piątek, 30 grudnia 2011

Katastrofa w Torres del Paine

Dziś zamknięto na dobre bramy parku Torres del Paine na południu Argentyny, gdzie mamy się zamiar wybrać za około dwa tygodnie. Według chilijskich wiadomości spłonęła zatrważająca ilość terenu oraz doszczętnie jedno schronisko. Jeszcze dwa dni temu pozwalano zostać turystom w parku na własne ryzyko, obecnie ludzi ewakuują. Zobaczymy co będzie jak tam się zjawimy. Chilijskie wiadomości z nagraniem pożaru tu; http://www.cnnchile.com/salud-medio-ambiente/2011/12/30/el-escenario-de-la-zona-de-catastrofe-en-torres-del-paine/

Info praktyczne i podsumowanie Malezji od Em

Waluta: malezyjski ringit (RM) to prawie tyle samo co złotówka 1RM - 1PLN, na jeden dzien pobytu wydawalam srednio: 88 RM, czyli około 20 Euro.
Język: malezyjski, angielski; Internet: ok 2,5RM za godzinę; Wifi - szeroko dostępne.
Bardzo dobrze działa poczta malezyjska i jest także jedną z najbardziej zaufanych. Paczka do Polski 5kg - 37RM drogą lądową, doszla po 5 miesiacach ale doszla :)
Obiadek:
srednio 5-8 Rm W parkach narodowych Borneo drozej
Zakupy spozywcze Ceny w sklepach spożywczych szaleją na kontynencie jak i na Borneo. Różnice w cenie tego samego produktu mogą być czasem bardzo znaczne, więc warto pochodzić i poszukać. Lepiej unikać Seven Eleven, KK i innych sieciówek, które są o wiele droższe i szukać lokalnych sklepików.
Np: chleb tostowy ok 2-4RM; jogurt mały od 1,90RM; ser żółty w plastrach od 5RM; puszka kukurydzy ok. 2-3RM; piwo puszka mała od 3RM (ale zasadniczo ok 5RM do nawet 8RM) piwo duże od: 10RM

Hola, Buenos Aires!!!

Tak, tak - nareszcie jestem w boskim Buenos Aires (jak to Kora śpiewa) po 22 godzinach w samolocie. Ufff! W czasie lotu poznałam dziewczynę z Singapuru - Pauli - która też będzie podróżować po Ameryce Południowej. Z lotniska EZE dotarłyśmy do centrum autobusem nr 8 za 2 peso w półtorej godziny. Na ostatnim przystanku Plaza de Mayo pożegnałyśmy się i każda z nas ruszyła w swoją stronę: ja do mojego hostelu Ideal Social, a Pauli do swojego couchsurfingu.

czwartek, 29 grudnia 2011

Singapur - kultura pełną gębą

Tak to dziwnie się stało, że na pożegnanie Azji zwiedzamy już duże miasta. Do Singapuru zawitaliśmy tylko na chwilę przed wylotem do Buenos Aires. I bardzo się cieszę że tak się stało, gdyż miasto bardzo mi się spodobało. Oczywiście jak na miasto.
Po 7 miesiącach w Azji Singapur to jakieś dziwne miejsce. Niby Azja, a niby nie. Zupełnie inna kultura. Widać że ludziom żyje się tu dobrze.

Kuala Lumpur - takiego zamieszania to jeszcze nie było

Miasto nadzwyczaj szalone! Po chwili człowiek zaczyna się zastanawiać czy są tu w ogóle jacyś Malezyjczycy jako tacy. Z każdej strony głównie Hindusi i Chińczycy, gdzieś tam przewinie się wycieczka z Korei i paru białych turystów. Przypomina mi to pewną zabawną sytuację którą miałam w Londynie, gdy na Liverpool Station dłuższą chwilę szukałam kogoś kto mówi po angielsku by zapytać o drogę. (hi hi)

wtorek, 27 grudnia 2011

Malezja, info praktyczne - wydatki wg Magdy

Waluta 1 rm malezyjski ringit, 1$-3,2rm, 1 euro-4,27 rm, bankomaty HSBC nie pobierają prowizji, jednorazowo 1500rm to prawie 500$, bank Maybank pobiera 1 rm prowizji
Język malezyjski, angielski
Wydatki: 573 euro na 30 dni pobytu, 19euro/1 dzień, w tym 4 przeloty na terenie Malezji, kupno spodni, koszulki outdoor, palnik do campingas, porządna peleryna.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Ostatnie dni w Azji, powrót do KL :-)

Tak, tak! Ameryka Południowa zbliża się dużymi krokami. 28 grudnia zaczynam podróż po tym kontynencie. Bardzo się cieszę na tą zmianę. Nie to, że nie podoba mi się w tej części świata, ale wiecie jak to jest czasami: coś się przeje, czasami jest przesyt. Trochę podsumuję te ponad 7 miesięcy. Były nowe kraje, nowi ludzie, nowe smaki. Na pewno wrócę kiedyś do Mongolii, Chin, Laosu, Malezji i Indonezji. Lokalne klimaty: ludzie, miejsca czy jedzenie - bardzo mi leżą. Ale raczej nie zawitam powtórnie do Tajlandii, Kambodży czy Wietnamu, wszechobecna komercja i traktowanie turysty jak bankomatu nie są dla mnie.
Te ostatnie azjatyckie dwa dni spędzam w Kuala Lumpur. Polubiłam to miasto. Jak na dużą
metropolię jest naprawdę OK. ;-) Zatrzymałam się, tak jak za pierwszym razem, w Step Inn Guesthouse. Przesympatyczne miejsce, gdzie czekała na mnie niespodzianka. Kiedy przyjechałam o pierwszej w nocy, chłopak z nocnej zmiany powiedział, że szefowa kazała trzymać dla mnie to samo łóżko w tym samym dormie, a na klucz przykleiła kartkę z moim imieniem.To się nazywa przyjęcie gościa! Żeby tak u nas było, ehhh! A rano, przy śniadaniu jak mnie Mara - szefowa - zobaczyła to uściskała i Merry Christmas. :-) Super.
Fryzjer, pranie, zakupy, a przy okazji włóczenie się po dzielnicy Little India. No cóż - trzeba się przygotować na inny kontynent. ;-) Kolejne opowieści dziwnej treści będą z Argentyny, Chile, Boliwii... i gdzie mnie droga pokieruje. :-)

Podrzucam podsumowanie finansowe części azjatyckiej wyjazdu. I tak: jak do tej pory wydałam około 4980 euro, w tym zawarte są koszty wszystkich wiz, biletów: na pociąg Kijów - Moskwa i Moskwa - Irkuck, przeloty Katowice - Kijów, Bangkok - Yangon - Bangkok (razem ze zmianą daty wylotu z BKK), Kuala Lumpur - Bali, Jakarta - Kota Kinabalu, Kota Kinabalu - Mulu, Mulu - Miri, Miri - Kuching, Kuching - Kuala Lumpur i ten najdroższy KL - Buenos Aires - 763 euro. Jedzenie, noclegi i wszelkie wycieczki czy bilety wstępów, a także szczepienia jak żółta febra i dur brzuszny oraz apteczka.

Bako - czasem słońce, czasem monsun

Najpierw minibus z Kuching do przystani, a potem łódka. No i tak dotarłam do Parku Bako - ostatniego miejsca na Borneo, które bardzo chciałam zobaczyć. Ktoś spyta "znowu dżungla? nie masz dość?"
Nieee! Ten typ lasu zafascynował mnie. Za każdym razem jest nieco inaczej.


niedziela, 25 grudnia 2011

Wesołych Świąt!!!

Wszystkich czytelnikom: rodzinie, przyjaciołom i wszystkim, którzy są z nami, z drugiego końca świata przesyłam życzenia Wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Niech także Wasze marzenia się spełnią. Już minął siódmy miesiąc podróży, a to sporo czasu i zmieniamy kontynent z Azji na Amerykę Południową, wiec jeszcze także dużo przed nami. Nowy kontynent, nowi ludzie, nowe zwyczaje i nowe przygody. Dlatego wraz z życzeniami chcę podziękować wszystkim za wsparcie i dobre słowa przez te wszystkie miesiące i zapraszam do czytania o naszych kolejnych podróżach.

Kuching - świątecznie, pośród dobrych ludzi

Jakoś tak dziwnie nam się składa, że im dalej na zachód tym przyjemniej jest na tym Borneo, a Kuching to już rewelacja. Odkąd opuściliśmy Sabah wszystko idzie tylko lepiej i milszych spotykamy ludzi i lepiej nam się spędza czas. W Kuchingu znaleźliśmy swoje miejsce i wspaniałych ludzi już w pierwszych chwilach pobytu, zaraz jak przekroczyliśmy próg B&B Inn. Z zewnątrz wygląda obskurnie i byliśmy trochę przerażeni, ale w środku atmosfera wspaniała.

PN Bako - rude sadzawki i białe klify

PN Bako - Coś wspaniałego i zupełnie nowego na pożegnanie Borneo! Inna roślinność, więcej żyjątek, piękne plaże i malownicze klify - no tego tu jeszcze nie było. Bus z centrum Kuching zawozi nas za 3,50RM nad przystań, gdzie dalej łódką dostajemy się do parku. Sama przejażdżka łódką to już nie lada atrakcja! Malutką motorówką kołyszą wysokie fale, a ta skacze po nich jak zwariowana. Nie powiem; trzymałam się mocno i porządnie zapięłam kamizelkę ratunkową.

czwartek, 22 grudnia 2011

Strzelanie z dmuchawki czyli trochę kultury

Podczas pobytu w Kuching pojechaliśmy na pół dnia do miejsca, gdzie odbywa się Rainforest World Music Festiwal czyli do Sarawak Cultural Village. Wiadomo że to sztuczne i turystyczne, ale widzieliśmy już dżunglę, widzieliśmy jaskinie, różne zwierzęta i roślinki, to teraz przyszedł czas na trochę poobcowania z kulturą. Ośrodek zaskoczył nas bardzo przyjemnie. Okolica przepiękna.

środa, 21 grudnia 2011

Jaskiniowe Mulu

Dzięki tej podróży odkrywam jaskinie, które coraz bardziej mnie wciągają. Byłam w Laosie - Kong Lo, w Wietnamie, w Chinach. Na terenie Parku Mulu są największe jaskinie na świecie - w sumie cztery do zobaczenia. Można je zwiedzić w dwóch wycieczkach, tylko i wyłącznie z przewodnikiem, jak i większą część parku.




Mulu czyli dżungla z poziomu 1,7 m i 25 m

Do Narodowego Parku Mulu można dostać się zasadniczo drogą powietrzną, jak się dobrze wstrzeli to za śmieszne pieniądze np. prawie 35 euro za dwa przeloty linią Maswings. Nocleg na terenie parku dobrze zarezerwować wcześniej. Mnie się udało klepnąć łóżko w hostelu za 40 rm ze śniadaniem - wypas.W dormie spotkałam świetną ekipę: Steva z Kanady - uczy w college w Kuala Lumpur, Heather i Lora z USA - uczyły angielskiego w Korei Południowej przez 4 lata, a teraz podróżują.Wszyscy jesteśmy zakręceni na punkcie przyrody.

wtorek, 20 grudnia 2011

PN Mulu 2 - w oparach nietoperzego łajna

Park Mulu w porównaniu do poprzednio zwiedzanego Niah to olbrzymi kompleks, w którym każdy może znaleźć coś dla siebie. Canopy skywalk na wysokości 20-30 metrów, jaskinie w tym dla
fascynatów adventure caving z wpływaniem i zwiedzaniem nieturystycznych części jaskiń. Fascynujące trekingi, wodospad itp. Deer Cave powaliła mnie nawet bardziej niż te w Niah. Choć Niah to urocze miejsce z miłym klimatem, to jednak o wiele większy park Mulu dostarcza o wiele więcej atrakcji. Czasu nie mamy jednak dużo. Na Trekingi z campu 5 trzeba mieć więcej także pieniążków i wcześniejsze rezerwacje, dlatego skupiliśmy się na krótszych trasach.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

PN Mulu - jeszcze zza ogrodzenia

Wylądowaliśmy liniami Maswings na małym lotnisku w dżungli. Linie zresztą uwielbiam: napoje podczas lotu, kanapki i czekoladowa babeczka :) Wcześnie kupiony lot wychodzi całkiem tanio. Zatrzymaliśmy się w Mulu Homestay zaraz koło bramy parku. Okazał się strzałem w dziesiątkę za 15RM od osoby. Domek prosty, do prysznica przechodzi się przez część
zamieszkaną przez miłą rodzinkę. Prąd jest z generatora tylko od 6-9 wieczór, ale nikomu to nie przeszkadza. Gospodyni Monika biega przy gościach i swoich dzieciach jak szalona, a dzieciaki, koty i kury płaczą i bawią się gdzie popadnie.

sobota, 17 grudnia 2011

Spektakularne! Imponujące! - Jaskinie Niah

Spacer przez park zajmuje tylko około 4-4,5 godziny, ale to 4-4,5 godziny pełne zachwytu nad otaczającą nas dziką dżunglą lub zjawiskami krasowymi. Wielkie komnaty, ciemne tunele, malunki naskalne, tysiące piszczących nietoperzy. Z każdym krokiem robi się coraz ciekawiej. Nawet w drodze powrotnej tą samą ścieżką odkrywamy nowe widoki lub spotykamy nowe zwierzęta.

Dżungla w makro foto i nie tylko

Dziś wróciłam do cywilizacji, po prawie 4 dniach pobytu w Parku Kota Kinabalu tzn. nocleg poza bo dużo taniej, a tak to codziennie po kilka godzin w dżungli. Park oddalony jest o około dwie godziny jazdy od Kota Kinabalu, minibusy odjeżdżają regularnie co godzinę z placu Merdeka. Po wydostaniu się z miejscowości krajobraz staje się coraz bardziej górzysty i mglisty. W busie poznałam parę z Anglii i postanowiliśmy, że spróbujemy znaleźć coś taniego poza parkiem, bo nikt z nas nie chce płacić 120 rm z łóżko w dormie. I udało się, Mountain Resthouse położony tylko 200 m od wejścia do parku i za tylko 20 rm.

czwartek, 15 grudnia 2011

Kota Kinabalu: śnieg na Borneo i Merry Christmas to Everyone

Przylecieliśmy bardzo późno w nocy więc pierwsze co robimy na Borneo: idziemy spać:) Wymieniliśmy się jeszcze numerami z szalonymi Polkami, które poznaliśmy na lotnisku. Jak to Polak z Polakiem - napić się będzie trzeba :P Mieliśmy zarezerwowane miejsce w Beachhouse zaraz nieopodal by się nie włóczyć taksówkami o dziwnej  porze. Na miejscu niepodzianka: dorm zajęty i dostajemy dwójkę w cenie dormu.

Sepilok - czułości nigdy za wiele

Centrum rehabilitacji orangutanów jest naprawdę miejscem niesamowitym. Choć z punktu widzenia turysty nie wiele jest tu do zobaczenia, to cel ośrodka i praca ludzi tutaj to coś wspaniałego i wartościowego. Ludzie są przemili. Coś niesamowitego jak na Malezję. Panuje tu miła atmosfera. Każdy się do nas uśmiecha i wszyscy są tu oddani sprawie. Widać, że wkładają w pracę całe serce.

Sukau - zachód nad rzeką Kinabatangan i nocny spacer po dżungli

Zaczynamy nie lubić Borneo! Eh. Od pierwszych chwil kiedy opuściliśmy KK wszystko idzie nie tak.Wiadomo zdarza się. Transport się nie ułoży czy coś ale dlaczego tu każdy podkłada nam nogę na każdym kroku. Z premedytacją i samozadowoleniem. Pośród wszystkich państw na mojej trasie jest to najmniej gościnne miejsce. Każdy każdemu tu ręce myje i byle by tylko wyciągnąć od biednego backpackera więcej kasy.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Powrót do Malezji - Christmas, seafood i orangutany


Hello Malaysia, again :-) Tym razem Borneo. W głównym mieście prowincji Sabah, Kota Kinabalu zjawiłam się o pięknej porze - pierwsza w nocy. Byłam tak zmęczona - wyjechałam z Pangadaran o 7 rano, 9 godzin w busie do Jakarty, prawie półtorej godziny na lotnisko, lot był trochę opóźniony - że odpadłam szybko i obudziłam się na końcówkę pory śniadaniowej, przed 11. Każdy materiał ulega zmęczeniu ;-)

Indonezja praktycznie od Emi

Język angielski na Bali bardzo popularny, na Jawie bardzo podstawowy
waluta: indonezyjskie rupie: przelicznik miejscowy: 8-9tys=1$, dolar nie jest w powszechnym obrocie. Czasem można płacić w $ za wycieczki. Bankomaty powszechnie dostępne, zdarza się że niektóre pobierają opłaty.
Internet Kuta-6 000/h, Ubud: 6-12 tys, Jawa: 3-10tys. Wifi średnio dostępne, ale dość sprawne.
Średni budżet na 24 dni pobytu 20,5 $ na dzień wraz z opłatą wylotową 150tys Rp, dodatkowo wiza 25$.  W kosztach Bintang za ponad 2$ butla, pamiątki i nowe komplety bielizny. Więc spokojnie można obniżyć budżet o 3$/dobę ale myśmy nie oszczędzali szczególnie:) żyje się raz.

niedziela, 11 grudnia 2011

Indonezja, info praktyczne wg Magdy

Waluta rupia indonezyjska, 1$-8800idr, 1euro-11900idr, bankomat citibank daje max 3 mln, nie ma dodatkowej prowizji
Wiza on arrival, na 30dni 25$, opłata wylotowa 150 tys. do uiszczenia przy check in
Język indonezyjski, angielski jako tako,
Internet 3000-7000 za 1 godzinę
Na 24 dni pobytu w Indonezji (Jawa i Bali) wydałam 4 mln idr, ok.167tys. - 14euro/1 dzień

Pangandaran - wioskowa kultura po jawajsku

Jawajczycy opisują to miejsce jako najwspanialszy jawajski kurort a naprawdę jest to urocza wioska otoczona polami ryżowymi i lasami palmowymi gdzie oprócz turystyki wciąż najważniejsze jest rybołówstwo. Mimo tsunami w 2006 roku, którego niszczycielska moc można jeszcze zobaczyć w części południowe miasteczko podniosło się z gruzów bardzo szybko.

piątek, 9 grudnia 2011

Green Canion, kokosy, lalki i zółwie

W drugi dzien tego ostatniego przystanku w Indonezji wybrałam się z poznanymi plecakowcami z mojego guesthousu na wycieczkę skuterami do Green Canion. Ale gwoli wyjaśnienia jak zwykle na motorbiku byłam pasażerem :-)
Nasz przewodnik Hadri zabrał nas do wioski w której ludzie zajmują się wyrobem oleju kokosowego, cukru kokosowego, mioteł kokosowych, jednym słowem co się da zrobić z tego drzewa to produkują :-)

Prangadanan, ostatni stop na Jawie :-)

Do tej nadmorskiej miejscowości dojechałam po 9 godzinach jazdy, szybka zmiana klimatu z niemal wysokogórskiego w Dieng na tropiki dała mi w kość, byłam totalnie wypompowana. Ale parę godzin snu i po sprawie.To miejsce jest dla mnie już ostatnim przystankiem na Jawie, tak na oddech po dość intensywnym tourze po tej wyspie, więc na luzie, bez pośpiechu. Później to już tylko lotnisko w Jakarcie.

wtorek, 6 grudnia 2011

Dieng, przecudnej urody okoliczności przyrody :-)



Po raz kolejny opadła mi szczęka znaczy się żuchwa, co ta Jawa robi, no nie? W ciągu pięciu godzin udało mi się dotrzeć do wioski Dieng, z dwiema przesiadkami,w Magelang i Wonosobo.Trasa do Wonosobo tak sobie ale zaraz po wyjeździe z miasta no po prostu bajka. Droga pnie się coraz wyżej, zakręca raz w prawo raz w lewo, a dookoła wzgórza usiane uprawą tarasową, i ta zieleń na maksa zielona.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Merapi, Prambanan i wioska Katagede - Gdzie nas motocykl poniesie 2

Jeden z najbardziej aktywnych wulkanów w okolicy; sięgający 2911 m.n.p.m wulkan Merapi wraz z naszym przybyciem schował się za gęstymi chmurami. Godzina jazdy naszymi maszynami pod górę i pół godziny kluczenia po okolicznych wioskach a majestatyczny stożek jak znikł tak już się nie pojawił. W okolicy jednak można było odczuć jego nieograniczoną potęgę. Tylko martwe ogołocone z liści pnie drzew pokrywały okoliczne wzgórza. Po zostawieniu motocykli na parkingu można było jeszcze kilometr podejść w głąb strefy zero.

Gdzie nas motocykl poniesie: Yogja, Borobudur i okolica

Yogja wita nas wąskimi, kolorowymi, zacisznymi uliczkami okolicy Sosrowijayan. Półprzytomni błądzimy w krętym labiryncie hotelików, restauracyjek, domków i agencji turystycznych w poszukiwaniu jakiegoś przytułku w sam raz dla nas. Ja Max i Michala przez zaspane jeszcze oczy podziwiamy dziwną romantyczną scenerię. Dzieciaki biegają wokoło bez jakiegokolwiek celu, miejscowi siedzą na swoich kwiecistych tarasikach machając życzliwie, nad głowami wiszą klatki z różnymi ćwierkającymi ptaszkami a pod nogi przyplątał się nie wiadomo skąd jakiś królik. Domy pootwierane są na oścież i co jakiś czas zaglądamy komuś do kuchni czy do salonu.

niedziela, 4 grudnia 2011

Bromo - wyjęty z rzeczywistości

Spacerkiem dostajemy się spod hotelu w miejsce z którego odjeżdżają busy Probolingo-Cemoro-Lawang. Odjedzie gdy się zapełni. Więc czekaliśmy... czekaliśmy... długo... bardzo długo... eh niski sezon. W końcu zapakowaliśmy się do środka i po godzinie jesteśmy na miejscu. Razem z Michalą z Czech nocujemy w homestayu Yog. Zaprzyjaźniliśmy się i dalej będziemy podróżować razem. Hip hip hurra - w grupie raźniej. Jeszcze Bakso oraz pogaduchy z miejscowymi w pobliskim Warung i idziemy spać.

Yogja, Yogja!!!

Tak nazywaja Jawajczycy Yogjakarte.Jest to miasto z jednej strony turystyczne - sa dwa znane kompleksy swiatynne-Borobodur i Prambanan ale z drugiej jest bardzo lokalne ,sadze ze jest niezla rownowaga.Mozna tu znalezc wszystko : na turystycznej ulicy Malioboro souveniry wszelkiej masci:t-shirty z napisem I love Yogja,koszule czy torby z batiku,na bazarze Beringharjo od przypraw przez swieze mieso, ryby czy owoce po lokalne bary z tanim i pysznym jedzeniem.

sobota, 3 grudnia 2011

Entliczek pętliczek, no i padło na Prambanan

Wiecie jak to jest gdy ogląda się coś w podobnym klimacie w niezbyt długich odstępach czasu, to po prostu później już się nie chce, a jak się zachce to się przebiera. Po Angkor Wat, My Son czy Bagan stwierdziłam, że w Indonezji jeden kompleks świątynny wystarczy mi. No i pojechałam do Prambanan.

piątek, 2 grudnia 2011

9 Krakowski Festiwal Górski!!!

2-4 XII 2011!!! Kto nie zdążył dziś ma czas jutro i pojutrze. Obowiązkowo! Uniwersytet Ekonomiczny ulica Rakowicka 27; pawilon sportowy. Wszystko o górach i wspinaczce. Stoiska ze sprzętem do wspinaczki i wypraw górskich. Mistrzostwa Polski w Boulderingu, pokazy filmów górskich. Opowiadania znanych podróżników, alpinistów, himalaistów m.in w sobotę: Dany Andrada, belgijskiego trio Nico i Olivier Favresse oraz Sean Villanueva,  takze: Artur Hajzer, Marcin Wszołek, Borysław Szybiński i Paweł WojtasAdam Pustelnik. www.kfg.pl

czwartek, 1 grudnia 2011

Ijen - w samym sercu siarkowych czeluści

...Na samym dnie widok był jeszcze bardziej powalający. Opary siarki były tak gęste że prawie wypalały oczy. Co jakiś czas chmura przesuwała się w inną stronę odsłaniając jezioro, ściany krateru lub buchające dymem rury i krystalizującą się na nich siarkę. Nie dało się oddychać. Robotnicy doradzili by zwilżyć chustę i naprawdę było lżej ale tylko na chwilę. Siarkę czuje się w gardle, płucach. Później doszliśmy do wniosku że siarką się także pocimy... Co my tu robimy? Jak się tu znaleźliśmy? Więc od początku:

Bromo, Batok... mgliste spojrzenie

Po 8 godzinach jazdy busami z 3 przesiadkami dotarłam do wioski Cemoro Lawang, położonej około 3 km od wulkanów Bromo i Batok. I co zobaczyłam? Mgłę, przez duże M. A do tego zimno jak cholera, chyba z 15 stopni różnicy, w stosunku do Kawah Ijen. Dobrze że mam polar, śpiwór itp. Szybko znalazłam lokum do spania, a raczej gospodarz mnie, co nie było trudne, jedyna turystka na cały bus. Homestay czysty, schludny i tani tylko 60 tys za noc. A no i dostałam cały termos gorącej herbaty na rozgrzewkę ;-)