wtorek, 5 lipca 2011

Xiahe

Jadąc autobusem z Lanzhou obserwujemy zmieniający się krajobraz: tarasowe poletka na zboczach wzgórz, lasy, góry porośnięte trawą. Czerwona glina tutejszej ziemi miesza się z różnymi odcieniami zieleni. Droga wije się doliną i tak docieramy do tybetańskiego miasteczka Xiahe. Jedna główna ulica, mnóstwo sklepików knajpek, hotelików, sympatyczni i otwarci ludzie w kolorowych strojach.
Na drugim końcu miasteczka rozległy kompleks klasztoru Labrang - jednego z najważniejszych miejsc buddyzmu tybetańskiego żółtych czapek. Nocleg znaleźliśmy w hotelu Labrang Bao Ma wnętrze w stylu tybetańskim z rozległym podwórzem otoczonym balkonikami, 20 Y za osobę. Wszyscy zgodnie stwierdzamy, że to jest to. To są prawdziwe Chiny. Jest klimat - jest super. W licznych sklepikach można kupić przeróżne pamiątki, bibeloty i buddyjskie dewocjonalia. Na ulicy dziesiątki mnichów pomiędzy tradycyjnie ubraną ludnością. Jest kolorowo! Opowiedzieć trudno - to miejsce trzeba zobaczyć. Jak nam szczeny opadły zaraz przy wjeździe, tak opadały - tylko jeszcze niżej - przez dwa dni pobytu. Wchodząc w jedną z bram znajdujemy knajpkę: na ścianach są foty potraw. Można mniej więcej skojarzyć, co jest co. Zupa z makaronem i zieleniną, mięsko, warzywa z woka... Pycha!!! Stołujemy się tu na śniadanie, obiad i kolację. Ceny rozbrajają: 6Y za wielkie porcje.

Nasz hotel





1 komentarz:

  1. jesteście cudowni, tylko pozazdrościci, ale gdzie fotki, S-erz trzyma za Wasze szczęście kciuki. Mam.

    OdpowiedzUsuń