poniedziałek, 4 lipca 2011

Tianshui i Maiji Shan

Przyjeżdżamy autobusem około 5:30 rano. Chwila na zorientowanie się o co tu chodzi i gdzie jesteśmy. Trzeba się obudzić i odświeżyć po całej nocy w autobusie. Robimy szybką rundkę po mieście. Skromnie tu, ale całkiem przyjemnie. Docieramy w końcu do celu, czyli do Fu Xi Temple. Budyneczek ot, taki sobie - za to okolica niesamowita. Pomiędzy kolorowymi pawilonami i wysokimi chińskimi bramami tańczą liczne grupy pań. W jednym koncie grupa ćwiczy Tai Chi. Gdzieś ktoś wymachuje mieczem, kijem czy wachlarzem.
Młody chłopak wymachuje nogą do ucha. Nie można od tego oderwać oczu. Jakiś mistrz kung fu rozciąga się z papierosem w ustach. Nie mamy czasu. Dziś jeszcze jedziemy do Maiji Shan. Na miejscu udaje nam się wejść jako studenci i jeszcze zostawić bagaże za free. Park Maiji jest olbrzymi. Na pokrytych gęstym lasem wzniesieniach ukryte są mniejsze i większe atrakcje. Wszystkiego nie zobaczymy. Ruszamy do najważniejszej - kompleksu grot Maiji Shan i tu już nic nie napiszę - brak słów, po prostu nam szczeny opadły. Wracając zahaczyliśmy jeszcze o ogród botaniczny, gdzie znaleźliśmy także motyle wielkie jak dłoń. Sycący posiłek w małym barze i jedziemy dalej.



1 komentarz:

  1. Zazdroszczę Wam widoków, to cuda , ale gdzie zdjęcia motyli, pozdrowienia dla ekipy z s-erza Mam.

    OdpowiedzUsuń