piątek, 9 grudnia 2011

Prangadanan, ostatni stop na Jawie :-)

Do tej nadmorskiej miejscowości dojechałam po 9 godzinach jazdy, szybka zmiana klimatu z niemal wysokogórskiego w Dieng na tropiki dała mi w kość, byłam totalnie wypompowana. Ale parę godzin snu i po sprawie.To miejsce jest dla mnie już ostatnim przystankiem na Jawie, tak na oddech po dość intensywnym tourze po tej wyspie, więc na luzie, bez pośpiechu. Później to już tylko lotnisko w Jakarcie.


Co mozna robic w Prangadanan?Plaza?Owszem sympatyczna,czysta (w porownaniu do Loviny na Bali,gdzie byl syf),i bezludna.ehhh.



Wiecie ,to nie dla mnie :-).Wiec wybralam sie na koniec miasteczka do rezerwatu Pananjung.Calkiem dobrze zorganizowane miejsce,troche info po angielsku,owszem sciezki wybrukowane,ale spoko,to nie to co w Chinach :-).Dzungla-znowu zielonosc na maksa,makaki,czarne gibony,malutka plaza,jaskinie.Mozna
spedzic pare ladnych godzin,a bilet wstepu tylko 7 tys rupii :-)








    A popoludniu tak sie szwendajac po miejscowosci,skrecilam w jedna uliczke ,pozniej druga i trafilqm do sympatycznej kawiarni ,nie minelo 5 minut juz mialam znajomych.Poznalam bardzo ciekawa kobiete,Indonezyjke-Risme,ktora tak sobie kursuje pomiedzy  Jawa z ktorej pochodzi,Japonia gdzie jej maz pracuje a Niemcami gdzie pomieszkuje.Pogadalysmy o wszystkim i o niczym,akurat wrocila z haji,czyli pielgrzymki do Mekki.Niesamowite bylo to ze stwierdzila ze zabiera mnie do pewnej wioski,nie uznaje sprzeciwu,i w jednej chwili zorganizowala dwa skutery z kierowcami i pojechalysmy.Tak jak kazdy dobry muzulmanin zajmuje sie biednymi,wspomaga datkami.Okazalo sie ze w tej wiosce ma kilku podopiecznych i odwiedzilysmy rodzine ktora ma niewidome go chlopca.Risma co  jakis czas daje pieniadze na leki,szpital itp.Niezwykle spotkanie,czlowiek nigdy nie wie kogo  natknie sie w podrozy.


          

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz