niedziela, 10 lipca 2011

Songpan i podróż na tysiąc klaksonów

9 lipca
Z Xiahe autobus zabrał nas spod hotelu o 6:30, głośno klaksonem oznajmiając swoje zbliżanie się, postój i odjazd.
I tak przez cale miasteczko.I tak w każdym miasteczku na całej trasie... Ech! To i tak mało.W Chinach trąbi się wszędzie i zawsze. Kierowcy wręcz z lubością cisną w swoje trąby. Tutaj chyba je tuningują! Dziwię się, że jeszcze nie ma różnych melodyjek jak na dzwonki do komórek.
Jeśli w Mongolii wydawało nam się, że dużo trąbią - to byliśmy w błędzie. Mongołowie to amatorzy, a tu są wirtuozi!!! A tym większa radocha, im głośniejszy klakson. Dlatego kierowcy autobusów są panami szos - nic ich nie przetrąbi. I spróbujcie spać w takim autobusie... Ech!
Każdy klakson jest tak głośny, że aż można spaść z fotela. Trąbią nawet na pustej drodze, oznajmiając, że wchodzą w zakręt, że dojeżdżają do skrzyżowania. Na powitanie nowego samochodu na szosie i biednego przechodnia na chodniku - trąba za trąbą!!!
W Zoige przesiadamy się na autobus do Songpanu o 10:00, którego nie było w żadnych internetowych i przewodnikowych danych, co nas bardzo cieszy, bo nie musimy tu zostawać na noc.
Więc tak sobie jedziemy dalej wśród tej przetrąbionej serenady.W końcu widzimy bramę - ale taka bramę, że hej - a później miasteczko... Dwa hej hej to mało.Mamy autobus dalej do parku, ale co tam - zostajemy na noc. Zaraz naprzeciwko dworca Rasa i Mei znajduje przemiły guesthouse. Dołączamy do nich. Idziemy na zwiedzanie. Songpan to stare miasteczko wyremontowane jak nowe, w pięknym chińskim starym stylu. Wszystko utrzymane jest w jednej charakterystyce i tworzy zgraną całość. Wypasione restauracje, kluby i bary oraz zachodnie łazienki schowane za piękną drewnianą fasadą, zdobioną chińskimi detalami, przeplatają się z małymi manufakturkami, sklepikami z pamiątkami i aptekami ze specjałami chińskiej medycyny. Na ulicy nad każdą bramą i sklepikiem wisi szyld z chińską i angielską nazwą. Czasem angielska nazwa nieco komiczna, ale to tylko dodaje miastu uroku.
Pośród uliczek znajdujemy małą herbaciarnię. Degustacja trwała chyba ponad godzinę. Dodam, że przejechaliśmy z prowincji Gansu do Syczuanu i tutaj są zupełnie inne Chiny. Jest czyściej, jest taniej. Wszędzie wre budowa, coś się dzieje. Nawet ludzie wydają się bardziej zadbani.
Łazienka w naszym hoteliku najlepsza, jaką widzieliśmy do tej pory.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz