środa, 6 lipca 2011

Klasztor Labrang - Xiahe

Jeden z największych klasztorów. Zamieszkuje go ok. 1200 mnichów. Wybrałyśmy się na zwiedzanie we trzy (ja, Emilka i Asia) i od razu znalazłyśmy towarzysza wycieczki: chłopak z Mongolii, nasz samozwańczy przewodnik także po buddyjskich zwyczajach. Wręczył nam plik drobnych i wędrowaliśmy drogami pielgrzymów, pozostawiając banknoty pod stupami, posągami Buddy i poprzednich lamów. Dzięki naszemu przewodnikowi zdobywamy zdjęcia z mnichami. W końcu jeden dołącza do naszej ekipy.
Mongoł co jakiś czas tłumaczy objaśnienia mnicha. Świątynia za świątynią wyrasta z labiryntu drobnych domków. Niesamowite miejsce.
W głównej świątyni trafiamy na czas medytacji. Każdy mnich w swojej tonacji, wpadają w trans, łącza się w jeden dźwięk i nagle zapada cisza... Jak nożem uciął. Zapach kadzidła...
I tylko nieśmiało wpadające do środka światło oświetla ciemne posągi, obite dywanami kolumny i mistyczne freski. Pierwszy raz w życiu coś takiego widziałam i słyszałam. Tu trzeba być...
Podczas okrążania kolejnej świątyni spotkaliśmy sympatyczne małżeństwo z Szanghaju. Rafał z Polski i Mei z Ameryki. Całą grupą zostajemy zaproszeni na poczęstunek dla pielgrzymów. Pyszna tybetańska mleczna herbata i bułki w doborowym towarzystwie. Jednemu panu tak spodobało się fotografowanie, że jeszcze wyciągnął nas, by zrobić zdjęcie - prawdopodobnie jego żonie odświętnie ubranej.
Po rozstaniu z naszym mongolskim znajomym wchodzimy na wzgórze, przecudny widok na klasztor, na miasteczko. Obok nas przycupnęli młodzi mnisi.
Sielanka...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz