sobota, 20 sierpnia 2011

Can tho - ale kanał!!!! Bye,bye Vietnam......

Po 3,5 godzinach jazdy minibusem lokalnym, nieturystycznym, dotarłyśmy z Sharon do Can tho. Szybko znalazłyśmy sympatyczny guesthouse. W samej miejscowości jest niewiele do obejrzenia czy zrobienia, no można zwiedzić kolejne pagody, jeśli ktoś luubii ;-). Najlepsze, najciekawsze miejsca do zobaczenia a raczej przepłynięcia są poza miastem. Postanowiłyśmy że nie weźmiemy tzw. big boat z tłumem turystów tylko poszukamy małej łódki dla nas dwóch.
Okazało się, że przez właścicielkę naszego lokum można załatwić taki trip.
No i dostałyśmy to czego szukałyśmy za 38$ czyli na 1 os 19$ - mamy wycieczkę na dwa pływające targi, ze śniadaniem, na około 7 godzin - suuupeeer!!!! start o 5:30 rano, pobudka o 5 buuuuuu :-((
To był strzał w 10, przywitał nas pomarańczowo-czerwony wschód słońca, no i w drogę nie z buta a z wiosła i motorku. A na targach - na jednej łódce banany, na innej kokosy albo coś czego nie znamy. Totalny relaks pływając po kanałach delty Mekongu wśród wiosek, wściekłej zieleni różnych palm, pól ryżowych, sądzę że zdjęcia więcej pokażą.
Po tej wycieczce wciągnęłyśmy szybką zupę w barze, jedna z najlepszych jakie jadłam, i pojechałyśmy skuterami na dworzec, nasi kierowcy śmigali pomiędzy innymi pojazdami jak strzały żebyśmy zdążyły na busa do Chau doc, miejscowości przy granicy wietnamsko-kambodżańskiej.

Od jutrzejszego popołudnia (21 sierpnia) będę w Kambodży, na pierwszy rzut stolica Phnom Penh :-)) czas zmienić kraj, na nowe miejsca, ludzi i smaki.

1 komentarz:

  1. Czy żaby czy szczury,w azji wszystko sie zjesc,dzis wciagnelam zabcie w zupie, lepsze niz kurczak hihihi

    OdpowiedzUsuń