sobota, 19 listopada 2011

Być w KL...

Jak za dużymi miastami nie przepadam to Kuala Lumpur spodobało mi się.Dotarłam póżnym popołudniem bo duże miasto i jeszcze większe korki,na szczeście będąc jeszcze w Cameron Highlands zarezerwowałam lokum i nie musiałam kombinować na miejscu.
Mój hostel (Step inn guesthouse-prowadzi go świetna kobieta,sympatyczna,pomocna,)jest bardzo blisko Puduraya bus station,do Chinatown rzut beretem a także do Jalan Bintang z barami itp.Jeszcze wieczorem wybrałam się na krótki spacer i zahaczyłam o centrum handlowe-Times Square-jedno z wielu.I niespodzianka,choinka, jak nic Boże Narodzenie za pasem,tylko śniegu brakuje,ehh.
Tak się szwędając między drapaczami chmur zobaczyłam podświetlone Petrol Towers ,no i robią wrażenie.Zawsze chciałam zerknąć na PT i teraz już wiem na co tyle prądu idzie :-)
Następnego dnia przeszłam Chinatown i Little Indian,no i powiem tak pierwsze ok ,ale LI wow.Spędziłam tu sporo czasu.Warto pójść na mały bazar na ulicy Rahman-kolorowe chusty,zegarki,torby ala Gucci,pyszne owoce i roti-placek z curry czyli wsio.Polecam pokręcić się w bocznych uliczkach.Jest klimat.Jak będe w KL w grudniu napewno tu wróce, na zakupy :-)

















2 komentarze:

  1. Kurka, ja właśnie dotarłam do Kuala ale jeszcze jakoś nie czuję tego miasta... Mam wrażenie, że jest jakieś bez wyrazu. Ale poczekam z ostateczną oceną do jutra - wybieram się m.in. na Little India :) Pozdrawiam z Malezji!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewa,no tak to jest jedno miasto czujesz a inne nie,ja mam tak z Pekinem czy Bangkokiem,pomyszkuj w little india w bocznych uliczkach,może znajdziesz klimat,ja tam wróce w grudniu :-)
    Pozdro z Jawy,z Yogjakarty
    Magda

    OdpowiedzUsuń