czwartek, 24 listopada 2011

Wschód słońca na Gunung Batur - kolejny wulkan za mną ;-)

Byłam już na wulkanie w Mongolii, a teraz czas na Indonezję, mam w planie Gunung Batur, Kawh Ijen i Bromo, zobaczymy co tego wyniknie :-) Jako pierwszy na cel wybrałam balijski Gunung Batur, niedaleko Ubud. Początkowo miałam jechać sama, a tu Ania dała cynk, że chce się przyłączyć. Super. W związku z tym, że staram się przemieszczać publicznym transportem, umówiłyśmy się około 8 rano przed ubudzkim marketem, o tej porze łatwiej złapać bemo, ludzie albo wracają z targu albo właśnie przyjeżdżają na niego.
Generalnie trase Ubud-Toy Bukhan(wioska pod wulkanem)udało sie nam przejechać bardzo sprawnie, pomimo 3 przesiadek,a wyglądało to tak,Ubud-Gianyar-Bangli-Penelokan-Toy Bukhan,i za wyjątkiem ostatniego odcinka który przejechałyśmy skuterami(10tys za jeden),reszte za pomocą bemo,5tys za jedna jazde.Bardzo tanio.W wiosce znalazłyśmy fajny nocleg bardzo blisko jeziora,okolica bardzo malownicza ,krajobraz księżycowy,niesamowita połączene zieleni i zastygłej lawy.W hotelu poznałyśmy chłopaka z Belgii,niedawno co wrócili z trekkingu,(zapłacili 450tys za 2osoby,a słyszałyśmy że co niektórzy bulą nawet 600tys)niestety wschód słońca był kiepski, duże zachmurzenie.Może będziemy miały więcej szczęścia. Ostrzegł nas że wejście bez przewodnika jest niemożliwe bo sprawdzają i jak ktoś próbuje w ten sposób to mogą zawrócić.
Hmmmm chciałyśmy jednak pokombinować ale siedząc w pobliskim barze i wcinając pyszną rybe poznałyśmy chłopaka z którym zaczełyśmy rozmawiać o trekku i tak się poskładało że utargowałyśmy dobrą cene 300tys za nas dwie ,śniadanie we własnym zakresie.Żeby zdążyć na wschód słońca, który jest około 6,trzeba wyjść o 4,czyli pobudka o 3:30,niech będzie od czasu do czasu moge zerwać się o chorej godzinie :-)
Kupiłyśmy jajka bo wyczytałyśmy, że można je ugotować w kraterze,dla mnie bomba.
Tuż przed czwarta przyjechał nasz przewodnik no i poszliśmy.Mimo że nie było gorąco to wilgotność powietrze troche mnie stopowała,lepiej czuje się na pustyni,suche powietrze.Na głównym kraterze byliśmy na styk.Wschód słońc,a naprawde cudny,a to troche wschodów i zachodów już widziałam.Pomarańcz,żółty,różowy,odbijające się góry w jeziorze,fajnie podświetlone chmury,w dali było widać wyspe Lombok,czasami dobrze wstać wczeeśnieeee i tak zacząć dzień.
Po śniadaniu-jajka ugotowane na twardo,może nie w kraterze a w dziurze w skale-zawsze to coś, w przepięknych okolicznościach przyrody ruszyliśmy dalej okrążając krater.Widziałyśmy wielkie pola lawy z ostatniej erupcji,a dookoła zieleń.

Wydostanie się spod wulkanu do głównej drogi w kierunku Singaraja nie jest takie proste, bo bemo jeżdzi ale rzadko i stwierdziłyśmy że łapiemy stopa.Udało się od strzału, pojechałyśmy na pace pick up-a do Penelokan,za całe 10tys za nas dwie.Szybko złapałyśmy bemo do Kintamani,tu dowiedziałyśmy się że owszem jest bus do Singraja ale o której godzinie to tego nie wiadomo.Podjełyśmy decyzje że łapiemy busika do następnej wioski Penulisan i coś tam dalej, byle do przodu.Z tym do przodu to zeszło nam w tej miejscowości z godzine,nikt nie chciał nas wziążć na stopa i nie jechało żadne bemo.W końcu zabrała nas para,on z Niemiec, ona z Chin i dowieżli nas do samej Loviny a planowałyśmy tutaj dotrzećm,my to mamy farta.A do tego pozwoliłyśmy sobie na odrobine luksusu,na dobry hotel w dobrej cenie,blisko morza :-)













2 komentarze:

  1. Faktycznie widoki cud, wschód słońca, wulkan, jajka jak piłki do pingponga, Magda niech Cię fart nie opuszcza, to już 6 m-cy w podróży, pozdrawiamy:):):)MAM.

    OdpowiedzUsuń
  2. wspaniały wschód słońca jak na Fużi

    OdpowiedzUsuń