poniedziałek, 23 stycznia 2012

Eco, hippi, hamak... El Bolson

Tego mi było trzeba, miejsca gdzie można odpocząć od świata (ok, jest wifi, ale często nie styka :-)), bujając się w hamaku. Po prawie 30 godzinach w autobusie z El Chalten, ok baaardzo wygodnie, jeść dają i filmy puszczają, ale mimo wszystko to autobus, Agustin odebrał mnie na krzyżówce w El Bolson, krótka wycieczka starym pegout po mieście: bank, apteka, informacja turystyczna i na końcu casa w lesie blisko rzeki Quemquemtreu. La casa del Viajeros znalazłam przez net, sprawdziłam opinie na tripadvisor - same dobre, i znowu strzał w dychę.

Kawałek od Av.San Martin dwa domki,trzeci rodziny właściela,wśród pinii,kilka hamaków i spokój.Poznałam Delphin,Francuske która już dwa tygodnie tu mieszka,pomaga Agustinowi ogarnąć sytuacje,Sussie i Daniela , Argentyńczyków którzy na co dzień mieszkają w Bariloche,a tu są bo lubią,Javier informatyk który nie cierpi Buenos Aires i tu ucieka po odmiane.Towarzystwo super,nauka hiszpańskiego (Del, thanks for notes) pizza z grilla o 23,piwo domowej roboty,dlaczego nie?
A w El Bolson warto pójść na Feria-targ tutejszego rękodzięła i eco-przetworów,który odbywa sie 3 razy w tygodniu we wtorki,czwartki i soboty.Dużo ciekawych rzeczy,jak się długo podróżuje to największy ból jest kiedy nie można kupić tyyluuuuu fajnych gadżetów.






A dookoła góry ;-)


1 komentarz:

  1. kup gadzety i wyślij dhl ;P, pozdróffkowo , A.

    OdpowiedzUsuń