niedziela, 28 sierpnia 2011

Angkor

Nie trzeba chyba nikomu mówić co to jest, więc przejdźmy do sedna. Właśnie dla tego miejsca ludzie przyjeżdżają do Siem Riep, a stąd już tylko wypożyczyć rowerek za 1$ by po ok. 20 minutach znaleźć się przy pierwszej i najsłynniejszej świątyni kompleksu Angkor Wat. Oczywiście jest parę innych opcji: tysiące tuk tuków, motocykli i wycieczek, ale ja wybrałam rower.

Siem Reap - backpackerska rozpusta!

Do miasta dostałam się łodzią z Battambang, droga - znaczy rzeka - wiodła przez zielone podmokłe tereny, wąskie kanały, pływające wioski i domki na palach. Z każdej strony machały radośnie dzieciaki. Jednym słowem cudo! A teraz w mieście siedzę już dobre parę dni i nie chce mi się wyjeżdżać. Centrum miasta to typowa oaza rozpusty dla backpackera.
Tanie hoteliki, mnóstwo barów i knajpek z piwkiem za pół dolara. Markety z wszystkim i niczym, masaże za dolara. Od piątej otwierają nocny market z jedzeniem, gdzie jest jeszcze taniej i pyszniej. Ogólnie można się tu rozbestwić.

środa, 24 sierpnia 2011

Battambang - jak w bajce

Jeśli już mówiłam, że ludzie w Kambodży są przemili, to tak naprawdę nic! Dopiero tu można poczuć prawdziwą życzliwość. Miasteczko samo w sobie jest urocze. Kolonialne budynki przeplatają się z wieloma buddyjskimi świątyniami, które przypominają bajkowe pałace. Porankami natrafić można na grupy zbierających jałmużnę mnichów. A wieczorem idąc wzdłuż bulwaru nad rzeką można dojść do targu nocnego i rozkoszować się pysznym jedzeniem i tanim ciemnym piwkiem.

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Phnom penh - owocowy shake, żaba i pagody

Dotarcie do Phnom penh nie jest takie proste, najpierw mała łódka, potem duża łódź, bus, i na koniec tuk tuk. W ten sposób dostałyśmy się do hostelu Nomads - ja, Sharon z RPA i Hue z Chin. Sharon pozmieniały się plany, tak więc sporą część trasy po Kambodży przejadę z Hue, mieszka w Shanghaju i uczy niemieckiego, niesamowita dziewczyna.
A co do miasta,w porównaniu do Sajgonu czy Hanoi spokojniej, mniejszy ruch na ulicach, ludzie nie tak nachalni, można odetchnąć. Naprawdę jak na duuuże miasto podoba mi się, i zostajemy o jeden dzień dłużej.

Phnom Penh -zlote swiatynie przy francuskim winie



Miasto kontrastów, które zadziwia i szokuje od pierwszego rzutu okiem. I za każdym spojrzeniem jest tylko lepiej. Pierwsze kroki w nowym kraju i już czuje się różnicę. Ludzie są przemili, po prostu od razu łapią za serce, pomijając fakt że szybciej niż Wietnamczycy rozumieją słowo nie. Tutaj każdy się uśmiechnie, pomoże, czasem zaczepi, by po prostu pogadać. Hotel znaleźliśmy szybko akurat we czwórkę ugadaliśmy się na łodzi z Wietnamu i wszyscy skorzystaliśmy z free pickupu, który miał jeden z towarzyszy. :)

niedziela, 21 sierpnia 2011

Wietnam - info praktyczne

Waluta: 1 vnd - wietnamski dong, 1$ - 20500 dongów, 1 euro - 29630 dongów
Jezyk: wietnamski, angielski działa jak najbardziej, no chyba że nie chcą nas zrozumieć, to wiadomo jak wtedy jest - nagle nie kumają
Ceny z sierpnia. O wszystko trzeba się targować, niestety włącznie z jedzeniem
Średnie wydatki na 1 dzień na osobę: ok. 12 euro + koszt wizy

W delcie Mekongu

Wycieczke  na 3 dni po delcie Mekongu z transportem do stolicy Kambodzy wykupilam bardzo sprawnie i tanio. Ot 37 $ z wyzywieniem a ceny zaczynaly sie od 70$. Ma sie juz wprawe w targowaniu z wietnamczykami! Hi hi -i swoje sposoby. Targowac sie trzeba brutalnie i bez skrupulow aczkolwiek z usmiechem na ustach. To tylko biznes nie walka o zycie. Choc bywa to roznie w tym przypadku bylam nawet scigana przez ulice z jescze lepsza oferta hihi. Wycieczka choc w duzej mierze bardzo turystyczna; w koncu tak to z wycieczkami bywa; uwazam za bardzo udana. Nie bylo takiego zametu jak w Halong Bay. Wszystko zrobiono sprawnie a przewodnik rewelacyjny.

sobota, 20 sierpnia 2011

Can tho - ale kanał!!!! Bye,bye Vietnam......

Po 3,5 godzinach jazdy minibusem lokalnym, nieturystycznym, dotarłyśmy z Sharon do Can tho. Szybko znalazłyśmy sympatyczny guesthouse. W samej miejscowości jest niewiele do obejrzenia czy zrobienia, no można zwiedzić kolejne pagody, jeśli ktoś luubii ;-). Najlepsze, najciekawsze miejsca do zobaczenia a raczej przepłynięcia są poza miastem. Postanowiłyśmy że nie weźmiemy tzw. big boat z tłumem turystów tylko poszukamy małej łódki dla nas dwóch.

czwartek, 18 sierpnia 2011

Sajgon!!!! niezły Sajgon!!


Co by tu napisać... no faaaajneee miasto, dobrze się w nim czuję. Bardziej mi się podoba niż Hanoi. Owszem, duuuużeeee, całe 5 mln ludzi, a drugie tyle to skutery, rozpędzone, rozhukane, ale wszystko w pozytywnym sensie. Wietnamczycy są kompletnie inni niż ci na północy, bardziej przyjaźni, pomocni, nienachalni, nienatarczywi.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Dalat

Zmieniamy klimat na chłodniejszy. Dobrze na chwilę odpocząć od upału i schować się wśród wzgórz. Miasteczko jest przytulne i nie aż tak bardzo skomercjalizowane. Nawet po angielsku już się ciężko dogadać. Na olbrzymim markecie ceny owoców i warzyw dobijają, po prostu grosze! Ciasto bananowe z pobliskiej piekarni - po prostu rozkosz. Więc sycimy nasze żołądki tutejszymi dziwnymi specjałami.

niedziela, 14 sierpnia 2011

Nah Trang

Z dworca znów zwinięto nas w błyskawicznym tempie. Trzeba się ogarnąć po całej nocy jazdy i na plażę! Na pierwszy rzut oka niewiele więcej to miasto ma do zaoferowania. Ot taki kurort. Chyba najbardziej europejskopodobne miasto jakie widzę w Wietnamie, ale okazuje się, że tylko w centrum przy plaży. Dalej od brzegu zaczynają się dzielnice gdzie rzadko turyści są widziani.

sobota, 13 sierpnia 2011

Hoi An-rozkosznosc w sercu Wietnamu

W tym małym miasteczku można zakochać się od pierwszego spojrzenia. Po prostu urocze. Wśród niskiej kolorowej zabudowy znajdujemy setki przyjemnych knajpek, sklepików i krawców, u których można zamówić szyty na miarę garnitur, europejską czy azjatycką sukienkę za naprawdę grosze. Gotowe w ciągu jednego do dwóch dni.

piątek, 12 sierpnia 2011

Nasz artykuł w Onecie

Zapraszamy do przeczytania naszego artykułu na temat kolei transsyberyjskiej W krainie wiszących stóp
- wszystkie informacje praktyczne o tym, jak tam się dostać, jak tam żyć i przeżyć.

Hue - miasto, w którym zaczyna się kochać Wietnam

Hue, które było stolicą Wietnamu od początku XIX wieku do 1945, a obecnie jest centrum kulturalno-religijnym, jest tak naprawdę miasteczkiem dość skromnym. Nie można tu jednak narzekać na nudę ani na brak atrakcji. I ludzie tutaj już inni. Nikt bezczelnie nie rzuca za wodę ceny 20 tys. Każdy jest miły i pomocny. Aż przyjemnie siąść na plastikowym krzesełku na chodniku wokół gara zupy i pogawędzić z kucharką.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Halong Bay - gdzie marzenia zabija brutalna rzeczywistosc

W końcu bus przyjechał i jedziemy. Poczytałyśmy o tych wszystkich machlojkach i zamęcie w zatoce, ale to cośmy tam zastały i przetrwały przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Gdyby nie ludzie z którymi przyszło nam dzielić niedolę, nie wróciłybyśmy uradowane. Program zmienił się już na wstępie, choć nieznacznie: robimy go od tyłu; później już było coraz gorzej.

piątek, 5 sierpnia 2011

Hanoi - miasto miliona skuterów, a może ciut,ciut więcej ;-)


Udało nam się dostać na tzw. Old Quoter (po naszemu Starówka), znalazłyśmy hostel polecany przez poznaną w Sapie Yve, Green Backpaker hostel. Zaraz przy katedrze Saint James. Nasz dorm na sameeeeej górzeee ;-(( uffff. Po szybkim ogarnięciu się wychodzimy na miasto, a tuuuu jakby młotkiem w głowę, życie Hanoi przypomina wieczna walkę o miejsce na ulicy, na chodniku, jedzenie, klienta. Wszędzie tłoczno i głośno.


Sapa i okoliczne wioski

Sapa... sympatyczne miasteczko w stylu kolonialnym. Francuzi zostawili po sobie nie tylko architekturę, ale także bagietki i kafeterie. Jest niezły targ z owocami,warzywami i garkuchniami, mnóstwo hoteli, guesthousów i restauracji z zachodnim jedzeniem. Samą miejscowość można przejść w ok. 30 min., a dalej wioski, pola ryżowe i coraz bardziej tropikalny las.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Gooood mooorniing Vietnam!!!!!

Przekraczanie granicy chińsko-wietnamskiej to czysta przyjemność, szybko, sprawnie i bezboleśnie. No ale w momencie kiedy wyszłyśmy z wietnamskiej kontroli paszportowej zaczął się inny świat, inny niż chiński. Hmmm jak tu się dostać na dworzec kolejowy w Lao Cai, żeby złapać busa do Sapy??? no problem.

Chiny - info praktyczne

Waluta: 1 yuan, 1$-6.2 yuana,1 euro-9,3 yuana
Język: chiński, angielski bardzo rzadko
Zaznaczamy, że to był lipiec i ceny jak zawsze w sezonie były wyższe niż zwykle.
Średnia wydatków na dzień na jedną osobę 14 euro (na 35 dni pobytu) i dodatkowo wiza wyrabiana w Ulaan Batar 30$ (rush visa jeszcze 30$), koszty przejazdu przez granicę: 55Y (patrz niżej).

Transport:
Przejazd przez granicę mongolsko-chińską 50 yuan, opłata za obsługę przy chińskiej odprawie 5 yuan

wtorek, 2 sierpnia 2011

Tarasy ryżowe Yuang yang

Do miasteczka położonego niedaleko kompleksu tarasów zajechałyśmy autobusem sypialnianym około 5 rano. Pozwolono nam pospać jeszcze do około 7. Minibusikiem zajechałyśmy pod kasę biletową i rozgościłyśmy się w Fotograph hotel naprzeciwko. Spod prysznica w pokoju cudny widok na okolicę. Właścicielka poleciła nam, co najlepiej zobaczyć i jak zrobić  by najmniej zapłacić. I najważniejsze - kuchnia w hoteliku wyśmienita!! Bakłażan rozpływa się w ustach.