środa, 13 lipca 2011

Chengdu

11-13 lipca
Ponad czteromilionowa stolica Sichuanu okazała się bardzo przyjaznym miejscem. Mimo wielkich wieżowców i wręcz europejskich standardów miasto zachowuje ciepły azjatycki klimacik. I jest mimo wszystko - jak na Chiny - spokojne. W porównaniu do miast na północy jest także czysto. Zanika już tu w Siczuanie tradycja wyrzucania śmieci na ulicę, podłogę, w autobusie itp. tak typowa w miastach, które widzieliśmy po drodze. Niedaleko za dworcem znaleźliśmy Trafik Hostel, ale żądali nienormalnych cen za łóżko w dormie.
Na szczęście dzięki pomocy Rasy i pewnego tajemniczego Tybetańczyka udało nam się utargować przyzwoitą cenę za wygodne pokoje w hotelu o tej samej nazwie (Trafik) zaraz obok. Dziwne te Chiny.
W pokoju poznajemy przesympatycznego Tajwańczyka, który zajmuje się sprzedażą pysznej herbaty. Od razu wzięłyśmy się za degustację, a w międzyczasie Valence przedstawia nam nasz chiński horoskop. Obok hotelu mamy ulicę z jedzeniem - same pyszności. Pod supermarketem dość liczna grupa dzieciaków ogląda bajki lub gra w klasy. Ot, takie tutejsze przedszkole.
Pierwszego dnia poza spacerem wzdłuż rzeki odwiedzamy people's park, gdzie ludzie tańczą śpiewają i ogólnie wyginają się w dziwny sposób. Jeden pan tańczył z kurą na patyku. Dalej zwiedzamy dwie nowe "starówki". Budowanie tych drewnianych cudów chińskiej historii stało się bardzo modne. W środku kolorowo od chińskich ozdób, pamiątek i różnorodnego jedzenia. Dużo zieleni, knajpki z klimatycznym wnętrzem - ale ceny nie do przeskoczenia. Powłóczyliśmy się jeszcze w dzielnicy tybetańskiej niedaleko Wuhou Temple. Drugi dzień minął nam na dalszym chłonięciu klimatu miasta. Valence dziś tłumaczył zastosowanie baniek w medycynie i zademonstrował nam zabieg na sobie. Magda zdecydowała się skorzystać z pobliskiego fryzjera. Taniocha. Z ciekawości zapytałyśmy z pomocą Valenca ile zarabia: 17 tys, RMB!!!  Podziel przez pół i masz na oko złotówki. No cóż. Po krótkiej rozmowie dostałam pracę wraz z kursem na fryzjera i z wyżywieniem, tylko mieszkanie znaleźć... No i wiza. Nie byłoby źle :P Mimo wszystko trzeba jechać dalej. Przed wyjazdem pożegnaliśmy się z Rafałem i Mei. Będzie nam ich brakować. Ściskamy mocno.




1 komentarz:

  1. oj coś mi się wydaje, że to było 1700rmb a nie 17tyś :)

    OdpowiedzUsuń