piątek, 5 sierpnia 2011

Hanoi - miasto miliona skuterów, a może ciut,ciut więcej ;-)


Udało nam się dostać na tzw. Old Quoter (po naszemu Starówka), znalazłyśmy hostel polecany przez poznaną w Sapie Yve, Green Backpaker hostel. Zaraz przy katedrze Saint James. Nasz dorm na sameeeeej górzeee ;-(( uffff. Po szybkim ogarnięciu się wychodzimy na miasto, a tuuuu jakby młotkiem w głowę, życie Hanoi przypomina wieczna walkę o miejsce na ulicy, na chodniku, jedzenie, klienta. Wszędzie tłoczno i głośno.




Niekończący się hałas! bardzo wkurzający mnie, wrrrrrr, mnóstwo skuterów,ciągle ktoś zaczepia: motorbike? taxi? Ufffff, rzadko mi się zdarza nie polubić jakiegoś miejsca. Stolica Wietnamu znalazła się na tej krótkiej liście. Nigdy nie odpoczywa - rano, wieczór, noc, wciąż jeżdżą, wciąż chodzą. Siedzą na tych plastikowych krzesełkach wokół małych stoisk. A wszystko wygląda jak film na szybkich obrotach. Bebby Hill.
Chodząc próbujemy zorientować się jak z jedzeniem, ubogo w porównaniu do chińszczyzny, króluje zupa z kury, podroby. Będzie dla mnie hard core, ojojoj. No i oczywiście zahaczamy o agencje turystyczne. Chcemy załatwić rejs po zatoce Halong, wysepki, jaskinie, relaks. Co się okazuje? Niesamowity rozrzut cenowy od 62 do 115$ za tę samą łódź, tę samą kajutę, no i oczywiście program. Po niezłym maratonie udało nam znaleźć dobrą ofertę, utargowaną z zakupem biletu na sleeper bus do Hue w jednej agencji, 53$ za wycieczkę,wydębiłyśmy dodatkowo wyspę małp i małą zatoczkę przy wyspie Cat i ba, przejazd do Hue za 15$. Po tym co usłyszałyśmy jak ludzie są naciągani jest naprawdę ok.
Szwendając się po uliczkach starego Hanoi znalazłyśmy malutką kawiarenkę, za szkłem widać różne gatunki kaw, polecamy wietnamska z lodem i mlekiem, można choć na chwilę odciąć się od hałasu miasta.
Warto pójść nad jezioro Hoan Kiem, a także do wschodniej części miasta do Pagody literatury. Park z mauzoleum Ho Chi Mina oraz jeziora na północ stąd - to już inny świat. Chyba trochę ciszej i jakoś bardziej ekskluzywnie. Już po tych paru dniach mamy dość Wietnamczyków. W 8 na 10 przypadków wydawania reszty chcą nas oszukać. W hostelu informują przy meldowaniu że śniadanie free, ale rano go nie ma, i tak każdego dnia z każdym przyjezdnym, pościel niezmieniona. O wszystko trzeba ostro walczyć wciąż mając przed oczami szeroko uśmiechniętą wietnamską twarz zatopioną w hipokryzji. Aż czasami pięść się zaciska. Jutro rano wyjeżdżamy, mam dość tego miasta. Przed nami zatoka Halong, mam nadzieję, że złapiemy oddech, chociaż...........





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz