piątek, 5 sierpnia 2011

Sapa i okoliczne wioski

Sapa... sympatyczne miasteczko w stylu kolonialnym. Francuzi zostawili po sobie nie tylko architekturę, ale także bagietki i kafeterie. Jest niezły targ z owocami,warzywami i garkuchniami, mnóstwo hoteli, guesthousów i restauracji z zachodnim jedzeniem. Samą miejscowość można przejść w ok. 30 min., a dalej wioski, pola ryżowe i coraz bardziej tropikalny las.

Pierwsza wietnamska miejscowość na taką dłuższą chwilę to poligon doświadczalny, przekonujemy się, że o wszystko należy się targować, sprawdzić co gdzie za ile, że zanim kupi się bilet na autobus dobrze przejść się po agencjach np. cena za przejazd do Hanoi wahała się między 280 tys. a 320 tys., podobnie z wycieczkami po kilku wioskach 10-15$ z przewodnikiem, lunchem i powrotnym busem do miasta.
Kolejnego dnia wybrałyśmy się na prawie 6-godzinną wycieczkę przez łąki i pola do trzech wiosek: Cat cat, Lao chai i Tavan.Super!!!! Taki total light trekking -spacer, w porównaniu do naszych Tatr czy Gruzji ;)). Mnóstwo wycieczek wyruszyło o tej samej porze, oooo będzie tłok, tak jak w Chinach, tyle że biali? ale jest ok, jakoś grupy się rozbijają, luuuuuz. Wraz z nami wyrusza cała ekipa miejscowych w tutejszych strojach. Przez cały czas starają się z nami zaprzyjaźnić. Dostajemy serduszka uplecione z paproci, a później słyszymy - kup ode mnie..
Niesamowita zieleń pól ryżowych, ostra i wściekła, tu i tam pasąca się rogacizna, no i oczywiście lokalne kobitki w kolorowych strojach, które zawsze coś mają do sprzedania, oczywiście etnik. A wioski całkiem zadbane, ze szkołami, budują się drogi. Po około 3 godzinach lunch w hmmmmm... gospoda?bar? grunt że z fajnym widokiem na rzekę i w cieniu. Poznałyśmy w naszej grupce dziewczynę z Kanady, studiuje weterynarię w Quebec, jest na projekcie związanym z jej studiami, i parę z Malezji, z Kuala lumpur, zapewniają nas, że w ich kraju jest hmmmm nie tak nachalnie, no kulturka. Przekonamy się w grudniu ;-)).
Po powrocie do miasta mamy jeszcze ze trzy godziny obijania się, nasz sleeper bus do Hanoi odjeżdża o 18:30, internet, zakupy żeby zabić czas. W autobusie od razu widać, że kierowca rządzi, podaje reklamówkę na buty, bez tego nie wejdzie się dalej, mamy miejscówki przy końcu, za nami sa 3 dziewczyny z Nowej Zelandii. Warunki ok,w cenie biletu mała butelka wody, da się pospać, no ale po przyjeździe do Hanoi ok. 6 rano kierowca nie pozwala pokimać do godziny kiedy zaczyna działać komunikacja miejska (5 rano!!),  no cóż, w końcu trzeba zebrać manatki i odnaleźć się w nowym mieście.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz