wtorek, 22 listopada 2011

Legian/Kuta - na fali!

Na lotnisku czekałam na Anię i Maxa, którzy przylecieli następnym samolotem. Wraz z nimi wylądował akurat na Bali Obama. Straszne zamieszanie. W międzyczasie rozeznałam się w transporcie i ofertach akomodacji. Było późno więc zostało nam tylko taxi. (55tys. do kuty/Legian). Bilecik kupuje się w okienku zaraz przy przylotach i idzie za kierowcą do auta. Oferty pokoi zaczynały sie od 350tys/3os - drogo więc jedziemy na ślepo. Szukamy miejsca w Legian, blisko Kuty ale bardziej spokojnie.
Jak to mówią w Kucie nie ma nic tylko zgiełk, imprezy, klub przy klubie, światła, muzyka i plaża. Nas właśnie ciągną wysokie fale! Chcemy surfować :). Max chce się spotkać także z paroma znajomymi. Upał przez cały czas naszego pobytu był straszny więc zacisze ogrodu naszych bungalowów w Legian i plaża okazały się najlepszym rozwiązaniem. Mimo że było już po północy udało nam się znaleźć dwa proste dość tanie pokoje. Ruch na wąskich ulicach frustrował nas od samego początku ale szum spienionych fal ukoił nasze nerwy. Nie udało nam się jednak surfować bo fale były tak silne że łamały deski dlatego wzięliśmy tylko małe deski do bodysurfingu. Mieliśmy prywatnego nauczyciela w postaci naszego Maxa, ale wiele tu umieć nie trzeba. Przed falą tylko wskoczyć płasko na deskę i trzymać się mocno a jazda się zacznie. Co to była za zabawa!!! Czasem nabieramy takiego pędu że wraz z falą suniemy przez pół plaży slalomem pomiędzy uciekającymi ludźmi. Każdego z nas fale przemieliły dość poważnie. Sińce mamy to tu to tam ale chcemy więcej. Fale mocne i wysokie. Potrafią zmieść za sobą wszystko. Aż trudno utrzymać się na nogach. Każdy na plaży dobrze się bawi. Znów się nie nudzimy. Wraz ze znajomymi Maxa; balijskimi chłopakami idziemy na imprezę. Okazuje się, że lokalni muszą tu płacić wysokie wstępy a turyści nie. Co za dziwne miasto. Mimo wszystko jak zwykle bawimy się wyśmienicie. Jakby ktoś się jeszcze nie zorientował - Magda i ja podróżujemy osobno co może powodować niewielkie zamieszanie w postach zwłaszcza że szlak jest podobny czasem ale dacie radę :)
 Monument upamiętniąjacy wybuch bomby w tutejszym klubie. Wśród ofiar jeden Polak.






1 komentarz:

  1. Eee tam jakie zamieszanie w postach,wg.mnie jest ciekawie,blog jest bardziej zróżnicowany,poznajecie te same miejsca z różnych stron, są różne opinie,wrażenia :-)
    Powodzenia i pozdrawiam z zimnej ojczyzny :-)

    OdpowiedzUsuń