czwartek, 23 lutego 2012

San Pedro de Atacama - oaza na pustyni


Na wyprawę do San Pedro de Atacama czekałam z niecierpliwością. Oaza na środku pustyni - jak to będzie wyglądać? Na początek przeprawa przez góry, doliny i płaskowyże z Salty do Chile. Widoki po drodze zapierały dech w piersiach, zresztą nie tylko widoki bo wysokość także dała się we znaki. Po drodze minęliśmy jeszcze raz wzgórze siedmiu kolorów i po opuszczeniu zielonych terenów skierowaliśmy się w kierunku salin - pustyń i jezior solnych.
Dalej przed nami tylko płaska przestrzeń, kurz i żwir, a gdzieś w oddali wyrastające znikąd ośnieżone szczyty. Posterunek graniczny Chile znajduje się na początku miasta San Pedro. Po ponad godzinnej przeprawie zostaliśmy wpuszczeni w zakurzone uliczki. Oaza wygląda jak wyglądać powinna. Kawałek zieleni pomiędzy rudą pustynną nicością. W wiosce niska prosta zabudowa a wszędzie wdziera się pustynny piasek. Tylko trochę turystycznie: dziesiątki sklepów z pamiątkami i restauracji. Dla mnie i tak wioska trzyma fason i klimat jest niepowtarzalny. Zresztą zobaczcie na zdjęciach. Minusem jest tutejsza drożyzna - straszne! Szukaliśmy noclegu dość długo, co nam się jeszcze w Ameryce nie zdarzyło. Oprócz głównych ulic jest kompletnie ciemno, dlatego poszukiwania były coraz trudniejsze, a nie chcieliśmy płacić 20tys za pokój. Na szczęście ludzie bardzo mili i pomocni . Każdy zapewniał że miasto jest bezpieczne nawet w najciemniejszej uliczce. Miejsce w 100% utrzymuje się z turystyki - więc jak inaczej? turysta to świętość. W końcu kiedy byliśmy już prawie zrezygnowani gdzieś za cmentarzem z zupełnej ciemności wyłonił się afisz Mamut hostel. 6 tys za łóżko w trzyosobowym pokoju - super! Atmosfera także rewelacyjna. Wszystko wygląda zresztą jak w całym mieście, ot takie małe typowo latynoskie pueblo. W środku na podwórzu miejsce na ognisko, a wokół hamaczki - tylko się hustać! Dookoła miasta pustynne wzgórza i ośnieżone, dymiące szczyty wulkanów. Yeah! Rewelacyjne miejsce i rewelacyjni ludzie. Jak ja się ciesze z powrotu do Chile.
Info:
Noclegi: średnio ok 7-8tys; Mamut hostel: 6 tys-super klimat; niedaleko cmentarza w dzielnicy Conde duque. Zaraz obok Backpacker san pedro: 8 tys
Jedzenie jest strasznie drogie: makaron: 700CLP; chleb: 1300/kilo; pasztet: 400CLP warzywa taniej można kupić pod cmentarzem na mini markecie: kilo pomidora: 700CLP; banany: 800/kilo






  A to widok nad naszym hostelem:

Droga do San Pedro z Salty;






2 komentarze: