wtorek, 15 listopada 2011

Georgetown - miasto na szlaku

Docenione przez UNESCO miasto zostalo docenione i przez nas. W naszych planach Georgetown nie było zupełnie, ale jak to z planami bywa wszystko się może zdarzyć. Najwygodniejszy sposób przedostania się sprawnie z Tajlandii do Malezji i już. Nic dziwnego więc że Georgetown jest ważnym miastem podczas podróży między tymi państwami i zawsze pełnym backpackersów. Miasto przywitało nas tysiącem świateł wielkich wieżowców, zza których wyłoniły się stare, niskie zabudowania China town.
Stuk butelek piwa i śmiech gromady backpackerów z Reagge bar i zapach jedzenia z malutkich stoisk rozstawionych wzdłuż ulicy pod różnorodnymi kolorowymi kamienicami z manufakturkami, sklepikami i jadłodajniami sprawił, że polubiliśmy to miasto od razu. Mimo że przybyliśmy do centrum około północy nie było problemu ze znalezieniem noclegu. Hostel przy hotelu wzdłuż całej ulicy Chulia. Miasto które było jedną z pierwszych i najważniejszych kolonii brytyjskich teraz jest niesamowitą mieszaniną kultur przewijającą się w architekturze, religii i strojach na ulicy. Miasto jest dumne ze swojego dziedzictwa dlatego też udostępnia darmowe zwiedzanie jak i darmowe autobusy jeżdżące po terenie starego miasta. Dzięki temu zwiedzanie było proste i przyjemne. Na każdym rogu znajdowaliśmy coś godnego uwagi. Pod wieczór dotarliśmy do drewnianych chińskich domów na wodzie. Widok na okolicę z pomostu i spacer pomiędzy zabudowaniami robi naprawdę wrażenie. Żeby chłonąć klimat jeszcze bardziej przysiedliśmy z miejscowymi na piwku i pierwszy malezyjski szok: Piwo kosztuje ponad 9 złotych! Nawet w sklepie niewiele taniej. Cóż, dobrze że jedzenie tanie i wyśmienite. Wyspa Penang słynie z dobrego jedzenia. Zaraz naprzeciwko chińskich nadrzecznych zabudowań znaleźliśmy wielką stołówkę gdzie na licznych straganach można znaleźć jedzenie od 1RM do 30RM każdego rodzaju. Uczta! Jeszcze wieczorny spacer przez kolorowe, urocze Little India i w mieście się można zakochać. Dodatkową frajdę mieliśmy robiąc świąteczne zakupy ze świątecznymi cenami w wielkim centrum Komtar. Wokoło czerwono-białe Mikołaje i świąteczna muzyka a niby to kraj muzułmański. Jingle-bells!!!






2 komentarze:

  1. Oj,to już Święta idą? jak ten czas leci! już pół roku od Waszego wyjazdu... pozdrawiamy z zimnego Krakowa! A&A&Ł

    OdpowiedzUsuń
  2. Ah wlasnie 22-go minie 6 miesiecy. Trzeba bedzie to jakos uczcic :P Pozdrowienia z rozpalonej sloncem Bali

    OdpowiedzUsuń