sobota, 4 lutego 2012

Pucon - na skraju szaleństwa


Zmieniliśmy datę naszego autobusu do Santiago tyle razy, że pani w okienku znała nas na pamięć. Na szczęście zmiana nic nie kosztowała. Bo jak tu nie zostać dłużej i dłużej. W Pucon nudzić się nie można czy w dzień czy w nocy. Miasteczko żyje 24 godziny na dobę i zupełnie nie mam pojęcia jak ja to odeśpię. Samo miasteczko jest dość turystyczne, ale całkiem przyjemne. Taki kurorcik z drewnianymi zabudowaniami położony między jeziorem a majestatycznie ośnieżonym wulkanem Villarica.
Zatrzymaliśmy się w hostelu Wohlenberg zaraz przy dworcu jac-bus (ścisną w ścianę) -strzał w dziesiątkę! Bardzo przyjemne miejsce ze wspaniałymi ludźmi za 7000 w samym centrum. Eryk-właściciel o polskim nazwisku jest bardzo pozytywnym i pomocnym człowiekiem: mi casa es su casa zawsze mówi. Nasz pobyt zaczęliśmy spokojnie od spaceru po mieście i plażowania na czarnych piaskach. W końcu robi się naprawdę gorąco i można bez odmrożeń kapać się w jeziorze-jupi yeah! Później z znienacka porwał nas szal Pucon'u. Atrakcji w okolicy jest ilość niezliczona od numeru jeden którego nie mogłam sobie odpuścić czyli wspinaczki na villarice (w następnym poście) poprzez trekkingi w parku Huerquehue, gorących źródeł, rafting na każdym stopniu zaawansowania, wspinaczki, paintball itp do wszelkich sportów wodnych. Pragnę zauważyć ze nie wiem dlaczego jazda na dmuchanym bananie przyczepionym do motorówki nazywana jest także sportem wodnym hihi. Dodatkowo podczas naszego pobytu odbywał się Festiwal Jazzowy i dni Pucon wiec ilość atrakcji gwałtownie zwrosla. Rożnego rodzaju imprezy na plaży, markety lokalnych przerownosci i... niedoczekany w Castro festiwal piwa! Eh szaleństwo! Przez urząd miasta organizowane jest także darmowe zwiedzanie z przewodnikiem od którego można się dowiedzieć dużo o historii miasteczka, kulturze i wyrobach lokalnych. Każdego dnia o 8 rano i 16. Wybraliśmy sie także nad jezioro Caburgua a po drodze  na wodospady Ojos del caburgua. NIe marnowaliśmy tu czasu. Wieczorem festiwal jazzu snu 4 godziny bo o 4:30 zaczynamy treking na villarice po powrocie obiad i lecimy na festiwal piwa następnego dnia z rana lecimy gdzieś dalej! NA festyn przyjechaliśmy na przyczepie samochodu złapanego na kciuka. Nie ma to jak w dobrym stylu zajechać na biesiadę. Na miejscu zaczęliśmy kosztować piw rożnego przenajrozmaitszego rodzaju i nawet takich o jakich mi się nie śniło-rozpusta!!! Piwa malinowe, jagodowe, czekoladowe, kawowe a nawet eukaliptusowe!!! Degustacja za darmo w bardzo małych ilościach ale jak się przejdzie przez około 20 stoisk a na każdym jest po 3-5 piw.... Były także wyśmienite piwa belgijskie i niemieckie ale piwa chilijskie w edycji specjalnej zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. po prostu wyśmienite. Max zaprzyjaźnił się z paroma barmanami wiec lano mu "degustacyjnie" pod lada pełne kufle. Do tego mieliśmy przyjemność słuchać zespołów chilijskiej muzyki popularnej. Festiwal może nie największy ale zabawa super. Na koniec wieczoru albo wręcz na początek poznaliśmy dwie Polki Asie i Darie podróżujące przez Chile stopem. Nocują u kolegi z Couchsurfinguktórych udało nam się poznać i zostaliśmy porwani w chilijską długą noc w Pucon.

Info:
Nocleg: hospedaje Wohlenberg ulica Palguin kolo jac-bus; 7000-takie tu ceny; polecam
Transpot: Wszystkie autobusy spod naszego hostelu prawie: 1) Pucon-Ojos del Caburgua: 700; Ojos.del C.-Lago caburgea:600;co ok. pół godziny 2) Pucon -Park Huerquehue 2000; 8:30 powrotny 17:10;
Wstep: Park Huerquehue: 4tys; gorące źródła 3tys-5tys; Ojos del Caburgea: 500CLP







 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz