poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Phnom penh - owocowy shake, żaba i pagody

Dotarcie do Phnom penh nie jest takie proste, najpierw mała łódka, potem duża łódź, bus, i na koniec tuk tuk. W ten sposób dostałyśmy się do hostelu Nomads - ja, Sharon z RPA i Hue z Chin. Sharon pozmieniały się plany, tak więc sporą część trasy po Kambodży przejadę z Hue, mieszka w Shanghaju i uczy niemieckiego, niesamowita dziewczyna.
A co do miasta,w porównaniu do Sajgonu czy Hanoi spokojniej, mniejszy ruch na ulicach, ludzie nie tak nachalni, można odetchnąć. Naprawdę jak na duuuże miasto podoba mi się, i zostajemy o jeden dzień dłużej.
Niedaleko naszego hostelu jest tzw. old market, tu można kupić wszystko: świeże ryby, krewetki, żaby, owoce znane i nieznane, zjeść obiad w garkuchni za 1-2$,wypić świetnego owocowego shake'a własnej kompozycji, a także kupić części do skutera itp. Można poszwendać się tak po prostu, zwiedzić pałac królewski czy muzeum narodowe (zbiory eksponatów z Angkor Wat), wstąpić do jednej z wielu pagód - naprawdę warto.
Właśnie w pałacu spotkałyśmy Witka z Warszawy, pozdrawiamy, i tak we trojkę spędziliśmy sporą część dnia chodząc po mieście, rozmawiając o podróżach, opychając się owocami.
Co niektórzy wiedzą, że bardzo lubię gotować i na wyprawach próbuję lokalnej kuchni. Tak wiec nowy kraj i nowe smaki, dziś przeszłam pewnego rodzaju chrzest bojowy pod tytułem żaba w potrawce. Powiem tak -  naprawdę dobre delikatne mięso z warzywami na pikantno, polecam ;-)

1 komentarz:

  1. Witaj podróżniczko, czy tę "żabę" tzn. podróż będzież dalej sama jeść, szczęśliwej wyprawy, do usłyszenia na skype.MAM.

    OdpowiedzUsuń