągnęłam max. 2000 bob,bez dodatkowej prowizji.
Czas: godzina do tyłu w stosunku do czasu argentynskiego,tak więc po przekroczeniu granicy zyskujemy 1 godz i szanse na załapanie sie na poranny autobus do Tupizy czy Potosi,
Język hiszpański latynoamerykański,dla mnie bardziej zrozumiały niż w Argentynie czy w Chile.
NA 34 DNI POBYTU WYDAŁAM 610 $,18$ na 1 DZIEŃ


niedziela, 25 marca 2012

Isla del Sol - dwie twarze


O dodarciu do świętego jeziora Inków i Aymara -Titicaca marzyłam od dziecka. Położone jest ponad 3800 mnpm, z jednej strony zwieńczone ośnieżonymi szczytami, a na dodatek jest miejscem narodzenia pierwszych władców Inków oraz stworzenia słońca i księżyca. Wiedziałam że z roku na rok okolica staje się coraz bardziej turystyczna. W końcu tu jestem i muszę stwierdzić że to najbardziej turystyczne miejsce w całej Boliwii. Od ilości kolorowych sweterków, kożuszków, szaliczków kreci się w głowie.

sobota, 24 marca 2012

Wyspa Słońca

Po ciezkim dojezdzie nad jezioro Titicaca postanowilam ,ze poplyne pozniejsza lodka o 13:30,( 20 bob w jedna strone) bez zarzynania.Rafal dal mi namiar na fajny hostal ,bez nazwy,:no ostani dom po prawej. OK.Po dwoch godzinach dotarlam na wyspe i odrazu poszlam na kwatere,dostalam pokoj 2-osobowy,ale placilam tylko za siebie,20 bob,goracy prysznic przez 24 h,super !!!



Jak po grudzie z La Paz do Copacabany

Jesli myslicie ,ze latwo dostac sie nad jezioro Titicaca to sie mylicie.Tak sie zlozylo ,ze zgadalam sie z Zaneta i Rafalem  na dalsze wspolne podrozowanie,jakis kawalek.Postanowilismy ,ze razerm dotrzemy do Copacabany,oni byli juz na Wyspie Slonaca,ale chca zrobic sobie postoj i moga na mnie zaczekac.super.Spotkalismy sie na danym rogu  i wsiedlismy do micros ,do cemementario.Przyjechalismy i co uslyszelismy?Moze cos pojedzie okolo 16-17,moze...Dlaczego?Bo zablokowany wyjazd z La Paz ,akurat w tym kierunku.Demonstracja przeciwko prezydentowi.Ale stwierdzilismy ,ze sprobujemy jakos zakombinowac i moze sie uda nam wydostac,dzis.Zlapalismy busa do El Alto,zajechalismy po okolo 15 minutach,tyle ,ze wysadzono nas przed wiaduktem,wczesniej  i to znacznie.No coz dalej z buta.i co zobaczylismy? Pusta ulice,spalone opony,zero samochodow,tylko piesi i gdzie niegdzie rowery .Bosko.Czekalismy do 16 i zawrocilismy do przystanku gdzie mozemy zlapac autobus.Traf chcial ,ze pojawil sie rowno z nami,co to byla za radosc :-)
Ale to nie koniec,kluczylismy po oplotkach i wszedzie blokady.Dopiero puscili nas okolo 20,a w Copacabanie bylismy po 23,od razu poszlismy do hostalu San Cristobal,sprawdzonego poprzednio przez Wroclawian.Co to byl za dzien.

czwartek, 22 marca 2012

Czarna Boliwia i królestwo lenistwa

Tym razem uciekając przed chłodem i tłokiem La Paz zagłębiliśmy się w subtropikalną dżunglę Yungas by dotrzeć do wtopionej w zielone wzgórza wioski Coroico. Tam zostaliśmy przymuszeni do lenistwa i „nic nie robienia” albo do ogólnowioskowej alkoholizacji. W przerwie miedzy siestą a fiestą pochłonęło nas odkrywanie zapomnianej przez świat i pomijanej przez boliwijski rząd społeczności Afro-Boliwijczyków. W sam raz jak dla nas:)

La Paz - jako stolica

W stolicy politykę czuć na każdym rogu. Tylko ktoś lekceważący otoczenie nie zauważy wręcz kipiącej atmosfery. Policja stoi przy głównym placu w każdej chwili gotowa zamknąć dostęp do rządowych budynków. We wszelkich sprawach przyjeżdżają ludzie z różnych prowincji i zamykają się koczując całymi rodzinami w namiotach przy głównych placach czy ulicach. Strajkują lub zbierają podpisy pod petycjami. Jak nie protesty, to strajki i parady. Co chwila rozbrzmiewa rytmiczny werbel i głośne okrzyki. Jak nie lud, to kolorowa wojskowa parada. Jak nie polityczna sprawa, to religijne obrzędy. Miasto żyje publicznymi zgromadzeniami. Jeden strajk utrudnia nam przedostanie się do Copacabany. Ludzie prostestują w El Alto przeciwko rosnącym cenom transportu. Nie przepuszczają autobusów, więc zobaczymy jak to będzie :) Próba generalna jutro o 5 rano. Do Tiwanaku zdecydowaliśmy nie jechać. Według wszelkich opinii miejsce ciekawe tylko dla fascynatów archeologii, a bilet wstępu to 80 B (ponad 10$).

środa, 21 marca 2012

Sapa phaxsi aruskipt´awi ;-)

Nie dosc ,ze mozna sobie polamac jezyk, to nie wiadomo ki czort.Ja tez nie wiedzialam,ale wyjasniono mi co do czego ;-) .Dzisiaj rano idac przez plaze SF zobaczylam sporo ludzi w kolorowych strojach,stojacych w kregu,po srodku wysuszona lame i telewizje.Cos waznego.Zaczepilam dziewczyne ,ktora pracuje w Muzeum San Fransisco (ciezko byloby nie zauwazyc napisu na kamizelce) o co chodzi ?,Mieszanka angielskiego z hiszpanskim opowiedziala mi, ze jest to rytual podziekowania Matce Ziemii za zwierzeta i  plody rolne, praktykowany przez andyjskie plemiona  Indian.


Hokus pokus na księżycu

To wszystko mozna znalezc w La Paz lub w bliskiej okolicy.Ale od poczatku. Tak za bardzo to nie mialam planu co zrobic wczoraj  ,ale po spotkaniu z Czechami  ( tym razem odpuscilismy rum ;-)), ktorzy mi troche  opowiedzieli co widzieli w sasiedztwie, pojawil sie pomysl :-). Postanowilam ,ze przed poludniem pojade do Valle de la Luna,a potem pojde na Targ Czarownic.

poniedziałek, 19 marca 2012

La Paz - miasto czarownic i marketów


Najwyżej na świecie położona stolica nie jest moim ulubionym miejscem w Boliwii. Trzeba przyznać że wspinające się po wzgórzach i wbijające się w klify miasto robi niesamowite wrażenie. Jednak poza panoramą, którą najlepiej podziwiać z El Alto, nie ma wiele do zaoferowania. Głośne, tłoczne, pełne turystów, pozbawione klimatu miasto. Razem z Maxem tęsknimy za Sucre. Przyjechaliśmy nocnym autobusem wcześnie rano i po ogrzaniu się ciepłą kawką na dworcu powędrowaliśmy do hostelu Bacoo, który zarezerwowałam wcześniej by się nie włóczyć długo po mieście.

niedziela, 18 marca 2012

Perypetie z hostelem, spotkanie na markecie, ciąg muzealny :-)

Tak jak wcześniej pisałam, dziś miałam zmienić pokój na jedynkę. Miałam. A stanęło na tym, że zmieniłam hostel. Rano grzecznie spytałam chłopaka w recepcji, kiedy mogę przenieść swoje  rzeczy, to usłyszałam, że nie wiadomo czy maja wolny pokój itp, kręcenia na maxa, jak nie wiadomo o co chodzi to biega o kasę. Trochę się wkurzyłam i poszłam do hotelu Alsigol, dosłownie drzwi w drzwi. I bez problemu dostałam pokój z łazienką na korytarzu za 40 bob, po zniżce 5 bob za więcej noclegów. Ciche, przyjemne miejsce, po remoncie. Szybko przeniosłam się.

La Paz

Podróż boliwijskimi autobusami jest zimna jak cholera. Nie dało się spać. Następnym razem zawinę się w śpiwór, pitolę to. A do tego przyjechaliśmy prawie punktualnie, na nieszczęście, przed 6. Jak jest o tej porze w La Paz? Ciemno i ziiimnoooo. Założyłam kurtkę i rękawiczki i przeczekałam do około siódmej, nie było sensu wcześniej iść do hostelu. Na szczęście Plaza San Fransisco jest bardzo blisko, 10 minut z buta i to z górki. Na ulicy Murillo znalazłam Hostal Jacha Inti, w innych jedynki były zajęte .Lubie zadekować się w dormie, można poznać fajnych ludzi, ale czasami potrzebuje przestrzeni tylko dla siebie.W tym hostelu wzięłam tanią dwójkę za 50 bob i dogadałam się, że na kolejne noce przeniosę się do jedynki za 40 bob. W zasadzie chodziło mi o to, żeby jak najszybciej wziąć gorący prysznic i pójść spać. Po kilku godzinach byłam w miarę do życia :-))

piątek, 16 marca 2012

Przez bezdroża Boliwii bez mapy


Mówiono nam, że się zgubimy, że nie znajdziemy transportu do szlaku, szlaku ani noclegu. Straszono nas wezbranymi rzekami, nieprzejezdnymi drogami a nawet powieszeniem przez tubylców, bo takie zdarzenie podobno miało miejsce tydzień temu. Jedyne ciężko zebrane informacje zniknęły magicznie z kartki papieru. Papier jest, a ślad po długopisie to tylko plama, w dodatku na suchej kartce. Hmm.. I jak tu znaleźć drugiego odurzonego alkoholem przewodnika który się zgodzi cenne informacje zdradzić? Tak czy owak, pomimo wszelkich znaków na niebie i ziemi spakowaliśmy coś przeciwdeszczowego, trochę jedzenia i jeden śpiwór - bo tylko jeden mamy (tak na wszelki wypadek) i wyruszyliśmy.

czwartek, 15 marca 2012

Pora wyruszyć dalej :-)

Czas skończyć urlop od podróżowania .....fajnie to brzmi :-) .Wczoraj tak mnie naszło,a może już pojechać dalej ? Sucre to świetne miejsce na oddech,przerwe. Ciesze się ,że właśnie tu pomieszkałam dłużej,jakby nie patrzeć ponad dwa tygodnie. Ale ciekawi mnie, to co jest za kolejnym zakrętem ,tak więc jutro, póżnym popołudniem , wyruszam do La Paz. Udało mi się kupić bilet na autobus z klasą semi-cama za jedyne 70 bob i podobno ma jechać 12 godzin. Ale dowiedziałam się od spotkanych backpakersów , że tak naprawde to około 14. Dla mnie ok,im póżniej przyjade tym lepiej ,szwędanie się po mieście,i to jeszcze La Paz, bladym świtem to średnia przyjemność. W stolicy trzeba bardziej uważać.To i pare ciekawych wskazówek związanych z dalszą podróżą podpowiedziała mi Polka,Asia,która wprowadziła się na kilka dni do mojego dormu.Asia mieszka od ponad 10 lat w USA,w San Francisco,i przed powrotem do Polski wyruszyła w ponad półroczną podróż po AP,od Kolumbii do Boliwii.Fajnie było pogadać po polsku :-)

poniedziałek, 12 marca 2012

Tarabuco - spotkań z kulturą ciąg dalszy


Wioska słynie z niedzielnego marketu. Strasznie o nim głośno w każdej agencji i przewodniku a tu market jak market – nic specjalnego. Spodziewałam się czegoś więcej. W sumie wszystkiego więcej. Więcej tkanin, więcej ludowych strojów, więcej kolorów, więcej taniego lokalnego żarcia, nawet więcej turystów. Tak czy owak wyprawa za miasto zawsze się przyda. A kontaktu z kulturą nigdy za wiele. Pojechaliśmy transportem publicznym. Zaraz po śniadaniu czyli sałatce owocowej na markecie central wsiedliśmy w mikro linii C które zawiózł nas na przystanek busów do Tarabuco.

niedziela, 11 marca 2012

Urlop trwa .... :-)

Już prawie dwa tygodnie jestem w Sucre,aleeee ten czas leci :-) . W dalszym ciągu mieszkam w Backpakers hostal ,idealnie się wstrzeliłam.Bardzo polubiłam to miejsce,cisza,spokój,leżak na dziedzińcu,więc nie chce zmieniać na inny przybytek .W moim dormie też są długodystansowcy tacy jak ja ,Brad z Australii i Tama z Japonii .Podróżują po kilka miesięcy na północ AP różnymi ścieżkami.Reszta współspaczy zmienia się ,niektórzy zostają na jeden dzień, a inni na dwa,trzy i jadą dalej .A no i jakoś tak się złożyło ,że z chłopakami chodziłam do tej samej szkoły, na lekcje hiszpańskiego. A propos nauki.W piątek skończyłam 20- godzinny kurs.Oczywiście nie można nauczyć się nie wiadomo ile i czego w tak krótkim czasie, ale dostałam niezły zastrzyk nowych słów i gramatyki.Uważam, że to dobrze zainwestowane pieniądze w siebie,w sumie nieduże ,tylko 90$ .

Czas sie odchamić: boliwijski teatr! - Sucre (3)


Ballet Folklorico de La Paz dziś dawał popis w Sucre. Co za szczęście! - kolejna okazja na spotkanie z Boliwijską Kulturą. Taniec, muzyka i bilecik tylko 20 B więc grosze a na dodatek możemy zwiedzić Teatro Gran Mariscal od środka. Przedstawienie było typowo południowo-amerykańskie: żywiołowe, kolorowe, po prostu rewelacyjne. Gdyby jednak popatrzeć od strony technicznej to tak kiepskiego oświetlenia i nagłośnienia nawet w Limanowej nie widziałam chyba od  czasów dzieciństwa. Widać tak to robią w Boliwii :)

sobota, 10 marca 2012

Więc o co chodzi z tym Sucre (2)


Sucre to idealne miejsce by zostać na dłużej, nie tylko by odpocząć ale spędzać ciekawie czas pomiędzy wycieczkami w okolicę, obżarstwem i szalonymi zakupami na trzech marketach, lekcjami hiszpańskiego, salsy oraz by odbyć tak obecnie modny - wolontariat w sierocińcu. Jest naprawdę co robić. Samo miasto jest dość ciekawe i przyjemne choć w godzinach porannych i wieczornych strasznie tłoczne. Żyje się tutaj według typowego południowoamerykańskiego zegarka czyli ze sjestą od około 12 do 15 gdy prawie wszytko jest zamknięte i ulice pustoszeją.

Yotala - wyprawa w poszukiwaniu pijalni chichy


Co za dzień! Pojechaliśmy w nieznane, wchodziliśmy w tajemnicze wąskie uliczki, piliśmy chichę, uczyliśmy się języka Quechua, wspinaliśmy się pomiędzy kaktusami na malownicze wzgórza i wszystko po to by być jeszcze bliżej boliwijskiej kultury i jeszcze bardziej cieszyć się podróżowaniem. Bo my lubimy kosztować i odkrywać. Sucre to fajne miasto tylko warto się z niego czasem wyrwać, po drugie życie w wioskach jest bardziej autentyczne. Po trzecie chcieliśmy spróbować tego sławetnego napoju alkoholowego z przeżutej i sfermentowanej kukurydzy :)

środa, 7 marca 2012

Recoleta i igranie z ogniem na markecie - Sucre (1)


Przyjechaliśmy, zobaczyliśmy i tak już zostaliśmy. Zresztą tak było w planach. Lenimy się już tutaj parę dni i wciąż odkrywamy nowe ciekawe miejsca. Oczywiście najważniejsze dla udanego odpoczynku to dobre jedzonko i miejsce na udany relaks. Pierwsze znaleźliśmy na markecie centralnym drugie na wzgórzu przy muzeum Recoleta. Milutki hotelik mamy zaraz przy markecie czyli tylko parę kroków by znaleźć się w centrum wydarzeń miasta. Market jest olbrzymi i mój ulubiony w całej podróży.

poniedziałek, 5 marca 2012

Sucreńska niedziela

Co się dzieje w niedziele w Sucre?W zasadzie to nie za dużo, jest cisza i spokój.Ulice są opustoszałe,gdzie nie gdzie śmigne samochód , pojawiają się pojedyńczy sprzedawcy soku z pomarańczy ,czy też turyści -ale spora ich część pojechała na targ do Tarabuco -a zazwyczaj w poniedziałek czy w piątek jest niesamowity ścisk i tłok.To się nazywa boliwijska,niedzielna siesta .

niedziela, 4 marca 2012

Potosi - najwyżej położone miasto na świecie

Potosi jest położone na 4070mnpm i w sumie ciężko znaleźć płaski kawałek terenu w mieście gdyż jest rozlane po wzgórzach i zwiedzanie łączy się z nieustannym wchodzeniem w gorę i schodzeniem w dół. Dobrze że już w miarę przyzwyczailiśmy się do wysokości podczas ostatnich wojaży przez północne Andy. Centrum jest dość przyjemne z kolorowymi zabudowaniami i wąskimi uliczkami, ale jednak dużo za tłoczne. Ciężko przejść przez ulicę gdyż samochody jadą jeden za drugim.

Kopalnia w Potosi - pośród górników diabła

W Potosi wydarzenia nabrały dziwnego tempa i ni stąd ni zowąd znaleźliśmy się przy kamiennym posągu bożka El Tio gdzieś głęboko w kopalni popijając z górnikami wysokoprocentowy alkohol z plastikowej buteleczki. A miał to być spokojny dzień na relaks po nocnym autobusie. Tymczasem zaraz po dostaniu się do centrum i znalezieniu hostelu z miejsca o 8 rano zostaje nam na twarz rzuconą ofertą wycieczki do tutejszej kopalni. Szybko szybko bo piątek! no tak!

sobota, 3 marca 2012

Urlop w Sucre

Od kilku dni jestem w pierwszej stolicy Boliwii,Sucre.Czas na dłuuuuższy pobyt,a jak długi ?A tego to ja sama nie wiem ,może kilka tygodni? Kto wie ;-) Napewno będe musiała przedłużyć wize na kolejne 30 dni,na szczęście urząd imigracyjny mam nie daleko.
Troche o mieście.Sucre jest całkiem spore, ponad 200 tys ludności,przedmieścia typu blokowiska,a centrum zabytkowe.Gdzie można znależć mieszankę stylów: kolonialnego i neokolonialnego .

czwartek, 1 marca 2012

Tupiza - na dzikim boliwijskim południu


Do Tupizy dojechaliśmy nad ranem po całej nocy w autobusie. Na nasze szczęście autobus jechał 4 godziny dłużej i zajechaliśmy o normalnej godzinie a nie o 3 w nocy. Pokój z łazienką za jedyne 70B znaleźliśmy zaraz przy dworcu. Wielki czerwony budynek z miłą obsługą. Po Argentynie takie ceny to rewelacja i łazienka w pokoju - to się nie zdarzało. Max zakochał się w mieście od pierwszej chwili. Zresztą miasto przyjemne, otoczone czerwonymi skałami, ludzie bardzo mili, a na piętrze central market wyśmienita kuchnia.