środa, 29 lutego 2012

Nierealne krajobrazy Uyuni

Dnia trzeciego docieramy do miasta Uyuni zwiedzając po drodze cmentarzysko pociągów. Miejsce zostało zmienione w plac zabaw. Jest ciekawie głównie z powodu możliwości powspinania się i poskakania  po wszystkich olbrzymich metalowych maszynach. Na solną pustynię dotarliśmy w sam raz na lunch tylko pustynia okazała się jeziorem. Jak okiem sięgnąć woda i woda a gdzieś na horyzoncie majaczą wzgórza. Mnie się podoba tym bardziej.
Wody wcale nie jest dużo, tak po kostki a tafla wody jest prawie jak lustro tworząc niesamowity krajobraz. Oczywiście broczymy w wodzie na bosakach i podczas lunchu i podczas robienia zdjęć. Kryształy soli nie są zbyt przyjemnym gruntem, ale czego się dla zdjęć i schabowego nie zrobi. Właśnie! Dostaliśmy dziś schabowe takie jak polskie. Mniam! Szalonych zdjęć więcej podepnę jak mi ekipa przyśle bo częściej uczestniczyłam niż robiłam :)
Po powrocie do miasta pozwiedzaliśmy okolice zostawiając plecaki w agencji. Jeszcze ostatni raz przed rozstaniem poszliśmy z naszymi nowymi znajomymi na kolacje. W końcu normalne ceny! Za ćwiartkę kurczaka i frytki tylko 14 Bolivianos! (około 2$) Także nie ma problemu z zakupem biletów na autobus i o 8mej wieczorem zapakowaliśmy się w drogę do Tupizy. Atmosfera na dworcu – jeśli tak można nazwać ulice w środku miasta zapełniona ludźmi autobusami i spalinami - była na skraju szaleństwa. Ciemno, nic nie widać i nikt nie wie gdzie nasz autobus. O peronie można pomarzyć. W końcu ktoś zawołał, że na końcu ulicy i cały tłum ruszył w danym kierunku. Jedno wielkie zamieszanie. Bagaże każdy wrzuca sam do bagażnika, później ktoś przekłada, miesza. Biletów nikt nie sprawdza. Ech, jest klimacik. Bus stary rozpadający się ale wciąż przyjemniejszy niż niejeden polski autokar. Przed nami pierwsza, w dodatku nocna trasa w boliwijskim autobusie.
 solna piramida ktorych miliony mielismy pod naszymi biednymi stopami
 Tak wlasnie to wyglada:
 Nasz ostatni lunch: Brodząc po kostki w wodzie




Sol wszedzie sol i wiecej soli:
 
Pociagi:


 Uyuni - całkiem przyjemne miasteczko:


1 komentarz: