niedziela, 3 lipca 2011

Yinchuan

1 lipca
Pociągiem nocnym jedziemy do Yinchuan. Konduktor ustawia nas w odpowiedniej kolejce. Pociąg zatrzymuje się dokładnie tak, że przed nami jest wejście do naszego wagonu. Z pomocą współtowarzyszy podróży znajdujemy nasze miejsca. W środku strasznie ciasno, aż 3-piętrowe łóżka. Na miejscu jesteśmy z samego rana. Pogoda nam nie dopisuje - pada.
Przetransportowaliśmy się na dworzec po drugiej stronie miasta, by kupić bilety dalej. Po drodze na śniadanie naleśniki z cebulką i surówka od pani na rogu - pycha za 3 juany. Szybko udało się znaleźć hotel i mamy półtora dnia, by poczuć klimat miasta. Niedaleko naszego noclegu stoi wielki meczet, zaraz za nim rozpoczyna się uliczka z barami. Stoliki zajmują większą część drogi. Ludzie zjadają niezliczone ilości małych szaszłyczków i innych rarytasów z patyczka. Co chwila bucha ogniem grill. Na końcu prostopadle rozciąga się ulica z jedzonkiem na kolorowych straganach. Pyszności! Dodatkowo owoce, przyprawy i inne produkty. W budynkach liczne bary i restauracje. Na prawym końcu (jak nie tym to drugim) dwupiętrowy bar, który nas urzekł i tak chodziliśmy już tam na prawie każdy posiłek i piwko. Ceny i jedzonko rewelacyjne. Ach te pierożki! Obsługa za każdym razem wlepiała nos w szybę kuchni coraz bardziej. Czasem ktoś odważny wystawił głowę przez okienko. W końcu wysłali prawdopodobnie jedyną dziewczynę mówiącą parę słów po angielsku, by nas wypytała. Cała ekipa stała w kącie przy wejściu do kuchni, czekając co się stanie. Eh ile było śmiechu :) I tak w całym mieście. Zresztą wszędzie gdzie pójdziemy zbiera się wokół nas tłumek przyjaznych uśmiechniętych i ciekawskich twarzy. Co jakiś czas ktoś do nas przyjaźnie zamacha lub krzyknie "Heloł". Dzieci podchodzą do nas wyprawiając dzikie harce przed naszymi aparatami. Głupi zakup wody zmienia się w niemałe show. Każdy chętny pomóc i nawet pani w toalecie machnie ręką na te pół yuana. Czujemy się jak sławy. Na ulicy nasz kobiecy urok zostaje przyćmiony przez Bartka owłosione nogi. Chłopak zaczyna się skarżyć na brak prywatności, gdyż ludzie są ciekawi każdej części jego zarostu. Spacerując po mieście znaleźliśmy jeszcze parę pagód i olbrzymi park. Sklepy zawsze poukładane działami. Tutaj ulica z lampami tu z termosami dalej dwie przecznice kosmetyków. To był dobrze spędzony czas.






1 komentarz: