sobota, 13 sierpnia 2011

Hoi An-rozkosznosc w sercu Wietnamu

W tym małym miasteczku można zakochać się od pierwszego spojrzenia. Po prostu urocze. Wśród niskiej kolorowej zabudowy znajdujemy setki przyjemnych knajpek, sklepików i krawców, u których można zamówić szyty na miarę garnitur, europejską czy azjatycką sukienkę za naprawdę grosze. Gotowe w ciągu jednego do dwóch dni.
Oczywiście nie wytrzymałam i zamówiłam sobie chiński top. Jest śliczny!! W centrum miasta zaraz przy rzece jest market gdzie można znaleźć wyśmienite jedzenie. A niedaleko japońskiego mostu wzdłuż rozświetlonej lampionami rzeki wieczorem rozstawia się wiele małych stoisk z tutejszym specjałem Lao cau. W miasteczku pochowanych jest też parę świątyń. Poza wysokimi cenami hoteli (tak czy owak większość z basenem i innymi luksusami) miasteczko jest całkiem tanie. Całymi godzinami można wędrować po uliczkach by potem schować się w chłodzie restauracyjki z widokiem na wodę, popijając szklanicą zimnego piwa za 4 tys. Na wysepce zwanej An Hoi (wystarczy przejść przez most) położonych jest mnóstwo restauracyjek oferujących kursy gotowania. A nieco w głębi w drodze na drugą stronę wysepki wśród rzędu ocienionych stoisk przystań smakosza czyli stoisko Miss Sau. Wyśmienita wręcz dopieszczona kuchnia i piwko duże tanio. A Pani Sau dodatkowo jest przekochaną osobą, która każdego klienta traktuje jak przyjaciela. Jednego dnia wybrałyśmy się na wycieczkę do My Son - kompleksu świątyń hinduistycznych sprzed tysiąca lat. Oprócz typowych kamiennych zabytków zobaczyliśmy także pozostałości po działaniach wojennych w tym regionie. Przed nami znów nocny autobus i 12 godzin jazdy.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza