wtorek, 6 grudnia 2011

Dieng, przecudnej urody okoliczności przyrody :-)



Po raz kolejny opadła mi szczęka znaczy się żuchwa, co ta Jawa robi, no nie? W ciągu pięciu godzin udało mi się dotrzeć do wioski Dieng, z dwiema przesiadkami,w Magelang i Wonosobo.Trasa do Wonosobo tak sobie ale zaraz po wyjeździe z miasta no po prostu bajka. Droga pnie się coraz wyżej, zakręca raz w prawo raz w lewo, a dookoła wzgórza usiane uprawą tarasową, i ta zieleń na maksa zielona.


Po przyjezdzie do wioski szybko znalazlam miejsce do spania sympatyczny losmen,tani pokoj za jedyne 50 tys.i co najwazniejsze w lazience w stylu europejskim jest goraca woda.Mezczyzna ,prowadzacy to miejsce ,objasnil mi co gdzie moge zobaczyc,to co blizej to na pieszo a ta dalsza czesc np skuterem z kierowca.Super.Sama miejscowosc jest polozona wzdluz drogi do Batur,po obu jej stronach,niska zabudowa,tu lokalny bar,tam pralnia i wszechobecne dzieciaki krzyczaca Hello!




Nastepnego dnia udalo mi sie zobaczyc kompleks najstarszych swiatyn na Jawie (VIII-IX w.) Arjuna,Dieng Theater gdzie mozna obejrzec krotki film o regionie,krater Sikidang z bulgoczacym blotem i kolorowe jeziora Warna i Pengilon.Combi bilet kosztuje 40 tys. rupii.Im glebiej w las tym wiecej drzew czyli poprostu przepiekna okolica.







Ale w drugi dzien to mnie wbilo w ziemie.Wzielam skuter z kierowca-przewodnikiem,chlopak z losmena,Tujo,i pojechalismy w sina dal.Aktywny krater z bulgoczaca woda,a w powietrzu czuc siarkowodor,wodospady,gorace zrodla,jeziora i targ w Batur z tanimi owocami.I tak minelo ponad piec godzin,a na koniec zlapala nas niezla zlewa i we mgle wrocilismy do Dieng.Przy okazji pogadalismy o Indonezji,troche o historii-holenderska kolonizacja,o polityce i o islamie,a ze akurat ta religia sie interesuje ,bylo ciekawie.






Jutro ruszam do Pangadaran,na poludniowe wybrzeze,Czeka tu na mnie Green Canion i park narodowy :-)

1 komentarz:

  1. Widoki piękne, cóż za smaki, natura cud, pozdrawiamy, powodzenia:):):)MAM

    OdpowiedzUsuń