niedziela, 27 listopada 2011

Kawah Ijen, miejsce nie z tej Ziemi

Po dwóch dniach w Lovinie pojechałam dalej, na Jawę. O Lovinie nie będę się rozpisywać, miejsce takie sobie, woda brudna, piasek też, ci co mnie znają wiedzą, że morze i plaża mnie nie kręcą, to miejsce potraktowałam jako przystanek na trasie. Z samego rana zebrałyśmy się i każda z nas skierowała się w swoją stronę. Ja na zachód do Gilimanuk, na prom, Ania na wschód, do Amed na snoorkowanie. Najpierw bemo, później prom do Ketabang, elegancko poszło.
Planowałam zaraz po przybyciu do przystani skombinować transport do Paltuding,wioska pod Wulkanem,ale ceny nie dla mnie, tak więc pojechałam do pobliskiego miasteczka Banyuwang ,do hotelu Baru.I tu zgadałam się z jednym miejscowym,hurra mam na jutro skuter z kierowca za 100tysi (wyjściowa była 150tys).w obie strony i bedzie czekać na mnie.Umówiliśmy się na 6 rano,daruje sobie wschód słońca,jeden wystarczy.
No cóż, ruszyliśmy z samego rana. Na początku droga była niezła,asfalt,ale póżniej zabrakło czarnej nawierzchni i bylo kamieniście i stromo.Czasami trzeba było iść na piechote,skuter nie wyrabiał.Od parkingu przy kasie biletowej jest około 3 km do krateru, tyle że ponad połowa drogi ostro pod górke ale końcówka już po płaskim.Po godzinie dotarłam i szczęka w dół,w życiu nie widziałam takiego miejsca,krajobraz księżycowy.Warto tu zapitalać. Unoszące się mgły zmieszane z oparami siarki,jezioro o kolorze seledynu,błękit nieba i ciężko pracujący mężczyźni w kopalni.



A tu wydobywa się siarke ręcznie,nie ma maszyn,później wynosi kosze na własnych barkach. Szacunek dla tych ludzi.Niestety nie zeszłam na dół do kopalni, stęźenie siary przytkało mnie.Ale kij z tym ważne że tu byłam i zobaczyłam to niezwykłe miejsce. Mój kierowca,Andy, zaprosił mnie do swojego rodzinego domu na herbate.Poznałam jego żone Nan sympatyczna dziewczyna.Wymieniliśmy się mailami,jak tu znowu przyjade mam miejscówke, za grosze.super!Jutro jade do Cemoro Lawang, miejscowość pod wulkanem Bromo :-)



2 komentarze:

  1. Kawah Ijen to jeden z moich ulubionych wulkanów. Szkoda, że nie zeszłaś na dół. Trudno wytrzymać te opary tlenków siarki, ale warto się przyjrzeć z bliska pracy tych ludzi. Jak będziesz w Cemoro Lawang, być może spotkasz tego człowieka: http://www.marfot.com/webimages/wokok.jpg nazywa się chyba Wokok, jest przewodnikiem, ma swojego konia i wozi chętnych do wulkanu Bromo. Gdybyś go spotkała, przekaż, że pozdrawia go Marek Kosiba z Myślenic. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten wulkan robi wrażenie,jest to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc jakie widziałam przez ponad 10 lat podróżowania,
    Jeśli spotkam tego pana to przekaże pozdro,
    jesteś z Myślenic?akurat tam pracuje :-)
    Pozdrawiam z Jawy

    OdpowiedzUsuń